Uporczywie powtarzane kłamstwo staje się urojeniem
/Siedzę posępny w nastroju chorego na rzeczywistość/
Leczą mnie z wierszy. Słowem i spojrzeniem. Wypłatą.
Ciągłym rzucaniem z miejsca na miejsce. Leczą mnie z wiary.
Wydrukiem na poczcie, paragonem ze sklepu,
sięgającym po złotówkę bezdomnym.
Leczą mnie ze wszystkiego.
Odruchowo sięgam po zeszyt. Czasem jak po dziwkę,
czasem kochankę. Odruchowo. W przypływie. Tamy
we mnie puszczają. Puszczają powoli słowa ze snów.
Zatrzymują w miejscu rozpędzony padół.
Komentarze (2)
Bardzo trafna obserwacja. Tak sugestywna, że nie zostawia wątpliwości i przejmuje nastrój. Widać doświadczone pióro.
Kolejny dobry tekst.
Świetny wiersz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania