W5D książka s-f, początek

Wstęp

 

W jaskrawo oświetlonym białym światłem jarzeniówek pomieszczeniu, przed wielką konsolą nad którą umieszczony był ogromny ekran, stało dwóch mężczyzn. Obaj nosili kombinezony laboratoryjne, przeznaczone do pracy w sterylnych warunkach, dlatego tylko po wzroście, sylwetkach i głosach był w stanie rozpoznać ich płeć.

 

- Zginą miliardy - powiedział ponurym głosem niższy, stojący po lewej.

- Zabawne, powiedziałeś to dosłownie grobowym głosem. A poza tym, to oczywiście straszne i jest mi z tego powodu bardzo przykro i takie tam ale skupiając się na tu i teraz, to ten, najważniejsze, że nie ja. Uprzejmie na drugim miejscu wspomnę, że prawie równie ważne, iż nie ty. A na koniec, jako że omne trium perfectum, jak możemy na tym wygrać? - odparł wyższy, lekkim, niemal swobodnym tonem.

- Właściwie dopiero teraz zrozumiałem, dlaczego nazywają ciebie czarnym...

 

Brzdęk małej kolby, przypadkowo zahaczonej nogawką kombinezonu, był tak cichy, że sam ledwo go usłyszał. Agent SBP, obserwujący obu mężczyzn z galerii kilka metrów nad pomieszczeniem, zaklął w myślach na swoją nieostrożność. Spojrzał w dół. Przed konsolą stał tylko niższy mężczyzna. Agent runął w stronę drzwi. Błyskawicznie otworzył je kartą kodową, przecisnął się, zanim się do połowy otwarły, i uderzył w przycisk ręcznego

zamykania.

 

Wyższy ze stojących w laboratorium mężczyzn natychmiast po brzdęku wskoczył na konsolę i wyskoczywszy w powietrze, chwycił palcami wyciągniętych rąk ramię podtrzymujące ekran, kończył właśnie podciągać się na nim. Poświęciwszy ułamek sekundy na rozejrzenie się, poderwał się na rękach, obrócił i zaczepił nogami o balustradę galerii i przyciągnąwszy do niej siłą mięśni nóg, już biegł do drzwi. Zamknęły się pół sekundy przed tym, jak do nich dotarł.

 

1. Ważka

 

- Pana aplikacja została zaakceptowana - drgnął, całkowicie zaskoczony i obrócił się. Przed nim stała kobieta - młoda, zgrabna, jasne włosy, wyjątkowo długie nogi, około 25 lat. Zanim zdążył odburknąć, że mają bajzel w papierach powiedziała, patrząc na niego z uwagą - Proszę się upewnić, że zamknął pan drzwi do swojego baru. W przypadku wy-jazd-u lepiej żeby nie doszło do włamania bądź wypadku pod pana nieobecność. Właściwie może niech pan wróci i zakręci główny zawór gazu, żeby wyeliminować możliwość wybuchu. -

Zorientował się prawie natychmiast ale nie dał nic po sobie poznać, błyskawicznie rozważył możliwości.

- Zasadniczo, zawsze zamykam zawór przed wyjściem ale może w takiej sytuacji powinienem sprawdzić ponownie? - spytał ze spokojem.

- Nie każdy jest tak staranny, stąd i moja, ewidentnie w tym przypadku zbędna, uwaga. Proszę za mną - powiedziała, obracając się i odchodząc w kierunku stojącego dokładnie pod znakiem "zakaz postoju" samochodu.

Poszedł za nią.

Jechali ogółem chyba dobrze ponad godzinę, nie licząc krótkiej rozmowy na początku, kiedy na jego pytanie odpowiedziała, że szczegóły pozna na miejscu, podczas jazdy nie odezwała się do niego ani razu. On do niej też nie. I nawet nie dlatego, że na samochodowej wycieraczce którą miał pod nogami znajdował się napis: "Mowa jest srebrem, milczenie złotem". Gdyby tej sentencji tam nie było i tak by się nie odezwał, nie chciało mu się.

Zjechała z drogi asfaltowej w przylegającą do niej ukrytą leśną, po kilku minutach jazdy przez las nagle zatrzymała samochód i otworzyła okno od strony kierowcy. Po paru sekundach do wnętrza samochodu wleciał mały dron.

Ważka! Rozpoznawszy model bezwiednie się uśmiechnął, darzył ten typ wyjątkowym wręcz sentymentem. Ważka przyjrzała się im i wyleciała. Kobieta zamknęła okno i ruszyła.

- Walczył pan? - spytała naturalnie ale i tak się zirytował.

- Jeśli nie wiedziałaś, to mogłaś to rozpoznać tylko po tym, jak uśmiechnąłem się na widok drona. Ten model to tak zwana Ważka, nie jest dostępny na rynku cywilnym i nie da się znaleźć informacji o nim w internetach. Wie o nim tylko armia i ochotnicy. Walczyłem. Jako ochotnik. Operator. A ty walczyłaś? Ochotnik? Meduza? -

- Nie, proszę pana.-

Już miał spytać czy nie Meduza, czy nie walczyła, kiedy nagle się opamiętał.

W milczeniu dojechali do spowitej mgłą płyty lotniska. W tej części stał jeden wielki helikopter, nie znał modelu ale ewidentnie transportowy, właśnie podjeżdżały do niego wojskowe ciężarówki. Z pak wysypywały się kolejne sylwetki, słyszał śmiechy i przekleństwa.

- Pana plecak jest w bagażniku - poinformowała go nie obracając nawet głowy

w jego stronę.

Spojrzał na nią ostatni raz. Miała ciekawą twarz, nie tyle klasycznie ładną co interesującą, i długie włosy które wcześniej mylnie ocenił jako przyciemniany blond. Teraz zorientował się, że jej włosy są szare. Taki odcień szarości mógł powstać tylko w jeden sposób. W przypadku naturalnej brunetki bądź szatynki której włosy całkowicie osiwiały.

- Do widzenia – powiedział.

Nie odpowiedziała. Wyszedł z samochodu, podszedł do bagażnika, zabrał leżący w nim plecak i zarzuciwszy go na ramię podszedł do ciężarówek. Pomógł wyjść kilku niezdarom mającym z tym problem po czym wszedł do helikoptera. Odlecieli parę minut później.

 

2. Baza A 2.0

 

Zaraz po wylądowaniu dołączyli do czekającej na nich większej grupy rekrutów, następnie wszyscy zostali zebrani w dużej hali gdzie poinformowano ich, że wszyscy zostali przyjęci do specjalnej, wydzielonej formacji Sił Lądowych o nazwie A Dwa-Zero, zapisywane: duża litera A, cyfra dwa, kropka, cyfra zero, i znajdują się na terenie bazy tej formacji, nazwa bazy to A, odstęp, cyfra dwa, kropka, cyfra zero. Wyjaśniono im też, że A 2.0 sąsiaduje z inną, większą bazą wojskową o nazwie "Jednostka" i choć nie są jej częścią, to mogą

przebywać na terenie obu baz, co w praktyce oznacza możliwość korzystanie z wewnętrznej stołówki wydziału czwartego Jednostki. I, jako że szkolenie rozpoczną dopiero w poniedziałek, całą resztę czwartku, oraz piątek, sobotę i niedzielę mogą i mają spędzić na zapoznaniu się z otoczeniem. Potem podzielono ich na kilka mniejszych podgrup, podoficerowie oprowadzili ich po terenie bazy, a koniec odebrali plecaki, pobrali wojskową bieliznę, mundury i zasiedli w baraku, gdzie mieli spędzić trzy miesiące szkolenia.

Grupa podoficerów podeszła do nich, przywitała się, po czym starszy chorąży

ostrzegł ich:

- W Jednostce trzymajcie się stołówki wydziału czwartego, znakomita kuchnia, pod żadnym pozorem nie podchodźcie do zewnętrznej, głównej stołówki. -

Widząc ich zaskoczone spojrzenia wyjaśnili, że chroniące „minionki” czyli naukowców wydziału czwartego, „ciecie” czyli sfrustrowane trepy z oddziałów wartowniczych mają mnóstwo kompleksów wobec oddziałów A2.0, które rozładowują prowokując awantury ze wszystkimi rekrutami z ich bazy podchodzącymi do „ich” stołówki.

- To nie są oddziały wartownicze tylko „dwójka”, „trójka” i szóstka”. Kompleksy wobec A2.0? Serio? - prychnął z rozbawieniem siedzący na skraju grupy w miarę atletycznie zbudowany blondyn, mniej więcej w jego wieku.- Sami siebie nazywają A 1.5, tak naprawdę są A 1.0. Odchodzą do lamusa i tyle. Czy tam, w świetle ostatnich promieni zachodzącego słońca, legendarne oddziały Pancerniaków Jabłońskiego, Katotalibów Kruka i Kaziowszczyków Zawady ruszyły przed siebie, ku wiecznej mgle Krainy Bez Dalszych

Aktualizacji, by tam, wraz z rzymskimi legionistami, polską husarią, japońskimi samurajami, kalkulatorami kieszonkowymi i Windowsem 7.0 we mgle zapomnienia i niepamięci, oczekiwać na Punkt Omega - drwiąco odpowiedział mu szczupły, młody plutonowy o tak ostrych, że aż brzydkich rysach twarzy.

- Powie im pan to w twarz? - spytał normalnym, zaciekawionym głosem

blondyn.

- Jestem plutonowy Piotr Olszyna, mam ksywę Problem i dopóki mi nie podpadniesz, poza oficjalnymi relacjami kiedy masz zawsze, ale to zawsze zwracać się do mnie, jak i do każdego innego podoficera i oficera A 2.0, frazą pan oraz szarża, możesz mi mówić per Problem. Chcesz się założyć rekrucie? Odpowiedz oficjalnie. -

- Nie, panie plutonowy. -

- Dobrze, szybko łapiesz. Przedstaw się rekrucie. I dlaczego nie? -

- Rekrut Jacek Kowalski. Moim zdaniem to pan albo ma układy w Jednostce albo i służył w jednym z oddziałów, inaczej by sobie pan tak nie pozwalał. -

Plutonowy Problem spojrzał z wyraźnym uznaniem na blondyna.

- Pan tak nie pozwalał, panie plutonowy. Niemniej takie detale sam szybko wyłapiesz. - Plutonowy przeleciał wzrokiem po wszystkich nowo przyjętych.

- Tutaj, w A 2.0 zasady są dużo luźniejsze niż w innych formacjach i jednostkach

polskiej armii, moim zdaniem, aż za luźne. - Spojrzał na pozostałych podoficerów z którymi przybył. - W innych plutonach świeżaki - westchnął - rekruci mogą sobie być na ty ze starszymi żołnierzami i podoficerami, u mnie koleżeńskie relacje są pochwalane i promowane ale poza godzinami służby. W czasie służby zawsze ale to zawsze, pamiętajcie o właściwych formach. Nie robię tego z zadęcia ale żeby wam pomóc, A 2.0 to może setna część polskiej armii, i dlatego macie znać obyczaje całej armii i się do nich dopasować a nie

oczekiwać, że wszyscy dopasują się do was. -

Uśmiechnął się.

- Przyszliśmy wszyscy przywitać nowych i ostrzec przed włażeniem na teren cieci, za jaki uznają główną stołówkę, jako że już to zrobiliśmy, nie będę was dłużej męczył. Jak ktoś chce służyć w moim plutonie niech to zgłosi pozostałym podoficerom. -

Sprawnie pożegnał się z resztą i wyszedł.

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Nemo1214 4 miesiące temu
    Dobry początek, rysowanie postaci przekonywające i realistyczne. Czekam na ciąg dalszy. Daję 4*. Nie 5 ze względu na usterki stylistyczne i błędy w interpunkcji, czasem dłużyzny tekstu. Chyba niepotrzebne, spowalniające dynamikę sceny. np. "stało dwóch mężczyzn. Obaj nosili kombinezony laboratoryjne, przeznaczone do pracy w sterylnych warunkach, dlatego tylko po wzroście, sylwetkach i głosach był w stanie rozpoznać ich płeć".
    Napisałbym to jakoś tak: "...dwie stojące postacie okryte kombinezonami laboratoryjnymi tak szczelnie, że tylko ledwo słyszalne niskie głosy i muskularne sylwetki mogły zdradzić ich płeć".

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania