W pamięci...niepamięci
Nikt jeszcze nie znał poetów; oni unikali spotkań z nami, dlatego na swoje codzienne spacery wychodzili bardzo wcześnie rano…
Poeci dochodzili do pasieki, zatrzymywali się przed największym ulem, na ziemię wylewali odrobinę wina i żywicy…
I tak trwał ciepły poranek wczesnego lata- zawsze ten sam
"Ci ludzie, których widzisz tam daleko, to poeci, którzy poznali barwne opowieści pszczół” - powiedział jakiś nieznajomy
Nigdy nie byli z tobą, tylko wędrowali swoimi szlakami, a poranek jak klepsydra, którą wielokrotnie potrząsałeś, kończył się i zaczynał od nowa- zawsze ten sam...
W górskim potoku, tuż przy brzegu, pływały dorodne pstrągi, dziwiłeś się, że ich boki wydawały się takie błyszczące, kiedy były tuż obok…
Przepływały tak blisko, że czułeś, jak ocierają się o twoje palce…
Trawy pomiędzy drzewami sadu przeczesywał łagodny wiatr, było zupełnie pusto, tylko sekretnymi ścieżkami, wolnym krokiem, tak dostojnie, spacerowali milczący poeci…
Kiedy podrosłeś, odkryłeś, że wąską dróżką pomiędzy dojrzałym dzikim winem, kolczastymi krzakami róż, zdradliwą gęstwiną głogów, powędrujesz na wielkie równiny, których już nikt nie strzeże, a później dotkniesz grzbietu morza, o czym zawsze marzyłeś...
Morze zwinnie przemykało się jakimiś zakamarkami- czujne, nieuchwytne…
Wąską ścieżką dotarłeś na bezkresną łąkę, która pojawiła się tak gwałtownie jak burza z łoskotem zamykająca księgę lata, które podobno było wieczne…
W pobliżu, jak zwykle, sejmikowały stada ptaków od lat szykujące się do długiego lotu…
Przekomarzając się ,żwawo wzlatywały wysoko, ale chwytane przez horyzont, jak przez niewidzialne sieci, bezradnie spadały do gniazd tyle razy porzucanych…
Gdzieś na samym krańcu obrazu ziemia dudniła złowrogo- z dalekich krain przybywały nieprzebrane stada zwierząt, o których chcieliśmy zapomnieć…
I tak dzień usypiał w rytmie sobie samemu nuconej kołysanki, tylko ptaki oczy przymykały w swej wiecznie sennej bezsenności...
Wiesz, przy największym ulu zatrzymali się dwaj poeci; jeden rozsypał garść białego piasku i wylał na nią kropelkę wina...
Pszczoły siadały na ich ramionach, siadały na ich dłoniach, łagodne i ufne…
Powoli, powoli, tak spokojnie upływał czas prastarej pasieki...
-----------------------------------------------------------------------------
Luty 2026
Obrazy płyną w mglistym świetle poranka, który zawiera wszystkie pory dnia i roku, tak jak białe światło zawiera wszystkie kolory; mgła, jak delikatna szata, chroni wędrownych poetów... Ale poeci zabłąkani w sadzie to może tylko cienie obłoków i drzew owocowych; to, co uznaliśmy za słowa przez poetów szeptem wypowiadane, może być szelestem traw i delikatnym szumem wiatru... ?
A może to pszczoły poruszając cienkimi skrzydełkami, wydają z siebie najsubtelniejsze poematy...? Nie wiem, nie wiem, razem z krajobrazami zasypiam, tylko ptaki wiecznie bezsenne sen mój porywają, a ja czekam, aż z dalekich stron powrócą...
Komentarze (1)
Tak oto sny łagodnym rytmem płyną i wciąż powracają...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania