Urata pracy klasy średniej i niskiej przez Ai, Automatyzacje i Humanoidalne roboty
Wszyscy patrzą na AI przez pryzmat tego, jak fajnie pisze maile, a mało kto składa w całość zamkniętą pętlę ekonomiczną na najbliższe 10–20 lat.
Jest to HIPOTEZA badawcza możliwej ścieżki rozwoju sytuacji.
Dół drabiny: Państwo podnosi płacę minimalną i ZUS -> firmy rezygnują z ludzi i wstawiają roboty oraz automaty, bo to się nagle spina w Excelu.
Środek drabiny: Wchodzą autonomiczne systemy AI, które pozwalają wyciąć całe działy wykształconych ludzi , menedżerów, analityków, kadrę zarządzającą. Klasę średnią, która ma domy, działki i „dużo do stracenia”.
Dziura w budżecie: Skąd państwo weźmie pieniądze, gdy znikną miliony etatów dających gigantyczny zastrzyk z PIT i ZUS?
Przecież nie opodatkuje chmury obliczeniowej globalnej korporacji, bo urzędnicy nie wiedzą jak ją ugryźć, a kapitał ucieknie.
Państwo sięgnie po to, co nie może uciec za granicę: po majątek i ziemię zwykłych obywateli.
Mechanizm wywłaszczenia: Wyobraźcie sobie bezrobotnego specjalistę (którego zastąpiło AI, Dwudziestu specjalistów jednym dziale zostaje zwolnionych bo Modele AI je zastępują prawie za darmo), któremu państwo dowala 2% podatku katastralnego od wartości działki i domu. Nie masz pracy, żyjesz z oszczędności, a kawałek po kawałku zabierają Ci ojcowiznę, oszczędności życia ulokowane w ziemi, bo nie stać Cię na podatek od własnego dachu nad głową.
I tu dochodzimy do punktu zwrotnego: Przez lata klasa średnia zarządzała ludźmi na dole (pracownikami na wekslach, kurierami, ludźmi na minimalnej), czując się bezpiecznie. Za "chwilę" ta wykształcona kadra , prawnicy, inżynierowie, menedżerowie, którzy znają każdy trik korporacji od środka , obudzi się dokładnie na tym samym wózku co ludzie, którymi zarządzali.
Człowiek z klasy niższej, ma działkę z starym domem po rodzicach, w dużym mieście, pracuje i okazuje się że nagle ma płacić 40000 rocznie podatku za ziemie. Ale zanim człowiek to zobaczy przyzwyczaja się, Państwo jak zwykle podnosi te podatki , daniny, opłaty , składki, fundusze, etapami, żeby człowiek przyzwyczajał się do sznura na szyi który się coraz bardziej zaciska.
Jeśli pójdziemy tym torem to tylko państwo i najbogatszych będzie stać na wykup, przy tak ogromnej nadpodaży działek, za bezcen ziemi. Za trzydzieści lat okaże się że jesteśmy bezdomni, żyjemy jak podyktuje Państwo albo Korporacja.
Jak myślicie: ile lat zajmie (5, 10, 15?), zanim ta wykształcona, przyparta do muru klasa średnia połączy siły z ludźmi na dole i stworzy zupełnie nowy ruch lub rząd oparty na rozumieniu że Państwo zamiast rządzenia Ludźmi będzie zarządzało przepływami miedzy ludźmi a Państwem. Gdzie wspólnym przeciwnikiem przestaną być sztuczne podziały polityczne, a stanie się nim państwo żyłujące bezbronnych obywateli oraz korporacje zastępujące ludzi bez ponoszenia kosztów społecznych?
Usłyszę że to bzdury, zgadzam się, Bo dzisiaj w pięknym wyobrażeniu kwiecistej przyszłości na to nie ma miejsca,
Tylko skąd na tej "zielonej wyspie" Państwo weźmie Pieniądze?
na to żeby opłacać rosnące bezrobocie powodowane przez AI, wprowadzi pensje minimalną, przy jednoczesnym gwałtownym topnieniu przychodów z pracy najemnej.
Komentarze (1)
I tak spełnią się prognozy Jeremiego Rifkina z książki " Koniec świata pracy" wydanej w latach 80. XX wieku; niektórzy uważali Rifkina za jakiegoś fantastę i marzyciela, ewentualnie człowieka, który, mówiąc delikatnie, maksymalnie oddalił się od tzw. rzeczywistości.... Teraz widzimy, że Rifkin w swoich książkach, m.in. w "Entropii" oraz Janusz Zajdel w powieści " Limes inferior" trafnie prognozowali przyszłość, z którą my obecnie próbujemy się uporać...Co robić? Chyba powinniśmy zerwać z dotychczasowym konsumpcyjnym trybem życia, porzucić nasze myślowe przyzwyczajenia - m.in. przekonanie o tym, że ekonomia Szkoły Chicagowskiej może stanowić odpowiedź na współczesne dylematy... Nie musimy kupować aż tak dużo (de facto) niepotrzebnych dób materialny i koncentrować się tak bardzo i prawie wyłącznie na wirtualnych kontaktach w sieci... Może spróbujmy odbudować społeczeństwo jako wspólnotę ludzi mieszkających np. w tym samym miasteczku, na tym samym osiedlu? A może spółdzielczość socjalna (ale nie taka, z jaką mamy obecnie do czynienia), lecz pojmowana jako obszar współpracy ludzi, dla których wielki zysk osiągany "po trupach" nie jest i nie będzie celem nadrzędnym...? Wprawdzie nie będziemy bogaczami, ale coś tam zrobimy dla wspólnoty (i dla siebie również). Czy to zła, a może naiwna odpowiedź na nasze pytania, na nasze pozornie (lub nie aż tak pozornie...) nierozwiązywalne dylematy? W tej nowej sytuacji musimy poważnie odpowiedzieć sobie na wiele pytanie - m.in. na pytanie: kim jestem/jesteśmy i jak żyć? Oczywiście wszystko można potraktować i skomentować jako wielki banał...,ale czy naprawdę aż taki banał...?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania