kiedy jeszcze byliśmy my
nasz dom
postawione na głowie
kolejno piętro parter
na samej górze piwnica
pamiętam
podchodziłam do okna
stopy na suficie
głowa w stronę podłogi
a ziemia pod nią była żyzna
przy korzeniach wrastających w niebo
i zwisających z niego owocach
ustawiałam ciało
naprzeciwko wmurowanych w poprzek drzwi
z klamką wrośnięta
w zaćmienie księżyca
Komentarze (3)
;)
IgaIga, inny był, o słoikach i dobrej gospodyni. Oddawaj ten z przetworami, please, bo mi się podobuje, natchnął mnie myślą, że tak dobrze mi teraz, bo słoików nie muszę robić, no i taki swojski i życiowy. Za ten ze słoikami daję piątaka ◕ ◡ ◕
Słoiki pięknie pachniały a tu kołacze bólem. Jeno inna funkcja powrotu. Niemniej to jednak wiersz ciekawy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania