Urodzaj zbóż
Słyszę dźwięk —
róg obfitości oddycha we mnie.
Rytm jest wszędzie:
w ciszy,
na białym drzewie kartki.
Piszę pod natchnieniem.
Litery wrastają w świat,
mają korzenie i pamięć ziemi.
Wena sączy się z nieba,
deszcz uderza w biel.
Słowa wschodzą jak plon,
jak pole po żniwach
Są pozłacane jak kłos
Komentarze (4)
Poniosło cię tym razem. Tak naprawdę to jest o niczym. Nie oceniam. Wcześniej było ok.
Niestety nie rozumiem o czym piszesz. Tekst wymaga przemyślenia i redakcji.
Pole po żniwach i zwózce jest raczej puste.
Ziemia tez cięzko pracuje.
Słowa zaczynaja kiełkowac;),a wiec wrozy dobrze
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania