Utracony nurt
W śnie moim płynęły rzeki,
ich błękit rwał porywistym nurtem,
zamykając ostatnie tchnienie,
cichsze niż morskie szepty.
Gdy wzrok ku górze się zwrócił,
złote promienie tkały nici
skradzionych poranków,
którymi okryły głębokie sny.
Gdy wody przysiadły na brzegu,
puls rozniecał żywe płomienie,
jakby z klatki chciały uciec,
lecz pozostały w niej, wciąż bijąc.
Rzeki przestały płynąć,
ich pejzaż zanikł wraz z oddechem,
tak beztroskim jak cały obraz,
który w marzeniach osiadł
i trwał, zmywając codzienność.
Czy powrócę, by ujrzeć rzekę?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania