W ciszy zmierzchu
Stoję, zapatrzony w horyzont z brzeżną mglewą,
W myślach, jak w falach, rozbijam swoje straty.
Cisza na chwilę wszystko wstrzymuje,
A serce wśród przestrzeni chce się rozwinąć,
I w tym bezczasie dusza się raduje,
Bo w spokoju najczystsza prawda tkwi, nie ginie.
Zbliża się zmierzch, lecz dzień nie umiera,
W barwach zachodu nadzieja się wznosi,
A noc, jak skrzydła, w mroku się skrywa.
I w tej ciszy, co duszę koi,
Odnajduję sens w niezmiennym czasie –
Że każda chwila, choć krótka, ma swój blask.
Komentarze (1)
Dlaczego z nadchodzeniem. zachodu ma umierać dzień? To już lepiej banalnie układać go do snu. Metafory są dla wiersza a nie wiersze dla nich. Ktoś chciał wylansować książkę telefoniczną jako dzieło ale się nie przyjęło.
W falach nic się nie rozbije, w nich tylko krople które coś drążą a kupą nawet rozijają, może i straty na raty. Ale dlaczego fale?
Serce wśród przestrzeni? a ile ich jest wokół serca. Przestrzeń jest tylko jedna podobnie jak prawda. Przymiotniki jej nie wartościują. Zero w krwacie czy w muszce takie samo zero. I na zakończenie - jeśli każda chwila (pewnie że krótka bo nie na długich chwil), znaczy wszystkie chwile.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania