Vindia

To był dzień taki jak każdy inny w Vindii, dzieci w Vindilandzie krzyczały z rollercoasterów, ale nie wszystkie dzieci, bo piątka nastolatków miała inne plany. Dowódcą grupy był Derim, chłopak z charakterystycznym znamieniem na policzku, to znamię miało kształt serca. Derim mianował grupę „Pogromcami Vindii”. Mimo że grupa nie miała nic wspólnego z niszczeniem jej. Ich celem było udowodnienie, że w szkole Vindisar dzieje się coś, co nie powinno się dziać. Pierwsze, czego potrzebowali do zrealizowania swojego celu, to dostanie się do gabinetu dyrektora. Ale żeby się tam dostać, trzeba przejść całe Vindisar, a oni się nawet tam nie uczyli, bo to jest szkoła końcowa, a są dopiero w szkole pierwszej, czyli w Vindiara. Żeby dostać się na kampus Vindisar, potrzebna jest przepustka. Jako iż Aromelowi było najbliżej do ucznia szkoły końcowej, mimo że inteligencją nie grzeszył, ale z dziewczynami już natomiast bardzo chętnie, został wysłany jako osoba, która pozyska przepustkę. Po wejściu na teren V’sar zwykle odważny Aromel przestraszył się ilości budynków, które tam są. Po wejściu do pierwszego budynku zdał sobie sprawę, że przecież nie mają żadnego planu. Opuścił budynek i szybko podbiegł do Derima. – Ty imbecylu, jaki jest plan?! – No właśnie też nad tym myślę – odrzekł Derim. – Ty jesteś niby ten inteligentny? On sobie planu nie wymyślił i mnie wysyła na pożarcie! – rzucił zdenerwowany Aromel. Derim, pod presją Aromela, żeby wymyślić jakiś plan, zadaje pytanie: – Dobra, ma ktoś wolną chatę? – Ja mam wolną na tydzień teraz, bo starzy wyjechali – powiedziała obojętnym głosem Alola, kobieta, której wydawało się, że jest nietykalna. Była szczupłą dziewczyną. Jako jedyna z całej grupy nie pochodziła z Vindii, tylko z okolicznej wsi Katsony. – Dobra ekipa, jedziemy do tej Kasrony, żeby wymyślić jakiś plan – zarządził Derim. Udali się na przystanek, po drodze jeszcze wstępując do sklepu po jakieś przekąski. Wsiadają w autobus, gdzie pierwszy ich widok to Kaclon, lokalny bezdomny, o którym chodzi tyle plotek, że nie wiadomo, która historia jest prawdziwa. Oczywiście Pogromcy usiedli jak najdalej od Kaclona i zaczęli sobie rozmawiać o V’sar. – Podobno, jak sprzątacz chciał posprzątać gabinet dyrektora, to już nigdy nie wrócił. – Ja słyszałam, że był jakiś uczeń, któremu udało się dostać do gabinetu dyrektora i wrócił zupełnie inny – drżącym głosem powiedziała Dalija, która wyglądała jak każda inna dziewczyna, jedyne, co ją wyróżniało, to krótkie włosy. – To ja byłem tym uczniem! Oni wszyscy mówią prawdę! – wydarł się Kaclon. – Teraz to ja już przestaję w to wierzyć – stwierdził Haon. I tak rozmowa minęła całą podróż z Vindii do Katsony. Po wysiadce z autobusu oczom wszystkich ukazał się wielki, dwupiętrowy dom z spadzistymi dachami, oknami z drewnianymi wykończeniami. – To jest ta twoja chata, której tak się wstydzisz? – burknął zdenerwowany na Alolę Aromel. – No, a co w niej wybitnego – odrzekła Alola. – Nie, nic, nic. Alola podchodzi do drzwi i puka. Wszyscy zdziwieni, co ona odstawia, ale jednak ktoś otwiera drzwi. – Dzień dobry, pani Alolu. – Dzień dobry, Guasto, mój ulubiony lokaju. – Ty masz lokaja?! – rzucił zza pleców Derim. – Mam, poznajcie Guasto, nie jest Kalindczykiem, ale jest naprawdę spoko gościem. – Czyli skąd jest? – Z Undarsy. – A gdzie to jest? – Nie wiem. – Dobra, wchodźcie, bo mi zimno! – krzyknęła Dalija. No i weszli do domu, a tam drewniane meble, kominek w którym cały czas pali się ogień , który zaskoczył wszystkich. Dalija popłakała się ze szczęścia, jak zobaczyła, w jakim domu będzie mieszkać przez najbliższy tydzień. – Dobra, ale nie przyszliśmy tu, żeby się podniecać domem! – wydarł się Derim. Wszyscy, po zgodzie z Derimem

, zaczęli przygotowywać plan. Pierwsze, co zrobili, to zaczęli rysować mapę Vindisar za pomocą tej ogólnodostępnej w internecie, aż doszli do momentu, gdzie mieli wszystko, co jest podane na stronie V’sar. Wciąż brakowało im najważniejszych miejsc, jak składzik, portiernia, gabinet dyrektora, sekretariat, co było najbardziej zadziwiające dla grupy, bo przecież sekretariat to najważniejsze miejsce szkoły. Ich podejrzenia nie były błędne. Z V’sar coś jest nie tak i oni dowiedzą się, co. Zaplanowali jutrzejszy dzień i poszli spać. Minęła noc, więc wszyscy wstali i udali się na autobus do Vindii. W autobusie zauważyli, że jednak nie wszyscy wstali, bo nie było z nimi Haona

. Po przyjeździe do Vindii od razu udali się w kierunku Vindisar, do którego tym razem weszli całą czwórką. Udali się do budynku wykładowego, słyszeli, że odbywają się wykłady, więc mają czas, żeby coś obczaic

. Udali się w kierunku nieopisanych drzwi. Kiedy dotarli do drzwi, Aromel bez zastanowienia pociągnął klamkę. Wtedy zza pleców usłyszeli głos: – Czego tu szukacie?! Won mi stąd! Kiedy się obrócili, nikogo za nimi nie było. Ale cały czas czuli obecność czegoś albo kogoś, co jest przeciwko nim. Więc od razu zaczęli biec w stronę drzwi, którymi weszli. Jak się okazało, niepotrzebnie, bo te drzwi i tak były zamknięte. Tylko że jak odwrócili się plecami do tych drzwi, to usłyszeli ciągnięcie za klamkę, do którego nikt się nie chciał przyznać. Każde drzwi, które próbowali otworzyć w tym budynku, były zamknięte. Aż nagle Alola rzuciła: – Jakoś słabo się czuję. – Co ty biadolisz? – rzucił Derim, po czym wszyscy po kolei zaczęli upadać na ziemię. Obudzili się przywiązani do krzeseł, z zatkanymi ustami, w ciemnym, wilgotnym pokoju, gdzie jedyne, co było słychać, to deszcz grający na parapecie. Nagle symfonię deszczu graną na parapecie zastąpił dźwięk kroków po wykładzinie. Z ciemności wyłoniła się ona – ich oprawca. – Czego tu szukacie… – rzuciła. – Warto było tutaj wchodzić? – Naprawdę dobrze wam radzę, żebyście przestali się w to angażować, bo to nie jest wasza sprawa, małolaty. Tajemnicza postać podeszła do Aloli

i oderwała jej taśmę z ust. – Czemu nas tu trzymasz, jak się nazywasz? – wydusiła przez łzy Alola. – To ja się pytam, czemu mi grzebiecie w moich interesach, a mów mi Kara? – W jakich twoich interesach?! – wydarła się Alola. – W jakich interesach? W jakich interesach?! W tych, w które się mieszacie, macie zostawić dyrektora V’sar w spokoju, albo jeszcze się spotkamy. – Ty psychopato… – Psychopatko! – wtrąciła Kara. – Ty psychopatko, czemu aż tak cię obchodzi ten bezużyteczny dyrektor?! – Bezużyteczny?! – krzyknęła Kara w akompaniamencie liścia w twarz Aloli

. – To jest najlepsza osoba, jaką poznałam. Nie ma lepszej. – On tobą manipuluje – wydusiła zestresowana Alola. – Kto?! Dyrektor?! Mój misiu by mną nigdy nie manipulował. – Nie sądziłam, że kobieta może być aż tak głupia – burknęła Alola. – Koleżanko, tobie się coś nie pomyliło?! – krzyknęła Kara, sięgając po sekator. – Nie, błagam, nie rób mi nic, ja przepraszam! – zaczęła krzyczeć przez płacz Alola. – Trzeba było myśleć wcześniej?! Teraz pożałujesz, ty dziw… Kara nie zdążyła skończyć, a Alola, widząc nóż przechodzący przez klatkę piersiową Kary, zdała sobie sprawę, że brakuje jednej osoby. Dalija wydarła się tak głośno, że było to słychać nawet przez jej zatkane usta. Kiedy Kara upadła, za nią ujawnił się Haon, który udowadniał, że czasami wozy potrzebują pięć kół. Bo idealnie uzupełniał on całą tę zgraję, co udowodnił tą właśnie akcją. Kiedy już rozwiązał każdego, to zdjęli maskę tajemniczej postaci, która okazała się matką Haona

, która zaginęła rok po jego narodzinach, a teraz Haon miał jej krew pomieszaną ze swoimi łzami na rękach. – Zabiłem własną matkę, zabiłem własną matkę… – szeptał drżącym głosem Haon, klęcząc nad jej ciałem. Cała czwórka stała dookoła Haona

, klęczącego nad ciałem matki, i nikt nie potrafił z siebie wydusić słowa przez 10 minut, aż Dalia podeszła do niego, starając się go pocieszyć. Ale mimo że Dalija była mistrzynią pocieszania, to nie wiedziała, jak pocieszyć kogoś po zabiciu własnej matki. Nikt nie wiedział, co zrobić, więc Derim poprosił Haona

o to, żeby zachował spokój, bo jeszcze sobie coś zrobi, a tego by nikt nie chciał. Po tym, jak wszyscy się względnie uspokoili, to Derim zarządził powrót do domu, żeby się spróbować wyluzować po wydarzeniach sprzed momentu. – Ty bezduszna świnio! – rzuciła Dalija. – No co? – odparł na to Derim. Po tej wymianie zdań wyruszyli w ciszy na autobus do Katsony, żeby spróbować zapomnieć o tych wydarzeniach. Kiedy dotarli na przystanek, Haon rzucił: – W–Widzicie to? – Ale co? – odparła Dalija. – No tego człowieka, stojącego centralnie przed tym pasem samochodów. – Przecież tam nikogo nie ma, ty głupatasku

– powiedziała, podśmiewając się, Dalija. – No jak nie ma, jak widzę, że gość

… Właśnie go rozjechało auto! O matko! Chłopa właśnie rozjechało auto na moich oczach! – Haon, tu nie ma żadnego typa, coś ci się stało z głową. Podjechał autobus do Katsony, do którego zapakowała się cała grupa. Przez pierwsze pięć minut jazdy po prostu siedzieli cicho. Aż nagle Haon znowu zaczął mieć jakieś jazdy i pyta: – Czemu kierowca się nie zatrzyma, jak ta babka za nami już od 3 minut co najmniej biegnie? – Jaka babka?! – krzyknął zdenerwowany całą sytuacją Aromel. – No, nie mówcie mi, że nie istnieje, bo ja chyba już jakieś schizy

mam. – Ja nikogo nie widzę, powiem ci szczerze – powiedziała drżącym głosem Alola, która nadal miała obraz noża w klatce piersiowej przed oczami. – A mogłem zostać w domu… – westchnął Haon. I przez całą jazdę do Katsony nie wymienili ze sobą ani jednego zdania. Kiedy dojechali do domu Aloli

, to każdy od razu poszedł do swojego pokoju i poszedł spać. I każdy obudził się w swoim pokoju, tylko nie Haon. On obudził się w pokoju Daliji

, bez spodni i bez majtek. I pierwsze, co zrobił, to zaczął ją przepraszać za to, co zrobił. Na co ona odparła: – Przecież zrobiłeś tylko to, czego chciałam. – Tylko jest problem, bo ja nie pamiętam, jak ja się tu znalazłem – odparł Haon. – Przyszedłeś do mnie w nocy ze łzami w oczach, mówiąc, że nie potrafisz spać, bo cały czas cię coś męczy, a ja się zgodziłam, żebyś spał ze mną. – I tyle? To gdzie są moje majtki? – A, no tak, twoje majtki? Gdzieś za oknem, moje zresztą też. Bo jak zacząłeś mi ściągać majtki, to ja zaczęłam ściągać twoje i je wyrzuciliśmy za okno. – Ja się z tobą przespałem?! – Nie, bo powiedziałeś, że nie możesz tego zrobić i położyłeś się spać.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania