W kokonie czasu

To nie jest wiersz.

Raczej zlepek pomieszanych myśli,

bez ładu i składu.

Nie bardzo wiedziałem, co napiszę za chwilę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

w szklanej komnacie

zamknięte wołanie

nad dnem błądzące

blask migotliwy

powtarza nadzieję

w poświacie wczoraj

 

jesteś na widelcu

lecz coraz bardziej

się nadziewasz

 

po srebrnych

twardych wstążeczkach

zbiegają czerwone

biedronki

 

biegnij do swojej norki

gdy zobaczysz dwie

biegnij do dwóch

gdy ujrzysz trzy

biegnij do czterech

zobacz więcej

nie zwalniaj

aż w końcu zapomnisz

co było startem

a co ma być metą

to nic

biegnij

 

serce uderza

o złudzenie dzwonu

dźwięki związane

w supełki ciszy

 

wiatr owiewa

zwierciadło

musi uwierzyć

że widzi swoje odbicie

 

zapinasz ostatni guzik

masz pecha

z tą koszulą

 

niezupełnie

zostały mankiety

 

kluczem otwierasz próg

przekraczasz drzwi

na but zakładasz dziurkę

widzisz przez nią podłogę

na niej ślad

tego co widzisz

 

poprzez ścianę dostrzegasz oczy

cudze nieznane

błądzą po zewnętrznej stronie

twojego ja

lecz wnikają głębiej

jesteś przezroczystym

obrazem na ścianie

widać odpadający tynk

 

przez literki

na białej kartce

przeciekają

kropelki marzeń

 

płyń

może zdążysz

za nim łódka

nabierze przekonania

co do twego losu

 

na skraju

przestrzeni

małe lusterka

odbijają tysiące gwiazd

 

za chwilę wchłoną jasność

w skrzywioną gładkość

gdzie wróg i przyjaciel

wyglądają tak samo

 

przegapisz rozbicie

a skrawków

nie zamienisz

w pył

 

w kołysce świtu

mała jutrzenka

przytuli cień

przepalonej żarówki

 

zaniknie światło

znikną cienie

 

na horyzoncie

zobaczysz drzewo

domyślisz się

po kształcie punktu

 

ono wie o tobie

wszystko

 

dobiegniesz zdyszany

drogą która biegnie

po tobie

 

skrzywiony

z rękami

opartymi na kolanach

łapiąc powietrze

ujrzysz ślad

 

po odpowiedzi

 

nie zakwitnie

dla ciebie

zgnije

odpadnie

jak cząstka trupa

 

zostanie wchłonięta

już nigdy

jej nie odnajdziesz

nawet gdybyś

rył w ziemi

jak świrnięte

stado dzików

 

tak się spieszyłeś

a dotarłeś za późno

czyżbyś pomylił

drogę

 

będziesz filetem

z kokonu czasu

precyzyjnym

rozcięciem

własnego skalpela

 

ostatnim

 

zapomnisz

kim byłeś

jesteś

i będziesz

 

a kiedy powrócisz

z dalekiej podróży

zobaczysz ciemną

lub jasną

 

stronę księżyca

 

może nawet pomyślisz

że istnieje słońce

 

~~~~~~

a zatem

nie zwlekaj

zadaj pytanie

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • kalaallisut 30.06.2018
    Jest tu taki galop gonitwa myśli, ktoś ucieka od siebie, ubranie przykrywające wnętrze, odbicie które nic nie mówi, nie znaczy, próba ucieczki przed losem, przeznaczeniem, i co dalej?co jest po drugiej stronie?
  • Canulas 30.06.2018
    Mętlik. Dużo wszystkiego. Gdzieś, ktoś, dokądś. Wszystko wraz plus dużo zabawy z ukierunkowaniem myśli czytającego lub czytając-ego. Gonitwa, pogoń, ucieczka. Nie wiem czy mi się podobało.
    Na pewno nieźle epatujesz czytelnika obrazami

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania