W płomieniach
To była moja wyśniona Werona, jak dziś wspominam,
wtedy niemal konam.
Szept, co rozbierał,
aż spadały stringi,
pływałam naga w jego oczach piwnych.
Najpierw powoli, by rytm dopasować,
wszystko poddane,
wyłączona wola.
I bicie serca, gdy zdążam na szczyty,
w dzikim pragnieniu z pierwotnego bytu.
Niech żyje miłość, ona ponad wszystko.
Czuły kochanek,
ta cudowna bliskość.
Znaczy na skórze zdobyte rewiry,
warty jest tego, by umrzeć dla chwili.
Więc umierałam w momentach bezdechu,
z piersią nabrzmiałą
poszukując grzechu,
a dłonie kradły okrzyki szalone
jeszcze i jeszcze, niech cała zapłonę.
Tak, dumna jestem z pełni kobiecości,
pamiętam zachwyt,
który w oczach gościł.
Mówiłeś jesteś jedyną na świecie,
prawda to jeszcze? Taka byłam przecież.
Komentarze (16)
Przepiękne "aż spadały stringi"... ;)
No, te stringi ...
Może spadły podwiązki? Jakoś subtelniejsze chyba?
Poncki A może męskie bokserki co?
A co wam się w stringach nie podoba?
Stringi to ,,autostrada dla bakterii kałowych".
Ale pasowały do rymu... xD
Grain to po co je żułeś?
https://www.youtube.com/watch?v=IQfwgzoiq4c
No nie poznaje Pani... :P
Dlaczego? Pisałam już różne rzeczy... xd
Grafomanka o stringach jeszcze nie było... XD
Wyszło bardzo dobrze... albo weszło jak stringi hymm... powsciągne cugle mej fantazji :P piątak
Noela, fantazjuj do woli... xD
Dzięki za komentarz
Bardzo mi się podoba. 5*
Bardzo mnie to cieszy... dziękuję
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania