Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

W poszukiwaniu odpowiedzi: Złe wampiry i tajemnicza księga. Część 1/2

W pewnym miasteczku o nazwie Spokojna Pod Górką żyli mili i sympatyczni ludzie. Panował tam wyjątkowy spokój. Każdego ranka mieszkańcy wstawali, aby zająć się swoimi obowiązkami – wszyscy pracowali na roli. Nikt nie był tam biedny ani bogaty. Miasteczkiem rządził młody król, który sprawiedliwie przydzielał każdemu zadania. W zamian za ciężką pracę poddani otrzymywali jedzenie oraz picie. Dzieci od najmłodszych lat uczyły się od rodziców rolnictwa, a dorośli uprawiali rośliny lub hodowali zwierzęta.

Pewnej nocy nad miasto nadleciały dziwne istoty, które zaczęły porywać mieszkańców. Za pierwszym razem uprowadziły trzy osoby. Kolejnej nocy zniknęły następne trzy. Ludzie byli przerażeni tymi wydarzeniami. Nikt nie wiedział, z czym ma do czynienia, ponieważ stwory wyglądały niezwykle osobliwie. Przerażeni mieszkańcy udali się do króla, prosząc o ratunek, jednak władca sam był bezradny. Jedyne, co mógł zrobić, to przydzielić obowiązki porwanych osób innym poddanym. Nakazał również straży, uzbrojonej w łuki i miecze, aby pilnowała bezpieczeństwa pozostałych ludzi.

 

Następnej nocy strażnicy próbowali odgonić dziwne istoty, jednak żadna broń nie była w stanie ich przepędzić. Co gorsza, potwory porwały trzech wojowników. W dzień do króla przybyła trójka młodych ludzi. Przynieśli ze sobą księgę z legendą o krwiożerczych wampirach. Głosiła ona, że bestie atakują osady wtedy, gdy ktoś zgładzi jednego z ich przywódców. Nastolatkowie znaleźli tę księgę w opuszczonej chacie, która należała kiedyś do pewnego starca. Mężczyzna ten uchodził za dziwaka – opowiadał niestworzone historie o magii, potworach i zjawiskach nadprzyrodzonych. Nikt w miasteczku mu nie wierzył, ponieważ ludzie żyli tu prosto, bez czarów i nadludzkich mocy. Król nie uwierzył w opowieść młodzieży. Sądził, że to bzdura – w końcu kto z pracowitych mieszkańców miałby zabić przywódcę wampirów? Władca stracił cierpliwość i wygonił nastolatków ze swojego małego zamku, rozkazując im wracać do pracy na roli. Jednak spanikowani mieszkańcy, słysząc, że młodzi mogą wiedzieć coś więcej, zaczęli błagać ich o ratunek. Trójka przyjaciół zgodziła się bez wahania. Od zawsze marzyli, by zostać wojownikami, choć wszyscy uważali ich za zbyt młodych na tak niebezpieczne zadanie.

 

Przyjaciele dokładnie przestudiowali księgę, ale znaleźli w niej niewiele wskazówek. Dowiedzieli się jedynie, że kilka dni drogi od miasta mieszka bardzo stary czarodziej. Trafili też na mroczny sekret: człowiek ukąszony przez wampira sam staje się bestią, lecz jeśli zostanie ugryziony tylko lekko, zyskuje niezwykłą moc. Za dnia potrafi nad nią panować, jednak nocą traci kontrolę. Jedna z dziewcząt wpadła na ryzykowny plan – chciała wykorzystać tę tajemniczą siłę, by dotrzeć do czarodzieja, który jako jedyny wiedział, jak okiełznać wampiry. Reszta ekipy uznała plan z ugryzieniem za czyste szaleństwo. Zgodzili się jednak, że wyprawa do czarodzieja to jedyna szansa, by dowiedzieć się, jak pokonać potwory.

 

Przyjaciele potajemnie spakowali najpotrzebniejsze rzeczy. Opowiedzieli o wszystkim rodzicom, prosząc o zachowanie tajemnicy przed królem. Choć bliscy byli przeciwni tak niebezpiecznej misji, wiedzieli, że nikt nie zdoła powstrzymać młodych przed działaniem. Na drogę wręczyli im cenne podarunki. Ojciec Zofii podarował jej swój łuk, z którego dziewczyna uczyła się strzelać od dziecka. Matka Szafira wręczyła synowi długi miecz, którym trenował za młodu, a brat Miko podarował mu dwa sztylety należące niegdyś do ich zmarłego taty.

 

Przyjaciele spotkali się o świcie przy wyjściu z miasta. Skłamali strażnikom, że ruszają na polowanie, by zdobyć dodatkowe jedzenie. Straż uwierzyła w ich wersję i bez przeszkód wypuściła trójkę śmiałków. Cały dzień wędrowali przez gęsty, potężny las pełen wiekowych drzew i dzikich roślin. O dziwo, nie napotkali prawie żadnych zwierząt. Z oddali dobiegał jedynie sporadyczny śpiew ptaków, poza tym w puszczy panowała złowroga cisza.

Gdy zapadła noc, spomiędzy drzew nagle wyłonił się wampir i błyskawicznie rzucił się na dziewczynę, próbując ją porwać. Zofia zaczęła desperacko szarpać się w uścisku bestii. Szybkim ruchem wyciągnęła z kołczana strzałę i z bliska raniła stwora prosto w głowę. Oszołomiony wampir natychmiast puścił ofiarę i rzucił się do ucieczki. Wtedy Zofia, ignorując wcześniejsze ostrzeżenia przyjaciół, złapała uciekającego potwora za głowę i przyciągnęła do swojego ramienia. Gdy kły wbiły się w jej skórę, natychmiast odepchnęła stwora, dbając o to, by rana była tylko powierzchownym skaleczeniem. Poturbowana bestia czmychnęła w mrok. W tym samym czasie chłopcy, nieświadomi dramatu koleżanki, analizowali układ gwiazd i koron drzew, by upewnić się, że idą w stronę chaty czarodzieja. Dopiero gdy zobaczyli uciekającego w popłochu wampira, zaniepokojeni podbiegli do Zofii. Kiedy dziewczyna opowiedziała im, co zrobiła, ogarnęła ich wściekłość wymieszana z przerażeniem. Byli na nią wściekli za tak potworne ryzyko i panicznie bali się o jej życie. Nie mieli pojęcia, czy ich przyjaciółka umrze, czy może o świcie zamieni się w bezduszną bestię.

 

Dziewczyna, czując nadchodzącą zmianę, nakazała przyjaciołom, aby na noc przywiązali ją mocno do drzewa i trzymali blisko czosnku, by nie zdołała się wyrwać.– Dlaczego akurat przy czosnku? – spytał zaskoczony Szafir.

Zofia wyjaśniła, że przed opuszczeniem miasta posmarowała swoje strzały sokiem z czosnku, który uwielbiała jeść, a kilka całych główek zabrała ze sobą na wszelki wypadek. Gdy chłopcy dopytywali, skąd ten pomysł, odpowiedziała, że w starej księdze widziała rysunek rośliny łudząco podobnej do tego warzywa.

 

Mijały kolejne dni i noce nieprzerwanej wędrówki. Przyjaciele szli przed siebie, głęboko w las. Na szczęście po drodze nie spotkało ich nic złego. Każdego wieczoru, gdy słońce chowało się za horyzont, wierni kompani uwiązywali Zofię do pnia. Dziewczyna natychmiast zmieniała się w potwora. Pierwsze noce były dla niej koszmarem – zupełnie nie panowała nad nową, dziką mocą. Przepełniała ją wściekłość, warczała, bełkotała coś złowrogo w niezrozumiałym wampirzym języku i próbowała rzucić się na swoich przyjaciół. W głębi duszy toczyła jednak zaciętą walkę z budzącą się w niej bestią

Przemiana budziła w niej ogromny głód, ale uwięziona przy drzewie nie mogła sama zdobyć pożywienia. Szafir i Miko musieli więc polować na leśne zwierzęta i przynosić je uwięzionej przyjaciółce. Chłopcy patrzyli z ogromnym obrzydzeniem, jak dziewczyna łapczywie pije krew i rozrywa surowe mięso. Część upolowanej zwierzyny zostawiali dla siebie – tę porcję piekli nad ogniem, by mieć co jeść. Za dnia Zofia wracała do ludzkiej formy i jadła normalne posiłki, lecz nocą znów potrzebowała krwi. Dopiero po tygodniu tej wycieńczającej walki dziewczyna w końcu zaczęła kontrolować swoje mroczne moce. Wtedy przyjaciele mogli ją wreszcie odwiązać, a ona sama, korzystając ze sprytu wampira, zaczęła nocami błyskawicznie polować na zwierzynę.

 

Drużyna szła dalej przez las, aż dotarła do stóp potężnego łańcucha górskiego. Aby dotrzeć na miejsce jak najszybciej, musieli pokonać strome szczyty, ponieważ góry były niezwykle wysokie i rozłożyste. Wtedy dziewczyna wpadła na śmiały pomysł. Zaproponowała, że kiedy zapadnie zmrok, zmieni się w wampira i pomoże im przelecieć nad niebezpiecznymi grzbietami górskimi . Chłopcy z początku bardzo się bali – drżeli na myśl, że ktoś dostrzeże wielką bestię na tle nieba i ją zastrzeli. Ostatecznie jednak podjęli to ogromne ryzyko.

Gdy nastała noc, Zofia przybrała wampirzą formę, chwyciła przyjaciół i bezpiecznie przetransportowała ich nad ciemnymi szczytami na drugą stronę gór.

Dopiero za dnia, gdy wzeszło słońce, a dziewczyna wróciła do swojej ludzkiej postaci, zmęczeni wędrowcy dotarli do starego, drewnianego domu. Gdy zapukali, drzwi natychmiast otworzył im poszukiwany czarodziej. Starzec wpuścił nieznajomych do środka bez zbędnych pytań. Kiedy bohaterowie przekroczyli próg, zamarli z przerażenia. Wewnątrz pomieszczenia zobaczyli kilkunastu ludzi przemienionych w wampiry, którzy siedzieli bezwładnie, przywiązani do magicznych krzeseł. Wszystkie bestie były pogrążone w głębokim, nieruchomym śnie.

 

Widząc strach w oczach młodzieży, czarodziej wyjaśnił, że prowadzi eksperymenty, próbując wynaleźć lek na wampiryzm lub całkowicie oswoić potwory, by stały się posłuszne. Dodał też, że w przeszłości udało mu się już okiełznać jedną bestię, ale warunkiem było to, by ukąszona osoba zachowała częściową kontrolę nad mroczną mocą. W tym momencie Zofia zrobiła krok naprzód i wyznała starcowi prawdę – opowiedziała, że sama została niedawno ugryziona i potrafi kontrolować drzemiące w niej zło. Czarodziej zaniemówił z wrażenia. Był głęboko zdumiony, jakim cudem tak młodej dziewczynie udało się ujarzmić mroczną naturę potwora. Dziewczyna szczegółowo opisała mu nocny atak i swoje powierzchowne skaleczenie. Mag wysłuchał jej w milczeniu. Zrezygnował z dalszego rozmyślania nad tym fenomenem, wiedząc, że dokładne badanie zajęłoby zbyt dużo cennego czasu, którego teraz tak bardzo im brakowało.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania