W zieleniaku
Kłócą się warzywa
W skrzynkach, w zieleniaku.
- Jak nie wyjmą mnie stąd
Pójdę do tartaku.
Pietruszka już więdnie,
Marchewka narzeka.
Seler okiem patrzy,
Szukając człowieka.
Banan w kącie leży,
Nic nie pogaduje,
Kiwi się zamartwia,
Jabłuszkiem przejmuje.
Mandarynka leży
I chrapie miarowo.
Kalafior nic nie mówi,
Tylko kiwa głową.
Sklepowa skrzynki wrzuca
I zrzuca bez przerwy.
Owoce, warzywa
Zżerają już nerwy.
- Ja mam jeszcze dzieci.
- A ja mam rodzinę.
To były ich słowa
W ostatnią godzinę.
Komentarze (6)
Zgrabne
Tak. Chwilowo myślałam, że to Ty te bajki piszesz albo DD.
Całkiem zacne
Podoba mi się :)
Do Brzechwy bardzo daleko.
Sensu po prostu nie ma, a to było podstawą wiersza Brzechwy.
Logiczność i korespondencja zdarzeń, dialogu i myśli.
A tu nawet rytmu nie ma.
Po mojemu chodzi o to, że te wszystkie owoce i warzywa bały się, że skończą w tartaku przetarte na wióry, jak tak będzie nimi sklepowa poniewierać, więc sens można odnaleźć, ale to tylko moje spostrzeżenie, nie wiem, co miał autor w zamyśle.
Ja dałam 5, bo mi się spodobało :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania