W zielone

Wychudłą, luźno owiniętą plamistą skórą, dlonią,

tocząc w palcach kość, dotknęła jego

obojczyka jak klawisza na pianinie.

 

Zagruchotała i rzuciła, na pluszowy stół

odarty z resztek zieleni,

w popielate pogorzelisko, kość.

 

Trzy ruchy miała, on supeł na gardle

i choćby jednego, szeptem lub charcząc,

nie mógł wydusić, gapiąc się,

jak w gnat na trójcę szóstek.

 

Znów zagrała mu na obojczyku. Marsz. Twoja kolej.

 

Z dedykacją dla Paris_Catacombes.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Paris_Catacombes godzinę temu

    Hmm... Utwór o rozwodzie: powodowanym dotykiem " grobowej deski ": podczas epidemii dżumy. 😌 Jako ukierunkowane wskazanie: iż nie jest to spontanicznie sporadycznym, ukierunkowanym... niby wolą, jednak: powodowaną koniecznością codzienności: metaforyzując sens życia Ludzkiego: także Tytułem Małżeństwa, z czym... należy się mimowolnie pogodzić. 😌 A zupełnie stronniczo: jako głębokośmierciowa, memorialna Kostusze Twórczość... zwyczajnie: wskazane powyżej Piękno owej Makabry: uważam za zwyczajnie mi bliskie. 😌

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania