uproszczone
po co księżyc
zimne światło rozkłada na łóżku
w noc pustą z braku snów
ciebie pytam
po co czas
płynie porywistym nurtem
zabiera dni
i skronie srebrzy
ku ziemi pochyla
drzewa smagane przez wiatr
nim złamie pieszczotą ogłupi
w tańcu zgubi
a później
żal
tym większy
im większe były nadzieje
że wystarczy być
nieważne jak
byle świt
a później jakoś się potoczy
słowo do słowa
i dłoń nie trafi w próżnię
a nocą na prześcieradle i poduszce
wgłębienie jeszcze ciepłe
i sylwetka w otwartym oknie
czerwony ognik zamiast gwiazdy
i dym
po nim jak po nitce pójdę
wyuczoną trasą
pomiędzy ramiona
Komentarze (6)
Jak bardzo dojrzała to poezja. W swojej prostocie, jasnym przekazie. Wiersz mnie zachwycił.
Człowieczy los. Synteza w lirycznej pigułce, która leczy bunt, godzi z nieuniknionym.
Mądry, empatyczny, uniwersalny przekaz.
Zatrzymał, zamyślił, zamknął etap.
Piękna, dojrzała w swej prostocie Poezja.
🙂
Piękny wiersz.
Przypomniała mi się słowa piosenki zespołu Variete:
"A iskry iskry iskry
Otoczone kordonami gwardii
Tlą się"
Pozdrawiam.
Przypomniały* - wybacz.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania