W hołdzie
Dzień przeciekł przez palce —
ręką Afraniusza.
Lewita zapisał go w milczeniu.
Banga zastrzygł uszami.
Nie mogę pozbyć się róż
spod kolumn mojego salonu.
Nawet Niza mnie stąd nie wywabi,
gdy siedzę i szukam wzrokiem
drogi wyciętej w poświacie księżyca.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania