Walentynki
To nie jest dzień, który coś zmienia,
to nie lawa pod skorupą serca,
to raczej widowisko zniewolenia
i machiny konsumpcji spadkobierca.
To wymyślony zamiennik miłości,
ubrany w błyskotki, kwiaty, cukierki,
wygląda na wulkan szczerej radości,
w pokazie jednak udział biorą fajerwerki.
To nic nowego w naszych dziejach,
kiedyś wianki, ogniska i piękna tradycja,
wróżby, szukanie paproci w kniejach,
czyż to nie lepsze niż współczesna edycja.
Prawdziwa miłość jest w naturze,
to zbieranie ziół, śpiewy i tańce,
skakanie przez ogniska małe i duże,
to zalotów wymowne szturchańce.
Ona nie wybucha na zawołanie,
nie wymaga splendoru i poklasku,
jej żar tli się nieprzerwanie
i nigdy nie traci blasku.
Nie jest tylko kolejną okazją,
nie odwraca się w żalu plecami,
w ciszy delektuje się przyjaźnią
i chętnie wymienia się snami.
Potrafi rozbawić nastrój ponury,
smutek zamienić w prawdziwą radość,
niechcianych myśli przegonić chmury,
zakochani, już nigdy nie mają dość.
Zatem jaką wartość ta scena ma,
ta barwna manifestacja miłości,
gdy pryśnie czar jednego dnia,
szczęście i tak zostanie w odcieniach szarości.
Komentarze (2)
Poza tym, ile tych szczególnych dni mamy w roku? Jeden dzień więcej /walentynki/, to radość dla człeka, i tyle ¬‿¬
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania