Uskrzydlony - Prolog
Miałem wtedy pięć lat.
Pamiętam, że byłem w moim pokoju. Był pomalowany na barwy, które wybiera się głównie dla chłopców, zielony i niebieski. Leżałem w łóżku z dębowego drewna. Było dokładnie pościelone, jak zawsze. Za oknem mieniły się gwiazdy wiszące na nocnym niebie, całość wyjątkowo pięknie się komponowała tej nocy.
Trudno mi określić godzinę, ale było gdzieś koło północy.
Co jakiś czas psy wyły ponuro nie dając mi zasnąć. Samochody przejeżdżały w oddali, także dodając swoje trzy grosze.
Nagle usłyszałem ciche skrzypienie otwierania drzwi wejściowych. Potem delikatne uderzenia butów o dywan.
Strzał, straszny krzyk matki.
Następny strzał. Cichszy.
Usłyszałem coraz głośniejsze kroki. Ktoś szedł po schodach.
Straszne skrzypienie drzwi spowodowało u mnie całkowity brak reakcji.
Do mojego pokoju wszedł człowiek. Wysoki, zakapturzony mężczyzna. Ubrany był w czarną kurtkę i spodnie, dla kontrastu, białe.
Wycelował we mnie pistoletem.
Zobaczyłem światło. Wielkie, jasne światło. Usłyszałem tylko mocne uderzenie o ziemię.
I odleciałem.
Komentarze (4)
Mało, ale ciekawi:) Na pewno zerknę na kolejny rozdział. Zwracaj uwage na powtórzenia np. słowo "było"
Prosty prolog, bez jakiś zbędnych dodatków. Podoba mi się naturalność w tym tekście i jestem ciekawa, jak rozwiniesz tą historię dalej. Nie oceniam :)
O kurczę, to zasunąłeś tekstem. Wyjątkowo ciekawy. 5, z chęcią przeczytam dalsze części ;-)
Dodałem już pierwszy rozdział. Zamierzam dodać do trzeciego max ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania