W cieniu matki
W ciszy domowej rośnie niepojęty lęk,
że mój wybór zburzy matki subtelny świat.
Że każde „chcę” przerwie nić jej troskliwych dni,
a ja pozostanę winny, choć nie znam jej ścieżek dawnych.
W spojrzeniu matki każdy mój krok zapisany,
jak misterny tkany wzór — chłodny i nieprzemijający.
A we mnie cichy sprzeciw jak nurt podziemny skryty,
co drąży wolność, choć w murze wciąż ukryty jest.
Chcę iść przed siebie, własną drogą znaczyć dni,
lecz strach mnie więzi, odbiera siły i oddech.
Czy powiem prawdę, której nie uniesie żaden głos,
i czy nie utracę wtedy jej najczulszej miłości?
Jej słowa brzmią jak prawo — twarde i nieugięte,
a ja w ich cieniu tracę sens i własną moc.
Gdy spełniam cudze normy, narzucony rytm,
czy bije we mnie serce, czy tylko pusty dźwięk?
Czy miłość znaczy tylko spełniać cudzy wzór,
czy raczej odwagę mieć, by przebić własny lęk?
Czy można kochać, tłumiąc własny cichy krzyk,
i czyje życie wtedy w nas naprawdę bije?
W jej oczach widzę troskę, a może też strach,
że świat mnie złamie, gdy zboczę z dawnej ścieżki.
Więc milknę, choć wewnętrznie woła inny sens,
boję się, że zawiodę jej nadziei kres.
Im bardziej pragnę spełnić narzucone prawa,
tym większa pustka rośnie — aż po kresy nieba.
Nihilizm wypełnia mnie cicho, bez granic,
gdy każdy krok cudzy, choć zdaje się być mój.
Czy kocha mnie naprawdę, czy tylko obraz jej,
czy jestem echem minionych, dawno zgasłych lat?
Czy widzi we mnie człowieka, czy jedynie plan,
co ma uleczyć w ciszy dawnych przeżyć stan?
I stoję w progu — między sobą a jej snem,
rozdarty jak milczenie między „chcę” i „wiem”.
Czy wybrać siebie, ryzykując cały świat,
czy żyć dla jej spokoju, choć w sobie tracąc ślad?
Jak długo można wciąż w tym rozdźwięku trwać,
gdy każą wierzyć w jedyną, wyznaczoną drogę?
Czy prawda rodzi wolność, czy rozdarcie i ból,
i co przetrwa mocniej: mój głos, czy jej milczenie?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania