UPIORY PRZESZŁOŚCI
Choć zewsząd słyszymy nawoływania do spokoju, to nadal tkwimy zanurzeni po uszy w politycznej gnojowicy i nic nie wskazuje na to, by doszło do jakiegokolwiek opamiętania.
Niepokojącym zjawiskiem jest to, że narzędziem naszych dyskusji przestaje być słowo, a zaczyna groźba przekształcona w czyn.
Dosłownie i w przenośni zaczynamy odczuwać lęk. Obawiamy się własnego cienia. I to jak się obawiamy! Po cichu, za plecami szefa, nie zgadzamy się z nim.
*
W domowym zaciszu jesteśmy bojowi, dzielni, stanowczy, mamy własne sądy i śmiałe poglądy. Jednak gdy pojawiamy się poza nim, tracimy poprzednią elokwencję, kładziemy uszy po sobie i z podkulonym ogonem wracamy do roboty. Nie możemy powiedzieć szefowi, co o nim myślimy naprawdę, bo wylecimy na bruk, trafimy pod most, zejdziemy na psy.
Świadomość, że gdy zaczniemy podskakiwać bossowi, stracimy ją na amen, studzi nam temperament. Pozbawienie pracy jest więc wypróbowanym sposobem wymuszania lojalności.
*
Ludzi paraliżują upiory przeszłości. Obawiają się mieć własne zdanie na cokolwiek. Nawet bezpieczne mówienie o pogodzie już nie jest takie do końca bezpieczne, ponieważ komuś może się ono kojarzyć z pogodą dla bogaczy. No, a o bogaczach lepiej nie mówić, gdyż jedni są czyści jak łza, podczas gdy ci z opozycji, jak łza krokodyla.
Pozbyliśmy się cenzury widocznej. Pysznimy się tym i być może słusznie. Lecz do pokonania pozostała cenzura gorsza, bo niezauważalna. Wewnętrzna. Blokująca rozsądek.
Każdy na w sobie ostrzegawczy brzęczyk. Mentalny sygnał uruchamiający proces kalkulowania: opłaca się być wyrywnym, czy nie? Mieszkać pod mostem, czy w apartamencie? Mieć odwagę cywilną, czy „chodzić na pasku”?
Dylemat ten jest doskonałą wymówką naszej bierności. A niekiedy usprawiedliwieniem wygodnictwa: nie możemy powiedzieć tego, co nas gnębi, męczy i spać nie daje, bo stracimy źródło utrzymania.
Czy tak być musi? Czy już nie starczy potakiwania wbrew sobie? Dlaczego, jak za paskudnych czasów komunizmu, premiujemy miernych, ale biernych? Dlaczego nie potrafimy żyć na równych prawach do wzajemnego szacunku?
Komentarze (6)
"W domowym zaciszu jesteśmy bojowi, dzielni, stanowczy, mamy własne sądy i śmiałe poglądy. Jednak gdy pojawiamy się poza nim, tracimy poprzednią elokwencję, kładziemy uszy po sobie i z podkulonym ogonem wracamy do roboty. Nie możemy powiedzieć szefowi, co o nim myślimy naprawdę, bo wylecimy na bruk, trafimy pod most, zejdziemy na psy".
Wybrałem fragment, ale jak zwykle trafna ocena naszej rzeczywistości.
Dzisiaj coraz mniej prawdziwych strajków, jak kiedyś.
Bywaj!
NO!
Szpital Południowy to twoje dzieło.
Teraz jestem na emeryturze, moja profesja jest niemedyczna
Pojebało ci się.
Tusk jest najlepszy. podejrzewam, że swego fiuta nie dał by ci do powąchania
takiej szmacie brunatnej.
NO!
Fiuty wąchajcie między sobą szmatławce.!!!!
NO!
Czyjego fiuta chcesz powąchać/
NO!
Powąchaj fiuta Jaga i graina
Medal od leona św. on też im wącha ł
Niuuchajcie!
NO!
Niuchajcie!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania