W Lesie, Na Łące, Nad Morzem I W Kosmosie

Opowiadanie

 

"W Lesie, Na Łące, Nad Morzem I W Kosmosie"

 

gatunek: sny/fantastyka/czas wolny/podróże/surrealizm

Strefa wilgotnych lasów i łąk. środek dnia. Lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku.

 

Gęste, ciemniejsze i jaśniejsze chmury pędziły szybko po niebie. Z jednego obłoku spadła stonka. Rozłożyła skrzydła i poszybowała w kierunku szczytu wzgórza, z którego wypływał wodospad, kończący swój bieg w malowniczym jeziorze o przejrzystej wodzie. Owad wylądował na wielkim drzewie o rozłożystych liściach oraz soczystych owocach. Po gałęziach skakały hulman i langur. Hulman trzymał w jednej ze swoich łap banana, a langur - ananasa.

 

— U u u u a a a a! A a a a i i i i! — skrzeczały tropikalne zwierzaki drzewne.

 

W tle wznosiło się miasto, wyglądające jak park rozrywki. Po niebie, z którego połowa chmur właśnie zniknęła, a druga połowa spowolniła swój szalony pęd, przefrunęły trzy wielkie anteny satelitarne o kształtach talerzy. Jedna była beżowa, druga żółta, a trzecia różowa. Z magicznej i legendarnej krainy, Kosmiczno-Baśniowej Atlantydy, nadleciał samochód osobowy, wyglądający jak amerykański klasyk z lat sześćdziesiątych albo siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Siedziało w nim czworo trzydziestodwuletnich, zmiennokształtnych rockandrollowców, potrafiących przeobrazić się w postacie innego typu, na przykład w plażowiczów albo hipisów. Wśród nich było dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Mające po około trzydzieści lat, tajemnicze postacie z niezwykłej krainy kierowały się w stronę plaży, która znajdowała się już bardzo niedaleko. Wielokrotnie bliżej niż miejsce, z którego przybywali.

Słoneczna, przybrzeżna strefa plażowa, nad którą fruwały tukany, mewy, pelikany i flamingi.

 

Pojazd doleciał w pobliże plaży. Osiadł na parkingu, otoczonym dosyć słonecznymi, ale nieco wietrznymi łąkami i sawannami, gdzie rosło dużo wielkich kwiatów, często odwiedzanych przez ważki, chrząszcze, kolorowe muchy, żądłówki, motyle, ćmy oraz kolibry. Ludzie wyskoczyli na zewnątrz. Odetchnęli unikalnym, morskim powietrzem. Przeobrazili się z rockandrollowców w plażowiczów. Osobliwy, latający samochód zostawili w cieniu dębów, magnolii oraz platanów i poszli podziwiać przyrodę, a także wypoczywać na plaży. Wędrując po łagodnych i bardzo słonecznych wzgórzach, pokrytych piaskiem plażowym oraz porośniętych palmami, trzcinami, figowcami i hibiskusami, natknęli się na cztery czerwone kraby, jak i tyle samo pomarańczowych rozgwiazd.

 

Bezkręgowce morskie były ubrane w słomiane kapelusze oraz wyposażone w grzechotki, kastaniety, gitary i bębenki. Zagrały powitalnie dla ludzi, oraz zaśpiewały im trzy albo cztery wesołe piosenki. Wówczas z nieba posypały się mniejsze i większe kwiaty hibiskusów, plumerii oraz strelicji. Podróżnicy zatańczyli i zaśmiali się, po czym mijając oryginalne, zabawne zwierzaki ruszyli dalej, w stronę morza, aż wkrótce dotarli na plażę. Wznieśli wielki zamek z piasku i zamieszkali w nim na czas swojego pobytu na beztroskim wybrzeżu. Po okolicy spacerowali hipisi, piraci, hip-hopowcy oraz rastamani. Wśród ludzi byli zarówno miejscowi jak i przyjezdni.

 

Skrywając się w tymczasowym, beżowym budynku, plażowicze wyjrzeli przez okno. Zobaczyli dwa gadające pingwiny, dwa maskonury przebrane za piratów, cztery zielone świecące dingo z Marsa, jak i cztery fioletowe tygrysy oraz niebieską krowę. Nabrali ochoty na popływanie w morzu. Wyszli na zewnątrz. Nad ich głowami przefrunęło osiem wiewiórek na hybrydach papug z ibisami, pochodzących z wysp-widm z dalekiej tropikalnej planety, zawieszonej w innym wymiarze. Podeszli do wraku statku pirackiego, miejscami porośniętego wodorostami i pąklami. Na piasku tańczyła nieduża ławica fląder oraz niewielki rój langust. Czworo ludzi weszło do wnętrza wraku, podmywanego przez przyjemne, chłodne fale i w połowie zagrzebanego w miałkim piasku. Plażowicze wyszli na zewnątrz. Weszli na pobliski drewniany pomost. Wskoczyli do wody. Przeobrazili się w syreny. Kilkaset metrów od brzegu znajdowała się wysepka, na której mieściła się wodno-lądowa jaskinia o kilku wielkich otworach, jakby kamiennych łukach drzwiowych, wykutych w wielkiej skale siłami natury, rzeźbiącej swe dzieło przez setki lat.

 

Baśniowe wodne istoty postanowiły dopłynąć do jaskini. Zanurkowały. Na jasnobeżowym, piaszczystym dnie przejrzystego morza znalazły kraby, homary, rozgwiazdy i małże, powoli wędrujące po dnie oraz skrywające się pośród kolorowych wodorostów. Nieco dalej, nad rafą koralową, unosiły się ławice drobnych kolorowych ryb, a także płaszczki, ryby piły, ryby gitary, bassy, rekiny młoty, tuńczyki, marliny, ostroboki, płastugi i samogłowy. Po zauważeniu dwóch kałamarnic olbrzymich, gonionych przez cztery kaszaloty, oraz po zobaczeniu rekina żarłacza wyskakującego ponad powierzchnię wody, syreny dopłynęły na wyspę. Wypełzły na plażę, gdzie przeobraziły się w dwóch plażowiczów i w dwie plażowiczki, oraz gdzie zostały przywitane przez chodzące, rozśpiewane i muzykalne owoce. Osiem bananów zagrało na mandolinach, a tymczasem ananasy, których także było osiem - na ukulele.

 

Czworo ludzi zatańczyło, zaśpiewało i zaśmiało się wesoło. Następnie, osoby weszły między zielone, porośniete palmami, figowcami, bananowcami i hibiskusami wzgórza, a tam znalazły piękny zamek, o jasnobeżowych ścianach, żółtych oknach i z pomarańczowo-różowym dachem. Postacie weszły do środka, a wewnątrz zastały pomieszczenie o drewnianych, jasnobrązowych ścianach, całe wypełnione bardzo przejrzystą, złotą poświatą. Znalazły też zabytkowy, antyczny stół, na którym stał tajemniczy kufer z legendarną zawartością. Podeszły i otworzyły go, a wtedy ich oczom ukazał się wielki latający liść, taki sam jak na starożytnych zwojach papirusowych, pochodzących z tajemniczej, mitycznej, dżunglowej planety.

 

Zabrał on ludzi na zwariowaną przejażdżkę po epickim, wspaniałym oraz zadziwiającym nieboskłonie, nad wodami i skrawkami lądu oraz między chmurami, sterowcami, dwupłatowcami, helikopterami, jak i rakietami kosmicznymi, a następnie zostawił ich na stałym lądzie, na częściowo zacienionym wielkolistnymi drzewami parkingu, oddzielającym plażę i wydmy u wybrzeży stałego lądu od rozległych oraz cudownych lasów i łąk, a następnie szybko oddalił się w stronę morza, po czym zanurkował w pobliżu jednej z wiecznie wyluzowanych oraz zrelaksowanych wysp.

 

Czworo plażowiczów z powrotem przeobraziło się w rockandrollowców. Wsiedli do czekającego na nich, latającego i staromodnie wyglądającego samochodu osobowego. Pofrunęli nim na nie tą planetę, gdzie wszystko miało inny wymiar oraz było ograniczone tylko wyobraźnią jej mieszkańców i mieszkanek. W ślad za pojazdem, kierowanym przez magicznych ludzi, ruszył srebrny, świecący jak światła dyskotek spodek latający oraz wielka, jasnobeżowa antena satelitarna w kształcie talerza, a siedziały na niej: wężowidło, homar oraz ogromny ślimak morski o kolczastej muszli. Zwierzaki pochodziły ze zdecydowanie nieziemskiego i przebojowego wymiaru. Były przebrane za hipisów.

 

Tymczasem, po odległym i rozległym kosmosie fruwały rakiety, pilotowane przez człekokształtne ufoludki przebrane za hip-hopowców, a po egzotycznych planetach spacerowały dwunożne gady i humanoidalne stawonogi, przebrane za rastamanów.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • piliery ponad tydzień temu
    Wszystko się kotłuje, miesza, przechodzi z jednej formy w inną. Tempo oszałamiające. Dla mnie nie za wiele z tego wynika. Pomysł generalnie fajny ale chyba przedobrzyłeś. :)
  • Piotrek P. 1988 ponad tydzień temu
    Dziękuję za inspirujący i przebojowy komentarz, pozdrawiam :-)
  • Narrator ponad tydzień temu
    Znakomite! Nie mogłem oczu oderwać od ekranu. Harry Potter przy tym wysiada. 5.
  • Piotrek P. 1988 ponad tydzień temu
    Dziękuję za motywujący oraz wesoły komentarz i ocenę, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi 3 dni temu
    Piotrek P. 1988↔A ja czytając te "wszystkie różnorodne dziwa i sytuacje" zacząłem czytać... na głos!
    Super to się słyszy, po gadanemu. Jeszcze bardziej wszystko uwydatnia. Jeno by trza to jednocześnie obrazować.
    A z tym mógłby być... wieeeeeeeelki problem↔to komplement rzecz jasna:))↔Pozdrawiam:)↔%
  • Piotrek P. 1988 3 dni temu
    Dziękuję za komentarz i ocenę. Pisząc lub czytając tekst alternatywny/surrealny, to wyobrażam sobie, że ktoś mówi go raczej dziwnym, nietypowym tonem, co daje zabawny efekt. Często wyobrażam sobie też, że w tle leci jakaś muzyka, pasująca do tekstu, czyli również alternatywna, surrealna i dziwna. Chciałbym umieć tworzyć gry komputerowe i/lub trójwymiarowe filmy animowane. Ciekawe, co by z tego mi wyszło? Pozdrawiam :-)
  • Piotrek P. 1988 3 dni temu
    Oryginalny i przebojowy komentarz, yo! 👍😀✌️

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania