W cieniu przeszłych opowieści
Było to w zamierzchłych czasach, gdy las nie należał ani do ludzi, ani do zwierząt, a jedynie do samego siebie. Jego mieszkańcy musieli nauczyć się go słuchać, bo las snuł swe opowieści cicho i nigdy dwa razy tego samego nie powtarzał.
W owym lesie żył wilk.
Nie czarny jak noc i nie biały jak śnieg, lecz o sierści poszarzałej od deszczu i słońca, czujnym spojrzeniu i pewnym, miękkim kroku. Wilk ten nie był ani dobry, ani zły; był wierny temu, kim był, a to w świecie bywa trudniejsze niż wszelka cnota.
Pewnego dnia, gdy poranek był chłodny, a mgła snuła się nisko nad ziemią, wilk wybrał się nad strumień, gdzie na kamieniach bawiło się siedem młodych koźlątek. Ich dzwoneczki brzęczały wesoło, a racice ślizgały się po wilgotnych głazach, lecz żadna z nich nie patrzyła pod nogi.
Wilk nie wyszedł od razu z cienia. Stał dłuższą chwilę słuchając ich śmiechu, który niósł się po lesie głośno i beztrosko.
— Wilku! — zawołała w końcu jedna z kóz, dostrzegłszy go między drzewami. — Znowu pewnie knujesz coś podstępnego.
Wilk wyszedł powoli, nie spiesząc się ani nie kryjąc.
— A wy pewnie znów chcecie wierzyć, że świat jest łagodny tylko dlatego, że wy same jesteście niefrasobliwe. — odparł spokojnie.
Kózki nie zrozumiały wilka i śmiejąc się uciekły, jedna niemal wpadając do wody, lecz szczęście, które często chroni nierozważnych, i tym razem ją oszczędziło.
Wilk patrzył za nimi zamyślony, a potem ruszył dalej, bo wiedział, że nie każdy dzień jest dniem łowów, i że czasem wystarczy zapamiętać cudzą lekkomyślność, by kiedy indziej nie popełnić jej samemu.
Szedł więc dalej przez polany i zagajniki, aż natknął się na miejsce, gdzie stały domki świnek. Pierwszy z nich był lekki jak źdźbło trawy, drugi twardy tylko z pozoru, trzeci zaś zbudowany cierpliwie i bez pośpiechu.
Wilk obszedł je powoli, dotykając ścian, wąchając zapach potu, pracy i lenistwa.
— Kto buduje byle jak, ten ufa, że inni będą go chronić. — mruknął pod nosem.
Nie dmuchał, nie chuchał, ani nie tracił sił. Wiedział, że to, co słabo osadzone, osypuje się samo. I rzeczywiście, gdy przyszła burza, słoma poleciała, drewno pękło, a świnie pobiegły szukać ratunku u tych, którzy wkładali więcej zaangażowania w wysiłek. Wilk zapamiętał to na przyszłość, po czym odszedł bez słowa.
Droga zaprowadziła go później na wąską ścieżkę, gdzie spotkał dziewczynkę w czerwonej pelerynie. Szła sama, nucąc beztrosko, jakby las był długim pomostem między dwoma bezpiecznymi przystaniami.
Wilk wyszedł z kniei, nie strasząc jej ruchem ani głosem.
— Dokąd zmierzasz? — zapytał wilk, choć odpowiedź była już zapisana w lekkości.
— Do babci — odparła. — Mama mówiła, że mam się nie bać.
Wilk spojrzał na nią długo, jak patrzy się na kogoś, kto jeszcze nie rozumie, że słowa nie chronią przed rzeczywistością.
— Nie wszystko, czego nie znasz, jest złe — rzekł. — Ale nie wszystko, co znane, jest bezpieczne.
Dziewczynka uśmiechnęła się niepewnie i poszła dalej, zostawiając wilka z myślą, że nie zawsze on musi poprawiać cudze błędy.
Następnym nieznajomym podczas wędrówki był stary koń, mądry i ostrożny, którego rozsądek odpowiadał wiekowi.
Spojrzeli na siebie, przenikliwy wilk oraz przezorny koń i bez słów zrozumieli, że są próby, których nie rozpoznaje się walką. I wilk spuścił głowę, bo wiedział, że siła bez miary, prędko staje się zgubą.
Gdy już zmierzchało, wilk dotarł tam, gdzie ziemia była miękka, a powietrze ciężkie.
Pod drzewem, na wilgotnym mchu leżała sarna. Oddech miała płytki, jej bok unosił się nierówno, jakby każdy oddech kosztował ją coraz więcej wysiłku. Wyczuwając bardziej niż słysząc kroki wilka, otworzyła oczy. Jej wzrok był zmęczony, ale spokojny.
— Wiem, kim jesteś — powiedziała cicho, gdy wilk się zbliżył. — I czekałam na ciebie.
Wilk zatrzymał się. Wyczuwał słabość.
— Moje stado poszło dalej. — mówiła sarna — Nie mogłam już utrzymać ich tempa. Każdy mój krok opóźniał ich drogę, a ja nie chciałam, by przeze mnie zmieniali swój los.
Długo cierpiałam, a cierpienie, które nie ma końca, staje się ciężarem nie do zniesienia. Uwolnij mnie od niego łaskawy wilku.
Nie było w tej prośbie strachu, a jedynie ulga, jaką czują tylko ci, którzy już nie walczą z tym, czego zmienić się nie da.
Gdy wszystko się skończyło, wilk odszedł syty. Wokół panowała cisza. Las przyjął to, co się stało, jak przyjmuje wszystko od początku świata. Wilk wypełnił swoją rolę robiąc to, co było zgodne z jego naturą.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania