W nieznane ku szczęściu - część 2.
Kolejna część książki (bo na opowiadanie to trochę za długie :D). Proszę o komentowanie i ocenianie.
Pierwsza część dostępna tu: http://www.opowi.pl/w-nieznane-ku-szczesciu-czesc-1-a2974/
--------------------------------------------------------------------
Mówi się że porządni ludzie po 22 chrapią smacznie odpoczywając po kolejnym dniu harówki przed kolejnym dniem harówki. Jeśli porządnymi ludźmi nazwać pijanych rodziców a pracą chlanie i palenie od rana do wieczora to wszystko się zgadzało. Nie. W tym przeklętym miejscu nic się nie zgadzało.
Nigdy nie przypuszczał że przydadzą mu się umiejętności które ćwiczył po zafascynowaniu się filmami o Jamesie Bondzie oglądanymi u wujka na video. Jego nogi powoli i bezszelestnie uniosły całą postać. Ręce sięgnęły po plecak. Podczas jego wydobywania nie dało się niestety uniknąć potencjalnie niebezpiecznych dźwięków. Gdy wreszcie wydostał się ze swojego pokoju zrozumiał że ta ostrożność była sporo przesadzona. Od ojca i marki na kilometr śmierdziało tanimi trunkami a sami spali jak zabici. Przynajmniej tyle dobrze że spali a on niczym nie niepokojony mógł opuścić bramy piekieł. Na chwilę się zawahał, sam nie wiedział czemu. Wyszedł. Śpiące osiedle nie zauważyło że ubyło w nim jednego mieszkańca.
************************
W nocy świat wygląda zupełnie inaczej. Nawet blokowisko, widziane przez niego zazwyczaj za dnia po zmroku robiło wrażenie. Gdzieniegdzie w oknach świeciły się światła jednak betonowe kloce zapadały w sen. Wyglądały trochę upiornie, jednak fascynująco.
Jednak on nie ma czasu na podziwianie bloków. Idzie szybko, jakby w obawie że ktoś może go zauważyć. Na chodnikach nie ma żywej duszy. Nieliczne samochody suną po ulicach osiedla. Szybciej. Ostatni blok, spożywcza. Szybciej. Pasaż handlowy, apteka. Szybciej. Stara szkoła, kiosk ruchu. Jest!
Z mroku nocy wyłoniły się światła starego Ikarusa. Odetchnął, naciągnął kaptur na głowę i wszedł. Oprócz kilku dresów i skacowanych imprezowiczów jest sam. Zajmuje miejsce. Autobus powoli pokonywał kolejne przystanki Aż do pętli. Z dala widać szyld: „DWORZEC GŁÓWNY”
********************
Przysypiała. Otworzyła oczy i nieprzytomnym wzrokiem próbowała ogarnąć otoczenie. Nocne dyżury na dworcu ciągnęły się w nieskończoność. Co chwilę ziewała. Oprócz biznesmenów wracających pierwszą klasą z zagranicznych podróży to nic ciekawego się tu nie działo. Tylko tam idzie jakiś chłopak… Chłopak! Co on tu robi o tak późnej porze? Rozejrzała się. Chłopak zrobił to samo po czym raźnym krokiem zaczął iść w stronę kasy. Jej kasy. Nie mineło 5 minut a usłyszała:
- Trzecia klasa do Szczecina…
- Peron 6… 30 złotych…
Chłopak sięga do portfela. Ona wytrzeszcza oczy. W jego portfelu jest wiecej pieniędzy niż ona dostaje miesięcznie za siedzenie w tej przeklętej kasie!
Zapisała go sobie w myślach, wydał się jej podejrzany. Na wszelki wypadek, a strzeżonego… i tak dalej.
Tymczasem podejrzany odszedł z pola widzenia i na jakiś czas zapanował spokój.
************
Zimno. Ręce drżą. Gęsia skórka powoli opanowuje ciało. Zęby szczękają niczym kajdany. Pogodzie jednak nie warto ufać:
Za dnia ponad 20 stopni, w nocy mniej niż zero.
Oczekiwanie na pociąg ciągnęło się w nieskończoność. Szczękając zębami młody chłopak wypatruje lokomotywy z wagonami. Pięć minut. Dziesięć minut. Dwadzieścia. Dwadzieścia pięć. Wreszcie! W głuchej nocy słychać szum jadących wagonów, chwilę później pojawiają się światła. Z hałasem pociąg wtacza się na peron. Spojrzenie na zegarek. Zdziwienie – czekał tylko pięć minut! Czas to jednak straszny sadysta.
Transport ciężkiego plecaka przez wąskie wejście za stromymi schodami stanowił nie lada wyzwanie. Przez chwilę myślał że nie uda mu się ta sztuka. A przecież podczas ucieczki tyle innych trudności go czeka. Musi podołać zadaniu!
Szczecin – dobrze kojarzy mu się to miasto. Blisko morza, daleko od piekła pijanych rodziców. Przede wszystkim jednak mieszkał tam jego wujek. On na pewno go przygarnie. Nie będzie już piekła. Alkoholu, papierosów. Bicia i wyśmiewania w szkole. Tylko trzeba tam dojechać. Do dworca a potem do domu. Ale on sobie poradzi, nie z takimi rzeczami sobie radził. Układał się do snu, leżał na plecach, na brzuchu, na boku. Jednak nie mógł zasnąć.
W pewnej chwili do przedziału dosiadł się starszy mężczyzna. Zajął miejsce na poobdzieranej kanapie. Twarz jego przedstawiała dwa różne żywioły: zmarszczki, dołki pod oczami wskazywały na zmęczenie i wiele ciężkich przeżyć, jednak oczy pozornie uśpione naprawdę uważnie uważnie obserwowały otoczenie. Ciągle się na niego patrzyły jakby chciały dojrzeć prawdę o nim samym.
Co go to jednak obchodzi? Zdjął torbę z góry, jednak nie zdołał jej utrzymać i poleciała na dół, prosto w objęcia staruszka. Ten jednak złapał ją wykazując się niezłym jak na podeszły wiek refleksem.
- Przepraszam pana… - odebrał torbę z rąk staruszka.
- Nic się nie stało – senior zaczął uważniej niż zwykle się mu przyglądać.
- Gdzie kawaler się wybiera o tak późnej porze?
- Yyy… Do rodziny – wiedział że wymówka była słaba ale miał nadzieję że nie będzie on ciągnął tego tematu.
- Tak późno? Ech, nieważne. Też jadę do rodziny, właściwie to na poszukiwania.
- Poszukiwania? – zaciekawiło go to.
- Tak, poszukiwania. Byłem na wojnie, potem władza komunistyczna zesłała mnie do ZSRR mimo że jestem Polakiem. Chciałem odnaleźć swoją rodzinę, dlatego uciekłem. Złapali mnie w okolicach dzisiejszej Ukrainy. W latach 80 uciekłem znowu, tym razem do Francji. Stamtąd dobrzy ludzie przetransportowali mnie do Wielkiej Brytanii. Masz może coś do jedzenia? – spytał kompletnie zaskoczonego chłopaka. Ten podał starszemu człowiekowi mleko i kanapkę.
- Niech pan kontynuuje!
- Dziękuję. Byłem tam do teraz, za służbę w polskiej armii i pomoc aliantom dostałem mieszkanie i skromną rentę. Teraz chcę wrócić do rodziny, do Polski.
Słuchał go z rosnącym zainteresowaniem. Historia zmuszała to przemyśleń, zadumał się więc i dopiero po chwili ostrożnie, wyraźnie artykułując słowa odpowiedział:
- Aż tak panu zależy na powrocie? Nie stracił pan wiary po tylu wypadkach?
- Wiesz… Na wojnie nauczyłem się że sukcesy zazwyczaj okupione są krwią i cierpieniem. Po wonie przyzwyczajony do trudności próbowałem ratować siebie. Na szczęście to już przeszłość. Teraz jedyne na czym mi zależy to odnalezienie rodziny. Mam w stolicy wnuków, którzy założyli już własną rodzinę. Tu też mam, niestety nie mogłem ich znaleźć.
„Szczęście okupione trudnościami” – jak bardzo to do niego pasowało! Po koszmarze którego doznał w rodzinnym domu wyruszył na poszukiwania szczęścia, zupełnie jak ten sędziwy człowiek, dla niego urastający do rangi bohatera.
************
Większy niż zwykle harmider panował w klasie. Pierwszy dzień w tygodniu tradycyjnie większość uczniów rozpoczynała kilkanaście minut po ósmej. Bałagan twardą ręką rządził w sali, nie ustępując miejsca porządkowi. Zaspani uczniowie, wyglądali jak stado zombie z innej planety. Wreszcie po odnalezieniu dziennika rozpoczęła się lekcja.
- Kowalska Aneta… - Jestem…
- Mulat Grzegorz… - Jestem…
- Niemczewski Andrzej… - Obecny…
- Panasiuk Oskar… - Melduje się!
- Skałkowski Kamil… Skałkowski Kamil? – nauczycielka podniosła wzrok znad dziennika
- Nieee maaa – chórem odpowiedziała klasa
- Ktoś wie co się z nim dzieje?
- Pewnie przyjdzie na drugą lekcję…
- Zresztą czy on jest taki ważny?
Lekcja toczyła się dalej normalnym rytmem. Jednak na drugiej z kolei matematyce Kamil nadal się nie pojawiał. Pod koniec drugiej lekcji do klasy weszła wychowawczyni z dyrektorem. Po krótkiej, acz nerwowej rozmowie wychowawczyni stanęła na środku klasy.
- Wasz kolega Kamil Skałkowski zaginął dzisiaj rano. Jeśli ktokolwiek wie co się z nim stało proszę o kontakt z policją albo ze mną.
W klasie zapanowała grobowa cisza. Tak naprawdę nikt specjalnie Kamila nie lubił, ale zniknięcie kogoś bez śladu wywoływało strach i niepewność. I oczywiście rodziło wiele wątpliwości.
- Porwali go? – Andrzej wysunął przypuszczenie.
- Na co? Jego rodzice są biedni.
- Może nawiał z domu? – podsunął Oskar.
- Nie dziwiłabym się mu – odparła Aneta.
- A co on taki buntownik? – zakpił Maciek.
Aneta popatrzyła na niego z politowaniem.
- Jego rodzice piją. Byłam u niego w mieszkaniu. Po pół godzinie chciałam stamtąd wyjść. Jeśli uciekł to mu się nie dziwię.
- Gadasz, a zresztą co nas to obchodzi?
Jednak tym razem Aneta spojrzała na niego wilkiem a jego policzki pokryły się czerwienią. Nikt się już nie śmiał. Zazwyczaj stojący na uboczu Kamil nie opowiadał nikomu o swoich problemach. Nikt nie przypuszczał że u niego w domu tak źle się dzieje.
*********
Jedno oko. Drugie oko. Szybka retrospekcja. Nie wiedział czy pociąg już dojechał, ale czuł inne, czystsze powietrze. Wtedy już wiedział że osiągnął cel podróży.
Pociąg przemierzał kolejne kilometry. W oddali widać było port. Koło niego sklepy, na prawo nowo wybudowana galeria. Po starych, powojennych drogach sunęły samochody. Niektóre podjeżdżały na podjazdy domów, inne na parkingi osiedli. Piękne słońce ogrzewało miasto podnosząc czerwone kreski na termometrach. To wszystko wprawiało Kamila w doskonały nastrój. Jednak nastrój swoją drogą, a żołądek swoją. Organizm powoli zaczął dopominać się śniadania przez burczenie w brzuchu.
Gdy wysiadł skierował się od razu do parku umiejscowionego niedaleko dworca. Usiadł przy stoliku szachowym, rozłożył ścierkę kuchenną, ułożył na niej masło, chleb i sztućce. Na palniku z puszki zagotował wodę na herbatę. W czasie tego osobliwego śniadania przyglądało się mu wiele ludzi, jednak mało go to obchodziło. Nauczył się unikać spojrzeń, w większości nie warto było się nimi przejmować.
Najedzony spakował się, wyjął małą, pomiętą kartę i odczytał adres. Będzie się musiał dopytać. Po kilkunastu minutach znalazł osobę która potrafiła skierować go do wymarzonego miejsca gdzie mieszkał wujek. Już wszystko będzie dobrze. Raźnym krokiem ruszył ku osiedlu, gdzie mieszkał prawdopodobnie najnormalniejszy członek rodziny. Doszedł do osiedla i w kilka chwil pokonał odległość dzielącą go od bloku. Zadzwonił domofonem.
Komentarze (2)
Podobała mi się rozmowa chłopaka ze starszym panem i szkoda, że szybko się skończyła i od razu pojawiliśmy się w szkole. Mogłeś zakończyć na tej przyjemnej rozmowie ze staruszkiem.
Teraz ja za dużo słowa staruszek używam :). Opowiadanie jest fajne. Dam 4
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania