Wiatr
Gdy zbudził go wiatr, świszczący przez okno,
zirytowany nie otwierał oczu.
Strużki powietrza przeciskały się przez szpary.
Oddychał coraz słabiej, nie odrywając głowy od poduszki.
— Podnieś się — syknął.
On jednak, słysząc coraz słabiej, jedynie westchnął.
Jedynie wiatr został przy nim,
próbując dotrzeć do jego ciała.
Wirował i uderzał z furią,
nie mogąc pogodzić się ze stratą.
Zawiedziony czekał. I czekał.
Wtedy dusza pojawiła się w pokoju.
— Dziękuję, że byłeś ze mną — rzekła.
Otoczona zimnym powiewem skłoniła się ku światłu.
Promienie słońca przebijały się przez chmury,
a dusza rozsypała się w dorobiny świtu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania