W zielone
Wychudłą, luźno owiniętą plamistą skórą, dlonią,
tocząc w palcach kość, dotknęła jego
obojczyka jak klawisza na pianinie.
Zagruchotała i rzuciła, na pluszowy stół
odarty z resztek zieleni,
w popielate pogorzelisko, kość.
Trzy ruchy miała, on supeł na gardle
i choćby jednego, szeptem lub charcząc,
nie mógł wydusić, gapiąc się,
jak w gnat na trójcę szóstek.
Znów zagrała mu na obojczyku. Marsz. Twoja kolej.
Z dedykacją dla Paris_Catacombes.
Komentarze (1)
Hmm... Utwór o rozwodzie: powodowanym dotykiem " grobowej deski ": podczas epidemii dżumy. 😌 Jako ukierunkowane wskazanie: iż nie jest to spontanicznie sporadycznym, ukierunkowanym... niby wolą, jednak: powodowaną koniecznością codzienności: metaforyzując sens życia Ludzkiego: także Tytułem Małżeństwa, z czym... należy się mimowolnie pogodzić. 😌 A zupełnie stronniczo: jako głębokośmierciowa, memorialna Kostusze Twórczość... zwyczajnie: wskazane powyżej Piękno owej Makabry: uważam za zwyczajnie mi bliskie. 😌
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania