Wakacyjne Plażowe Przygody Z Dziwnymi Zjawiskami I Zdarzeniami

Opowiadanie

 

"Wakacyjne Plażowe Przygody Z Dziwnymi Zjawiskami I Zdarzeniami"

 

gatunek: fantastyka/sny/czas wolny/imprezy/podróże/surrealizm

 

Duża, różnorodna klimatycznie i krajobrazowo wyspa, gdzieś na wielkim oceanie. Lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku.

DZIKA PLAŻA I TROPIKALNY LAS U WYBRZEŻY WYSPY WSZYSTKIEGO

 

Ciepły i słoneczny środek dnia. Przez ocean płynął bardzo nietypowy statek, wyglądający jak otoczony ogrodem drewniany dom, zbudowany na dużej tratwie. Był śledzony przez dwie orki, pływające daleko w tle. Pojazd dopłynął do dzikiej plaży u wybrzeży tajemniczej dużej wyspy. Został przywitany przez piękny tropikalny las, pełny figowców, papai, palm, hibiskusów i wielkich drzew liściastych, porośniętych mchem bądź lianami. Ze statku wyszedł mający około trzydzieści dwa lata mężczyzna, który wyglądał jak łowca przygód, albo jak kowboj, a nazw miał kilka: nie tylko Łowca Przygód, ale także Podróżnik, Wędrowiec i Poszukiwacz Skarbów.

 

W międzyczasie, do plaży dopłynęli czterej rozbitkowie. Dwóch na drewnianych beczkach, a dwóch na skrzyniach w kształcie sześcianów. Wyszli na ląd, przeobrazili się w ludzi pierwotnych, uzbrojonych we włócznie i tarcze, a wtedy poszli w głąb dżungli, aby w cudowny sposób, mocami umysłu, zbudować wspaniałe miasto z wieloma obszarami wchodzącymi w skład przepięknego, czarującego skansenu. Nagle na plażę wyskoczyły dwie orki, które zaczęły gonić Podróżnika, czołgając się po piasku tak samo jak foki. Mężczyzna szybko uciekł w głąb lasu, a wówczas walenie wróciły do oceanu.

NIEDUŻE MIASTO W DŻUNGLI

 

Spacerując przez tajemniczy, tropikalny las, Łowca Przygód minął ośmioro barwnie ubranych i pomalowanych dzikich ludzi, śpiewających melodyjne piosenki i beztrosko tańczących wokół ogniska. Wkrótce dotarł do niedużego miasteczka. Było ono bardzo piękne, wesołe, muzykalne i czarujące. Posiadało fontanny, kolorowe budynki otoczone ogrodami oraz roześmianych oraz rozśpiewanych, barwnie ubranych mieszkańców i mieszkanki. Przed domami oraz sklepami siedzieli ludzie, którzy grali relaksujące melodie na różnych, mniej oraz bardziej egzotycznych instrumentach i radośnie śpiewali. Z wyposażonych w okiennice okien oraz obsadzonych niewielkimi roślinami kwitnącymi i pnącymi balkonów rozbrzmiewała piękna oraz wesoła muzyka, puszczana z radiomagnetofonów. Kukurydza zatańczyła z pomidorem, a brzoskwinia z dynią. Cztery karaluchy, ubrane w sombrera, szły wzdłuż barwnej starówki, grając na gitarach i śpiewając. Ludzie tańczyli do wesołej i bezpretensjonalnej muzyki biesiadnej, którą było słychać chyba na wszystkich ulicach miasteczka. Wędrowiec wziął udział we wspaniałej imprezie, po czym zadowolony ruszył w dalszą drogę. Wkrótce natknął się na podobne obszary leśne, tyle że wyraźnie bardziej podmokłe. Tam tańczyły anakondy, a aligatory grały na unikalnych instrumentach wyjątkową i niepowtarzalną muzykę.

BAGNISTA DŻUNGLA

 

Przedzierając się przez tropikalny las, Łowca Przygód natknął się na tajemniczą rzekę, nad którą miejscami unosiły się niewielkie chmurki rzadkiej mgły. Przy jednym z jej brzegów, znalazł dryfujący statek motorowy niedużych rozmiarów. Wskoczył na pokład i odpłynął. Minął cztery jasnozielone brachiozaury, zażywające kąpieli wodnej, a może wodno-błotnej. W toni wodnej pływały ryby, płazy i ichtiozaury. Przez pewien czas, niedaleko brzegu, wzdłuż rzeki, w tempie równym z pojazdem wodnym, jechał beżowy samochód terenowy o wielkich oponach. Siedziały w nim dwa kangury Bennetta. Jeden kierował, a drugi miał banjo i na nim grał. Podróżnik dopłynął do wodospadu. Przeskoczył na ląd. Przeobraził się w pteranodona, po czym sfrunął na lasostep, otaczający jezioro, do którego wpadał wodospad, a następnie z gada latającego przemienił się z powrotem w człowieka.

WODOSPAD

 

Około dwieście metrów od jeziora zatrzymały się dwa kampery, całe wesoło pomalowane w kolorowe kwiaty. Łącznie wyszło z nich dwóch hipisów i dwie hipiski. Grupka przyjezdnych postanowiła zatrzymać się w tej okolicy na kilka dni, tygodni, a może miesięcy. Rozstawili dwa namioty, ułożyli ognisko i urządzili piknik.

 

Tymczasem wokół wodospadu rosły rośliny zielne, również pnące i wiszące, a także kwitnące krzewy oraz drzewa o rozłożystych liściach różnych kształtów. Na niewielkich plażach zbiornika wodnego, przyozdobionych konarami, trzcinami i wodorostami, wypoczywały żaby, ropuchy, żółwie, zaskrońce, ślimaki, jaszczurki, chrząszcze wodne, pluszcze, ważki oraz traszki. W płytkiej wodzie żyły też kijanki, raki, małże i ławice drobnych ryb. Jeśli któremuś zwierzęciu, przebywającemu właśnie na lądzie, zrobiło się zbyt ciepło z powodu dłuższego pobytu na lądzie, to weszło ono do jeziora i wykąpało się w nim dla ochłody, po czym wróciło na piasek, konar albo wielki liść rośliny, bardzo podobnej w wyglądzie do rabarbaru.

 

Wędrowiec posłuchał, jak hipisi i hipiski grają na różnych instrumentach oraz śpiewają. Pośmiał się z opowiadanych przez nich i przez nie kawałów, a także zatańczył z nimi wesoły taniec wokół ogniska, po czym udał się w dalszą podróż, w poszukiwaniu kolejnych przygód.

SAWANNA WOLNOŚCI, LUZU I RELAKSU

 

Poszukiwacz Skarbów zawędrował na sawannę, zaskakująco bardzo różnorodną pod względem krajobrazu. Była ona sama w sobie jednym, wielkim skarbem. Posiadała urocze, kamienno-drewniane miasto o wielu balkonach i tarasach, jezioro z wodospadami, rzeki, stawy, łąki, lasy oraz lasostepy. Człowiek wszedł do saloonu. W wielkich donicach rosły palmy, figowce i cytryny. Od czasu do czasu, po ścianie przebiegł gekon albo karaluch. Mężczyzna najpierw obejrzał pełny wesołej muzyki i tańca pokaz kabaretowy, a potem magiczne, fantazyjne przedstawienie w wykonaniu zespołu iluzjonistów i iluzjonistek. Następnie widzowie, ubrani w stylu epok przedwojennych, wstali z antycznych foteli, otaczających okrągłe, czteroosobowe stoły i niebawem rozpoczęła się wesoła potańcówka, która po kilkudziesięciu minutach przekształciła się w istny bal przebierańców. Można było zobaczyć stroje nawiązujące do starożytnych Rzymian, Greków i Egipcjan, a poza tym także znacznie bardziej fantastyczne: na przykład typowych ufoludków, jak i człekokształtnych dyń, bananów, czy też muchołówek.

 

Po skończonej imprezie, uradowany i uśmiechnięty Podróżnik wyszedł na zewnątrz. Nieopodal niskiej, okrągłej, szarawo-beżowej, kamiennej fontanny spacerowała mewa. Spojrzała w stronę człowieka, a następnie pofrunęła za miasto, gdzie znajdowało się jezioro-oaza o żyznych, intensywnie zielonych brzegach. Do zbiornika wodnego uchodziło kilka niewielkich wodospadów, wypływających z pomiędzy okolicznych wzgórz, jak i ze skalistych gór, uformowanych siłami natury z gigantycznych głazów. Łowca Przygód podszedł do sztucznego zbiornika wodnego, a wtedy wskoczyły do niego dwie żaby i zielona rzekotka. Tymczasem na pobliskich, kwitnących oraz owocujących drzewach, wypoczywały i relaksowały się jaszczurki, które były biegaczkami oraz modelkami, i szarańczaki będące raperami, beatboxerami oraz instrumentalistami.

 

Mężczyzna poszedł wzdłuż jednej z płytkich, przejrzystych rzek. Znajdując się blisko wody, widział raki, rozgwiazdy, ślimaki, małże, kraby, płaszczki, kijanki, traszki i płastugi. Rosnące na klifach drzewa rzucały chłodny, przyjemny cień. Człowiek natknął się na opuszczony, częściowo drewniany a częściowo murowany, dom o trzech kondygnacjach. Wszedł do środka. Wewnątrz zastał pianino, kanapę, fotel, stół, krzesło, obrazy, plakaty i telewizor w kształcie pudełka. Tuż obok obdartego i zaniedbanego budynku, znajdował się ogródek. Między słonecznikami, kaktusami i jukami wisiały pajęczyny. Nad bylinami, niegdyś zdobiącymi a obecnie straszącymi, za ostatnimi minutami szczęścia - i życia w ogóle - uganiały się motyle, ćmy, muchy oraz komary, błądzące jakby we mgle. W cieniu wysokich traw skrywały się szczuroskoczki, grzechotniki, tarantule i skorpiony. Po ulicach spacerowali weseli ludzie, grający na gitarach lub harmonijkach. A Łowca Przygód, zadowolony ze zwiedzania miejscowości posiadającej klimat i charakter, wyszedł z ruiny, po czym ruszył w dalszą drogę. Przemierzył wzgórza, porośnięte lasami i lasostepami, a wtedy dotarł do, jak stwierdził: "ciekawie wyglądającego miejsca, w którym niemal na pewno dzieje się coś wesołego i rozrywkowego".

WIELKIE, PLAŻOWE, TROPIKALNE MIASTO NAD OCEANEM

 

Podróżnik przyszedł do wspaniałego miasta. Minął wesoły znak powitalny. Przeszedł przez gwarne centrum, pełne kilkupiętrowych budynków, spośród których znaczna większość posiadała balkon lub taras, albo dwie z tych rzeczy na raz. Parki miejskie, skrywające liczne fontanny, stawy, ławki, boiska, stoły piknikowe, łuki i kolumny, pachniały kolorowymi kwiatami i owocami, rosnącymi na znacznej większości drzew. Na gałęziach relaksowały się papugi, ibisy, anolisy, gekony, pytony, rzekotki, modliszki, karaluchy i komary. W fontannach kąpały się flamingi, pelikany i bekasy. Przy stołach siedzieli hipisi, rastamani, plażowicze i hip-hopowcy. Niektórzy grali na instrumentach, śpiewali, albo tańczyli na pobliskim placu. Tymczasem, miłośnicy sportu grali w siatkówkę plażową lub koszykówkę. Nad okolicą przefrunęło stado mew.

 

Mężczyzna przyszedł na plażę. W tle, na tafli oceanu, śmigali surferzy, windsurferzy, kitesurferzy, a także pływały jachty motorowe i żaglowe oraz katamarany. Pośród przybrzeżnych trzcin i hibiskusów spacerowały żółwie i iguany. W trawie morskiej, unoszącej się tuż pod powierzchnią niebieskiej, przejrzystej wody, buszowały węgorze, pławikoniki, iglicznie, łodziki, kalmary, krewetki, ryby ustniki i bassy. Niedaleko ludzi, kąpiących się przy brzegu, motyle pływały przy piaszczystym dnie, a ryby fruwały po niebie, praktycznie pod samymi chmurami, unoszącymi się się na bardzo różnych wysokościach. Głębiej, w pobliżu raf koralowych, w toni wodnej pływały samoloty i helikoptery. Po powierzchni pływały samochody, które były także widywane, jak przeskakiwały z drzewa na drzewo. Tymczasem po chmurach skakały różowe oraz zielone słonie, nosorożce i krowy.

 

Łowca Przygód przybrał wygląd piosenkarza disco i funk. Poszedł na pobliski plac, gdzie stała scena, przed którą tańczyło kilkaset ludzi. Właśnie trwał koncert plejady supergwiazd muzyki pop, disco, funk, rap, soul i new wave. Następnie poszedł na parking, w połowie zajęty przez klasyczne samochody, głównie osobowe, z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych oraz osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Wyciągnął z kieszeni auto typu muscle car, model typowy dla późnych lat sześćdziesiątych. Natychmiast po wyjęciu i postawieniu na betonowych kafelkach, po których walały się liście, gałęzie i plastikowe kubki oraz butelki, pojazd urósł z owadzich rozmiarów do normalnej, optymalnej wielkości. Człowiek wsiadł do wozu i odjechał do dzielnicy plażowych domów z ogrodami i basenami, w różnym stopniu porośniętych piękną roślinnością pnącą, bardzo często posiadająca wiszące kwiaty, skutecznie zachęcające wielkie motyle oraz ćmy do fruwania w pobliżu.

DZIELNICA PLAŻOWYCH DOMÓW Z OGRODAMI I BASENAMI, ORAZ POWRÓT NA PLAŻĘ

 

Mężczyzna przyjechał na miejsce. Zostawił samochód na pobliskim parkingu, zacienionym palmami, dębami, figowcami i papają. Wysiadł. Rozejrzał się dookoła. Zauważył pięć pomarańczowych, frunących w oddali nad miastem karoc, a każda z nich była ciągnięta przez cztery zielone pegazy o różowych skrzydłach i wielobarwnych, majestatycznych grzywach, przypominających tęcze. Wszedł do jednego z ogrodów, otoczonych wysokim, srebrnym, drewnianym płotem i zimozielonym żywopłotem. Obok ściany, zarośniętej pnączami o wiszących kwiatach, skrywał się basen, w którym kąpała się zielona żaba z koroną na głowie i złota rybka, której głowę zdobił diadem. Tymczasem na placu otoczonym trawnikiem, krab, żyrafa oraz tygrys ćwiczyły wrzuty piłki do kosza. Wysoko nad posiadłością, pośród tajemniczych chmur, kołyszących się jak liście na wodzie jeziora podczas silnego wiatru, przefrunęła pomarańczowa krowa w granatowe łaty. Stała na wielkim, różowo-niebieskim talerzu latającym z innej planety i surfowała po niebie, pokonując kolejne obłoki, niczym fale.

 

Nagle z basenu, na słoneczny i kwitnący trawnik, wyskoczyły cztery dwunożne, płetwiaste płazy albo gady wodne. Zatańczyły breakdance. W międzyczasie, w ich pobliże przyfrunęły cztery złote jajka o skrzydłach podobnych jak u jaskółek. Wydobywała się z nich muzyka rap, niczym z radiomagnetofonu. Człowiek zajrzał za gęstwinę palm, wyglądających jak trzciny. Ujrzał trzy świecące kule wielkości piłek do siatkówki plażowej, leżące pośród kwiatów ogrodowych. Obiekty uniosły się w powietrzu, okrążyły Wędrowca trzy razy, po czym wzniosły się wysoko w powietrze. Oddaliły się i zniknęły za dzielnicą kamienic z pełnymi roślinności dziedzińcami, widoczną na horyzoncie, nad którym przefrunęły dwa helikoptery, dwa księżyce i jedna planeta z pierścieniami. Następnie, Podróżnik wyszedł na chodnik.

 

Minął oposa, kraba, łuskowca, pancernika i dwie fruwające rozgwiazdy, świecące się jak latarnie uliczne. Po jezdni walały się kolorowe czasopisma, ulotki, papierowe talerzyki oraz plastikowe butelki i kubki, a także liście palm, wyglądające jak wielkie zielone pióra. Łowca Przygód wrócił na plażę, gdzie miał miejsce występ didżeja. Na wywierających ogromne wrażenie falach surfowały foki, a delfiny uprawiały windsurfing. Rekiny szperały po bufecie, czyli rafie koralowej, w poszukiwaniu łakomych kąsków, mianowicie ryb i owoców morza. W międzyczasie, na znajdującym się przy plaży boisku, otoczonym wysokimi trawami i niskimi palmami, odbywała się rekreacyjna gra w koszykówkę.

 

Poszukiwacz Skarbów udał się na promenadę. Szukał imprez. Takich jak przejażdżka na wyspę piratów. Po drodze minął dwie beczki i trzy skrzynie. Przedmioty były drewniane, jasnobrązowe. Na jednej ze skrzyń wylądowały cztery zielone owady: komar, szarańczak, chrząszcz i karaluch. Dostrzegła je niebiesko-fioletowa mewa, lecąca nisko nad powierzchnią wody. Została niespodziewanie zjedzona przez fantazyjnie wielobarwną orkę, która nagle z zaskoczenia oddała skok wzwyż, łapiąc latającego zwierzaka. W pobliżu przepłynęła niewielka ławica mniejszych i większych kalmarów, łodzików oraz amonitów. Po podwodnych skałach, do których były przytwierdzone małże, pełzały zamyślone ślimaki i uśmiechnięte rozgwiazdy.

PROMENADA

 

Podróżnik znalazł się na promenadzie. Podszedł do metalowej barierki-płotu z drewniana jakby poręczą. Podziwiał jachty i promy, pływające w oddali po oceanie. Powietrze pachniało letnim dniem, spędzanym nad morzem. Mewy i rybitwy wisiały w powietrzu, machając skrzydłami. Wielu ludzi jeździło na deskorolkach lub wrotkach. Na miejscowej scenie odbywał się koncert muzyki euro disco i italo disco. Na tle nieba unosiły się i mruczały pelikany, zadowolone z dosłownie odlotowego uczucia wstępowania do innego, lepszego świata. Dały się w rzeczy samej ponieść bardzo pozytywnej wyobraźni, marzeniom i wspomnieniom. Jednego razu, gdzieś w kolonii ludzi, zobaczyły bardzo inspirujący obraz, przedstawiający grupkę tych dwunożnych istot, w pięknych antycznych strojach, odprężającą się nad sielankowo i utopijnie wyglądającym, starożytnym, śródziemnomorskim jeziorem albo morzem. To dzieło sztuki bardzo zachwyciło fruwające stworzenia. Od tamtej pory, tworzyły one od czasu do czasu jakieś opowiadanie albo powieść.

 

Tymczasem mężczyzna zauważył, jak wśród tłumu ludzi ukrywały się różne dziwne postacie i zmutowane stwory z innego wymiaru: dwunożne przerośnięte płazy, człekokształtne ssaki płetwonogie, tajni agenci z obcej cywilizacji, wróżki, czarodzieje oraz humanoidalne hybrydy roślin owadożernych i różnych zwierząt drapieżnych, takich jak zielone koty-muchołówki z pyskami waranów, zębami piranii, oczami kałamarnic, językami kameleonów, ogonami skorpionów i skrzydłami pterozaurów. Łowca Przygód przejechał się na kole widokowym, a potem jednym z samochodzików w kształcie wielkich filiżanek.

PRZYSTAŃ, JACHT, WYSPA, JASKINIA I KOSMICZNA WYPRAWA NA EGZOTYCZNĄ PLANETĘ, FRUWAJĄCĄ PO OBCEJ GALAKTYCE

 

Uśmiechnięty, zadowolony i ubawiony człowiek poszedł na pobliską przystań, gdzie czekał na niego dosyć duży jacht motorowy, gotowy do rejsu na tajemniczą, fantazyjną wyspę przygód oraz skarbów. Wszedł na pokład, gdzie spotkał człekokształtnego homara, a następnie pojazd wodny odpłynął. Podróżnik wyjrzał za burtę, a wtedy zauważył pięć różowych delfinów butlonosów i dwie białe orki. Wszystkie z tych drapieżnych, szlachetnych ssaków morskich miały słomiane kapelusze i okulary przeciwsłoneczne.

 

Statek dopłynął do zastanawiającej, bajecznej wyspy, pełnej różnych zadziwiających niespodzianek. Mężczyzna zeskoczył na plażę, gdzie został przywitany przez siedem mew i cztery pelikany oraz sto kilkadziesiąt krabów, rozgwiazd, małży i ślimaków. Słońce i chmury mieniły się dwudziestoma pięcioma różnymi kolorami. Niebo było barwne jak wiosenna bądź letnia łąka, albo jak tęcza. W cieniu wielkich palm, Poszukiwacz Skarbów tańczył ze szczęścia i śpiewał lub nucił fragmenty niektórych spośród wielu swoich ulubionych piosenek, a cała wyspa tańczyła wraz z nim. Skakała jak piłka do koszykówki, i kołysała się jak hamak.

 

Podróżnik rozejrzał się po skrywającym jeziora, stawy, rzeki i wodospady kawałku dżungli. Na trawniku, otoczonym palmami, bananowcami, figowcami i hibiskusami, dostrzegł jaskinię. Wszedł do środka, a tam znalazł różne skarby, takie jak kufry pełne kolorowych diamentów i złotych monet, a nawet pozaziemski statek kosmiczny. Człowiek zasiadł za sterami i włączył maszynę, a wtedy jaskinia otworzyła się, co wyglądało trochę tak, jakby pękła na dwie części. Pojazd gwiezdny wystartował i poleciał bardzo daleko, na egzotyczną planetę, fruwającą po jednej z nieskończonej ilości obcych galaktyk. Czuł się tak, jakby był w siódmym niebie. Bo rzeczywiście tam się znalazł.

 

Kiedy jest się tak bardzo blisko tych wszystkich galaktyk, to one wydają się nie aż takie obce, lecz dziwnie znajome. Wędrowiec wpadł do pętli czasoprzestrzennej. I na pewien czas utkwił w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Czyli w złotej erze muzyki, filmu, seriali, teledysków, mody i architektury.

 

KONIEC

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Narrator 4 miesiące temu
    Znakomita Lektura W Ciasnym Dusznym Biurze Bez Okien I Klimatyzacji :)
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Cieszę się, że mój utwór-wytwór się podoba. Lubię, za pomocą moich opowiadań, poprawiać ludziom nastrój, wyobraźnię, wywoływać dobre marzenia, przywoływać pozytywne wspomnienia, inspirować. Pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔Nie chciałbym znów powtarzać, że jestem na Tak, w sensie tekstu. Bo to już wiesz!
    Miałbym jedynie sugestię, byś spróbował kiedyś napisać w czasie teraźniejszym.
    ''Ciepły i słoneczny środek dnia. Przez ocean płynie bardzo nietypowy statek. Wygląda...''
    W ten sposób, tekst by nabrał większej mocy, bo to by się działo "teraz"
    czyli jeszcze bardziej wiarygodnie:))↔Pozdrawiam:)↔%
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Moje pierwsze opowiadania, pisałem właśnie w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym. I przypominały one bardziej scenariusze, niż opowiadania. Ostatnio, na dniach, wpadł mi do głowy pomysł, aby dla zabawy i z ciekawości oraz nostalgii, co jakiś czas wrócić pod względem stylu do początków i napisać opowiadanie-scenariusz w starodawnych klimatach ;-). Dziękuję za komentarz i ocenę, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔To jeno sugestia ma była. Pozostań sobą:)
    P.S↔Co sądzisz o zespole↔ ''Flotation Toy Warning''↔w sensie: brzmienia i klimatu?
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Właśnie zacząłem kilka minut temu słuchać i niedługo odpowiem. Zaczyna się bardzo dobrze, bo zauważyłem, że to klimaty bardzo podobne do utworów, które od wiosny albo lata 2015 słucham od czasu do czasu :-)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Np: cd↔"Bluffer's Guide to the Flight Deck''
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Utwory tego zespołu są dostępne na YouTube. Brzmią nostalgicznie, surrealnie, jak z jakichś snów. Można w myślach odpłynąć lub polecieć do krainy wspomnień z rodzinnych i/lub koleżeńskich wycieczek, spotkań, imprez. Innych, starszych, lepszych czasów :-)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔Ja przeważnie na deezer. No właśnie. Mają takie ''dziwne brzmienie" w sensie muzyki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania