z cieniem
mieliśmy niewiele. starą gitarę i nadmiar słów
wypadających z bram po zmroku, przestraszonych
czyhającą dorosłością,
gdy my spleceni poezją, tańczyliśmy boso
po mokrym asfalcie.
gasły latarnie.
na naszej ulicy nie było płatnych zapatrzeń
ani win,
jedynie studio tatuaży i ciężkie brzmienia
marzeń.
czasami tylko w warkocze wplatał się szept,
że jutro, kiedyś,
gdy z mroku wyjdzie dzień.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania