-V-
Zanurzyłem oddech. W podmorskiej padlinie. W Tajlandii, późnym wieczorem, gdy człowiek pytał człowieka, czy jutro przyjdą zdemontować jego stoisko, a nie uzyskał odpowiedzi, drzemałem spokojnie z głową opartą o gorąc krawężnika. Nie było mi przykro pakować krewetki, czy liczyć na szybko dolary i liczyć na dolary. Patrzeć się godzinami w kantor lub szukać znajomej sylwetki, która parę dni temu przemknęła, a jedyne, co zostało, to ruch ramion i obawa, że będzie lady boyem.
Mówiłem sobie, że kiedyś wrócę i spojrzę trochę bardziej pewny siebie. Ale nie wracam. Wieczorami wysysam zapach krewet z jej piersi.
Komentarze (2)
Zanurzyłem oddech. W podmorskiej padlinie. W Tajlandii, późnym wieczorem,
gdy człowiek pytał człowieka,
czy jutro przyjdą zdemontować jego stoisko, a nie uzyskał odpowiedzi,
drzemałem spokojnie z głową opartą o gorąc krawężnika.
Nie było mi przykro pakować krewetki,
czy liczyć na szybko dolary i liczyć na dolary.
Patrzeć się godzinami w kantor lub szukać znajomej sylwetki,
która parę dni temu przemknęła, a jedyne, co zostało, to ruch ramion i obawa, że będzie lady boyem.
Mówiłem sobie, że kiedyś wrócę i spojrzę trochę bardziej pewny siebie.
Ale nie wracam. Wieczorami wysysam zapach krewet z jej piersi.
To tak a propos różnic w zapisie, o którym tyle dzisiaj się dyskutowało...
A tak przy okazji: co to jest "podmorska padlina"?
Grisza, dzięki, ale przyznam się, że tutaj zostałem przy zapisie prozą, bo nie traktuję tego tekstu jako wiersza, bardziej jako coś z pogranicza. A podmorska padlina to dla mnie zapach - wodorostów, słonej wody, lekkiej zgnilizny, mułu i wodorostów, chociaż miałem też migawkę przy pisaniu tego epitetu ze zwłokami wielorybów, które są powoli konsumowane gdzieś na dnie oceanu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania