Uśmiech numer pięć, czyli kadrowanie więzów krwi
Mądrość ludowa rzadko się myli, a porzekadło mówiące, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”, powinno zostać wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest w nim bowiem zawarta cała prawda o skomplikowanej mechanice więzów krwi. Zdjęcie to przecież genialny wynalazek, trwa zaledwie ułamek sekundy, nie emituje dźwięku, wycina tło i nie pozwala nikomu na zadanie pytania o to, kiedy w końcu znajdziesz „porządną pracę” albo „kogoś na stałe”.
Niedzielny obiad rodzinny to mistrzowski sprawdzian z dyplomacji, przy którym obradujący w ONZ dyplomaci wyglądaliby jak amatorzy. Zaczyna się niewinnie. Ciocia Grażyna wnosi rosół, wujek Staszek rozpina pierwszy guzik w koszuli, a w powietrzu unosi się zapach ciepłego sernika i nadchodzącej katastrofy. Wystarczą dokładnie cztery minuty, by od niewinnej uwagi o pogodzie przejść do ożywionej dyskusji o spadkach, polityce, sposobie kiszenia ogórków oraz o tym, dlaczego kuzyn Piotrek dwadzieścia lat temu nie oddał wkrętarki.
Fascynujące jest to, jak w obrębie jednej rodziny potrafią zmieścić się osobowości z całkowicie skrajnych biegunów wszechświata. Masz tu wuja, który wie wszystko o wszystkim (mimo że od dziesięciu lat nie przeczytał żadnej książki), kuzynkę ekspertkę od żywienia, która dyskretnie analizuje zawartość Twojego talerza oraz babcię dla której pojęcie „jestem już najedzony” brzmi jak wypowiedzenie wojny. Choć każdy z nich na co dzień żyje w zupełnie innej rzeczywistości, przy jednym stole łączą ich więzy, których nie da się rozerwać żadnym logicznym argumentem.
I wtedy pada to słynne: „Chodźcie, zróbmy sobie wspólne zdjęcie!”.
To moment absolutnego cudu. Wystarczy jeden błysk flesza, by cała ta mieszanka wybuchowa zastygała w pełnej harmonii. Wszyscy uśmiechają się w stronę obiektywu, wujek obejmuje ciocię, a Ty stajesz grzecznie z boku, starając się wyglądać na kogoś, kto dokładnie tak wyobrażał sobie ten niedzielny czas. Na gotowej fotografii wyglądacie jak z żurnala, piękni, zgodni, idealni. Żaden widz z zewnątrz nie zgadnie, że sekundę przed wciśnięciem migawki trwała zacięta walka o ostatnie udko z kurczaka.
Ale powiedzmy sobie szczerze, czy gdyby relacje z rodziną były proste i przewidywalne, byłyby cokolwiek warte? Ten cały chaotyczny spektakl ma w sobie coś bezcennego. Bo choć rodzina potrafi doprowadzić do szału szybciej niż jakikolwiek obcy człowiek, to właśnie oni są jedynymi ludźmi na świecie, którzy przyjdą Ci z pomocą, gdy naprawdę wpadniesz w kłopoty, nawet jeśli po drodze dziesięć razy wypomną Ci Twoje życiowe błędy.
Więc tak, z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Ale i tak w głębi serca cieszysz się, że masz z kim na tym zdjęciu stanąć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania