w cudzym bagnie

patrzyłam, jak rozjeżdża mu się droga.

za dużo mówił.

 

o niczym.

 

aż nic popłynęło po ulicach. prosto w kałuże.

 

a one rosły. zagarniały osiedla, parki.

 

nie było już miejsca na wolność.

od brudu.

 

przyklejał się do butów.

 

i nie można było iść dalej. i nie można było zawrócić.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania