Walentynki
To nie jest dzień, który coś zmienia,
to nie lawa pod skorupą serca,
to raczej widowisko zniewolenia
i machiny konsumpcji spadkobierca.
To wymyślony zamiennik miłości,
ubrany w błyskotki, kwiaty, cukierki,
wygląda na wulkan szczerej radości,
w pokazie dominują jednak fajerwerki.
To nic nowego w naszych dziejach,
kiedyś wianki, ogniska i piękna tradycja,
wróżby i szukanie paproci w kniejach,
to znacznie lepsze niż współczesna edycja.
Prawdziwa miłość jest w naturze,
to zbieranie ziół, śpiewy i tańce,
skakanie przez ogniska małe i duże,
to zalotów wymowne szturchańce.
Ona nie wybucha na zawołanie,
nie wymaga splendoru i poklasku,
jej żar tli się nieprzerwanie
i nigdy nie traci blasku.
Nie jest tylko kolejną okazją,
nie odwraca się w żalu plecami,
w ciszy delektuje się przyjaźnią
i chętnie wymienia się snami.
Potrafi rozbawić nastrój ponury,
smutek zamienić w radość prawdziwą,
niechcianych myśli przegonić chmury
i wskazać zakochanym drogę właściwą.
Zatem jaką wartość ta scena ma,
ta barwna manifestacja miłości,
gdy pryśnie czar jednego dnia,
szczęście i tak zostanie w odcieniach szarości.
Komentarze (3)
Eeeeeee tam, konsumpcja napędza gospodarkę, a silna gospodarka = wysoka stopa życiowa obywatela.
Poza tym, ile tych szczególnych dni mamy w roku? Jeden dzień więcej /walentynki/, to radość dla człeka, i tyle ¬‿¬
Spodobał mi się zarówno co do treści jak i formy. Bardziej naturalnym świętem jest Dzień Kobiet .
Tak, fajnie mieć jakiś szczególny dzień i radość z uczuć... mamy piękne święto noc Kupały i dodatkowo o fajnej porze roku :-) Walentynki czysta komercja i mam wrażenie, że coraz bardziej nachalna, agresywna i powierzchowna .. z drugie strony jak komuś to odpowiada :-) Miłego wieczoru
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania