Utopisz, we własnej krwi
Nie odzwierciedlałam twego snu?
Na marne wpajałeś inaczej,
Gdy pośród kwiatów bzu
Kryłeś się tam, gdzie nie zobaczę.
W chwili, gdy serce oddechy liczyło,
Słoik ulotnił fałsz na widoczność.
Choć smutki wyszły, przykro nie było,
Gdyż twoje lica liczyły świadomość.
Karmić, nieprawdaż, fatmazoniarzu?
Twe ulotne słowa, znaczące co ziarno.
Gdy w żyłach płynęły krwiste rzeki,
Z każdą minutą liczyłam się z prawdą.
Teraz mi dojrzeć niespełna rozumu,
Gdyż serce nie pękło — się umocniło.
Z cierpliwym gestem czekam świadomie,
Aż nastanie lawina ciepła i miłość.
Tyś utopisz się we własnym bagnie,
Tworzonym z łez serc, które ranisz.
Dojrzyj — będzie zbyt późno na rozliczenie.
Sam we własnej rzece się zakrwawisz.
...
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania