Utrata kwiatu
Sięgnę do bagiennego ciała.
We wnętrzu zatopię rękę,
dosięgnę korzeni
i je wyrwę
z cierniami w oczach.
Cóż innego pozostało?
Owszem, byłeś piękny i cudowny,
lecz niejeden księżyc,
a byłbyś chwastem.
Czy ta pustka zostanie?
A może wyrośnie nowy kwiat?
Stwierdzić ciężko,
gdy serce próchnieje.
A co, jeśli grunt przeklęty,
ze straty niezdolny do obrodzenia,
straci pamięć do barw i płatków,
hodując szare kamienie?
Acz czy konieczna taka rozłąka?
Mogę cię wysuszyć i zatopić w żywicy
bądź zamknąć pomiędzy stronami
blednącymi z każdym wiekiem.
Czemu to zrobiłem,
skoro cierpię,
mając tylko martwe róże?
Czemu nie żałuję?

Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania