W trasie
Równo przystrzyżony asfalt
ucieka spod kół.
Ciemności wędrują poboczem
zwartym tłumem.
Ból w plecach krzywym patykiem
grzebie w głąb kości.
Zniecierpliwione zmęczenie
ziewa z wstecznego lusterka.
Na siedzeniu pasażera
plama po czarnej kawie
jedzie ze mną na gapę.
Wzrok skręca razem z drogą
i wpada w poślizg
pod neonem:
MOTEL TO TU
Niby nic,
a ja oddycham z ulgą.
Komentarze (8)
https://www.youtube.com/watch?v=dBN86y30Ufc
niewiele do szczęścia potrzeba
Dobry klimat, poczułam to zmęczenie podróżą i tę ulgę na koniec
Nie czuję tego wiesza, może to ''wina'' wyliczanki... asfalt ucieka spod kół, ciemności wędrują poboczem, itd. itp. jakby zastosowany był tutaj plan wydarzeń do rozwinięcia opowiadania.
Jakoś tak to widzę...
A masz prawko?
Grisza, do pisania poezji? xD
Nie, Grafka... Żeby przyciemnić podświetlenie zegarów i zanurzyć się w mroku...
I jeszcze muzyka... Żeby TO poczuć...
Grisza, mnie chodziło o oderwane zdania, o brak płynności pomiędzy wersami, o wyliczankę... po prostu
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania