Wiatr

Gdy zbudził go wiatr, świszczący przez okno,

zirytowany nie otwierał oczu.

Strużki powietrza przeciskały się przez szpary.

Oddychał coraz słabiej, nie odrywając głowy od poduszki.

 

— Podnieś się — syknął.

 

On jednak, słysząc coraz słabiej, jedynie westchnął.

 

Jedynie wiatr został przy nim,

próbując dotrzeć do jego ciała.

Wirował i uderzał z furią,

nie mogąc pogodzić się ze stratą.

Zawiedziony czekał. I czekał.

 

Wtedy dusza pojawiła się w pokoju.

 

— Dziękuję, że byłeś ze mną — rzekła.

 

Otoczona zimnym powiewem skłoniła się ku światłu.

Promienie słońca przebijały się przez chmury,

a dusza rozsypała się w dorobiny świtu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania