w cudzym bagnie
patrzyłam, jak rozjeżdża mu się droga.
za dużo mówił.
o niczym.
aż nic popłynęło po ulicach. prosto w kałuże.
a one rosły. zagarniały osiedla, parki.
nie było już miejsca na wolność.
od brudu.
przyklejał się do butów.
i nie można było iść dalej. i nie można było zawrócić.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania