z cieniem

mieliśmy niewiele. starą gitarę i nadmiar słów

wypadających z bram po zmroku, przestraszonych

czyhającą dorosłością,

gdy my spleceni poezją, tańczyliśmy boso

po mokrym asfalcie.

 

gasły latarnie.

 

na naszej ulicy nie było płatnych zapatrzeń

ani win,

jedynie studio tatuaży i ciężkie brzmienia

marzeń.

 

czasami tylko w warkocze wplatał się szept,

że jutro, kiedyś,

gdy z mroku wyjdzie dzień.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania