Walka o Przetrwanie w Mętnym Stawie
gatunek: sny, dzika przyroda
WALKA O PRZETRWANIE W MĘTNYM STAWIE
Staw na rozległej łące, otoczonej lasami liściastymi i mieszanymi. Gorące i słoneczne lato, środek dnia. Wczesne lata dwutysięczne.
Na jednym z rozległych liści, pośród trzcin, siedzą trzy zielone żaby. Jedna duża, druga średnich rozmiarów, a trzecia mała. Nagle dwie największe z nich szybko wskakują do wody. Zaraz za nimi trzecia. Najpierw skacze przez kilka sekund po powierzchni wody, próbując zanurkować pośród gęstej spiruliny i rzęsy, aż w końcu udaje jej przedrzeć się przez roślinność nadwodną oraz bagienną. Najwidoczniej coś je przestraszyło. Na dnie zbiornika ukrywa się też kilka dużych brązowych kijanek wielkości dorosłej żaby, a nad nimi pływa tajemniczy duży i podłużny cień.
Tymczasem gdzieś w toni wodnej powoli pływa niewielka rybka długości kilku centymetrów, cała w pionowe czarne i białe paski, mająca kształt wydłużonego, spłaszczonego trójkąta. Prosto na wolny od podwodnych zarośli fragment powierzchni wskoczył przed chwilą przez pomyłkę nieduży pomarańczowo-szary owad, szarańczak. Mała ryba szybko do niego podpłynęła, złapała swoim pyszczkiem i zjadła.
Po chwili, spośród gęstej roślinności wyrastającej obficie z dna stawu, powoli wypłynął szarozielony sum długi na mniej więcej jeden metr, po czym szybko oraz niepostrzeżenie podpłynął, złapał rybkę i zjadł ją. Następnie podpłynął do brzegu zbiornika w poszukiwaniu żab, kijanek, czy też ślimaków wodnych.
Wtedy coś od góry go złapało długą paszczą pełną ostrych zębów i wyciągnęło na małą błotnistą plażę, między przybrzeżne szuwary trzcinowe. okazało się, że to błotnistozielony krokodyl albo aligator, długi na około dwa i pół metra. Zaczął jeść pechowego suma. Jego mięso było tłuste i smaczne.
Gdy drapieżnik był już w połowie spożywania swojego świeżego rybnego obiadu, coś przy brzegu stawu poruszało się i hałasowało. To zielone żaby, które kłóciły się między sobą o przestrzeń życiową. Rozkojarzony gad ruszył za nimi w pościg i po chwili wszystkie żyjące zwierzęta zniknęły gdzieś pośród wysokich traw. Żadnego z nich nie można już było ani dostrzec, ani usłyszeć.
Niedokończone szczątki ryby zostały zauważone, podniesione i zabrane przez właśnie przelatującego nad stawem biało-brązowo-szarego pelikana o dużych skrzydłach, długim czerwono-żółtym dziobie i fioletowych błoniastych nogach, nad pobliską słonawą zatokę przymorską, w której zapewne żyły małże, krewetki, kraby i ryby zwane igliczniami.
Koniec.
Komentarze (5)
Za dużo powtórzeń słowa pływać. Opisy całkiem dobre, ale nie jestem Cejrowskim.
,,Nagle dwie największe'' - dwie większe, bo największa była tylko jedna
,,po powierzchni wody,'' - bez wody, bo woda była zdanie wcześniej
,,aż w końcu udaje jej przedrzeć się przez roślinność nadwodną oraz bagienną.'' - udaje się jej - taka kolejność
,, duży i podłużny cień.'' - słowo duży już masz w tym zdaniu. Może zastąp: pokaźny
,,okazało się,'' - Okazało się,
Taki łańcuszek pokarmowy nam tutaj opisałeś. Całkiem zgrabni. Widać, że interesujesz się przyrodą. 4 :)
*zgrabnie
Czuć tu nutkę surrealizmu. Tekst kojarzy mi się z obrazami Petera Bruegla. Fajne to, rybiaste i edukacyjne zarazem.
Dzięki za oceny i komentarze. Okazuje się, że moja droga do pisania opowiadań idealnych stylistycznie nie jest łatwa i przyjemna. No cóż. Nie ma ludzi doskonałych, a już na pewno ja jednym z takich nie jestem. jednak przez całe moje życie miewam sny i wyobrażenia o wspaniałych mistrzach i mistrzyniach oraz ich dokonaniach, zarówno dawnych, jak i obecnych, a także o tym, co być może jest chociaż częściowo podobne do przyszłości. Czasami próbuję chociaż szczyptę tego wspaniałego uczucia, wrażenia, uchwycić i uwiecznić w niektórych z moich opowiadań.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania