Utrata kwiatu

Sięgnę do bagiennego ciała.

We wnętrzu zatopię rękę,

dosięgnę korzeni

i je wyrwę

z cierniami w oczach.

 

Cóż innego pozostało?

Owszem, byłeś piękny i cudowny,

lecz niejeden księżyc,

a byłbyś chwastem.

 

Czy ta pustka zostanie?

A może wyrośnie nowy kwiat?

Stwierdzić ciężko,

gdy serce próchnieje.

 

A co, jeśli grunt przeklęty,

ze straty niezdolny do obrodzenia,

straci pamięć do barw i płatków,

hodując szare kamienie?

 

Acz czy konieczna taka rozłąka?

Mogę cię wysuszyć i zatopić w żywicy

bądź zamknąć pomiędzy stronami

blednącymi z każdym wiekiem.

 

Czemu to zrobiłem,

skoro cierpię,

mając tylko martwe róże?

Czemu nie żałuję?

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania