w parku to widać

idąc wieczornym chłodem

w parku spotkał mnie blask

nabrzmiała mina wesołe spojrzenie

dotyk łyk wina piękna to dziewczyna

to nie chemia to miłości wiklina

do kosza wyrzuciłem wszytko co mnie

omotało wszystkie smutki niezałatwione sprawy

życie stało się proste w sercu zakwitło to co gniło

zrozumiałem że życie w parku się zaczyna

wspiąłem się dotykając szczytu

poukładałem w szufladzie wiersze

na lepsze i mniej oczywiste

wskazałaś drogę którą wędrujemy

w wyobraźni słowa wszystko tak jasne

nie kroczę piaskiem ni słomą zgniłą

idziemy ciepłem i gdy zima

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania