Urodzaj zbóż

Słyszę dźwięk —

róg obfitości oddycha we mnie.

 

Rytm jest wszędzie:

w ciszy,

na białym drzewie kartki.

 

Piszę pod natchnieniem.

Litery wrastają w świat,

mają korzenie i pamięć ziemi.

 

Wena sączy się z nieba,

deszcz uderza w biel.

 

Słowa wschodzą jak plon,

jak pole po żniwach

Są pozłacane jak kłos

Średnia ocena: 1.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Daro1333 2 miesiące temu
    Poniosło cię tym razem. Tak naprawdę to jest o niczym. Nie oceniam. Wcześniej było ok.
  • Mona Demona 2 miesiące temu
    Niestety nie rozumiem o czym piszesz. Tekst wymaga przemyślenia i redakcji.
  • Sokrates 2 miesiące temu
    Pole po żniwach i zwózce jest raczej puste.
  • Pulinaaa 2 miesiące temu
    Ziemia tez cięzko pracuje.
    Słowa zaczynaja kiełkowac;),a wiec wrozy dobrze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania