WARSZAWA
Stałe usprawiedliwianie się nadmiarem pracy spowodowało, że dłuższy czas nie byłem w domu. Dopiero śmierć babci wytrąciła mi wszystkie argumenty jakimi się usprawiedliwiałem odkładając przyjazd. Mijając rogatki miasta i widząc jak bardzo się zmieniło od czasu kiedy ostatni raz byłem w nim, zacząłem się zastanawiać, co mnie właściwie wygnało z niego. Najważniejszym motorem zmian była pogoń za lepszym i większym chlebem. Wtedy myślałem tylko o swojej przyszłości, karierze, możliwości awansu i życiu w dobrobycie. Natomiast za swoimi plecami pozostawiłem kochającą rodzinę, przyjaciół, znajomych i własną miłość. Przez pewien czas nawet myślałem, że w nowym miejscu odzyskałem to, co porzuciłem dobrowolnie. Wyjątkowo szybko okazało się jak bardzo jestem w błędzie, bo czy pośród ludzi, którzy odcięli się wcześniej od wszystkich ich kochających znajdzie się choć jeden lepszy od pozostałych. Jakże gorzka okazała się lekcja rozczarowania i świadomość pozostania prawdziwie samotnym pośród tłumu otaczających ludzi.
Przywitanie w domu rodzinnym było inne niż się spodziewałem, bardziej na pokaz jak serdeczne. Czas rozłąki wyżłobił bruzdę miedzy nami i tylko wspólnie spędzone chwile były w stanie ją wygładzić. Zdążyliśmy zapomnieć już o własnych upodobaniach, a nowych pasji zupełnie nie znaliśmy i dopiero stypa stała się miejscem ponownie łączącym. Tylko od nas zależało czy się rozejdziemy jak wcześniej i spotkamy dopiero na kolejnym takim przyjęciu.
Zaraz po posiłku nadeszła pora na omówienie spraw spadkowych. Szału finansowego po babci z jej skromną emeryturą nie było, lecz zostały rodzinne pamiątki. Kuzyni i dalsza rodzina straciła zainteresowanie dorobkiem rodzinnym pozostawionym jedynie w starych szpargałach, jak upewnili się, że nie zostało już nic więcej.
- Przemek – powiedziała płaczliwym głosem mama – uprzątnij po tej dziczy pokój babci, bo ja jak go zobaczyłam, to stwierdziłam, że nie dam rady.
Babciny pokoik faktycznie wyglądał jak po wojnie, szuflady przeszukane, a ich zawartość w większości znalazła się na podłodze. Widok był niesamowity, jaki odmienny od tego, który zapamiętałem. Babcia ceniąca sobie porządek z pewnością na takie potraktowanie pamiątek rodzinnych by nie pozwoliła. Tylko jej już nie ma i wszystko, co było dla niej cenne zostało w tym pokoju.
Albumy rodzinne zawierały fotografie nieznanych mi osób. Kiedy miałem szanse dowiedzieć się kim byli nie skorzystałem z niej. Teraz ta wiedza umknęła mi bezpowrotnie, a odzyskać ją będzie szalenie trudno. Luźne fotografie na powrót znalazły się w opisanych kartonikach, lecz nie byłem w stanie umieścić ich na powrót w tych samych, skoro nie wiedziałem z jakich zostały wyjęte.
Układając i segregując w końcu dotarłem do babcinego sekretarzyka. Były na nim papiery, które najbardziej zainteresowały „kochającą i bezinteresowną rodzinkę” Być może pośród tych papierów były wcześniej jakieś świadectwa udziałowe, weksle, akty notarialne albo informacje o zaoszczędzonych pieniądzach. Niestety po przejściu szarańczy nic takiego nie było, a mama nie była w stanie sama powstrzymać ich pazerności. Dlatego zdziwiłem się gdy odkryłem w stosie i zobaczyłem pierwszy dokument przypominający weksel z określoną sumą. Na samej górze był napis „Cały naród odbudowuje swoją stolicę” pod nim Rzeczpospolita Polska, niżej orzełek bez korony, a pod jego nogami „Premiowa pożyczka odbudowy kraju 1946r”, u dołu „500 zł”, „część obligacji”. Były i inne podobne dokumenty na sumę dwóch tysięcy złoty z adnotacją „obligacja”. Zaskoczony byłem, że rodzinka nie przywłaszczyła sobie tych papierów i zostawiła je nam. Nawet tych, w których „Komitet Obywatelski Premiowej Pożyczki Odbudowy Kraju” stwierdza dokumentem numerowanym, że obywatel, czyli mój pradziadek, spełnił obywatelski obowiązek subskrypcji i otrzymał ten dyplom i odznakę państwową. Prababcia podobnie okazała się osobą wyróżnioną dyplomem i odznaką. Pośród innych dokumentów były bony kształtem przypominające banknot o nominale sto złotych z napisem „ Budujemy wspólny dom”, podpisano Komitet Budowy Centralnego Domu Zjednoczonej Partii Robotniczej”.
- Mamo pradziadkowie byli komunistami? – z takim pytaniem i bonem w dłoni podszedłem do matki.
- Nie – odpowiedziała.
- Wobec tego dlaczego dawali pieniądze na budowę domu partii?
- Gdyby tego nie zrobili z ich burżuazyjną przeszłością, natychmiast okrzyknięto by ich wrogami kraju i posypałyby się represje. W takim przypadku groziła im nawet wywózka na Syberię.
- Przecież było już po wojnie? – zapytałem myśląc, że matka w żałobie coś przekręciła.
- Nieprzychylnych nowej władzy Polaków – mężczyzn, nawet kobiety w ciąży i małe dzieci wywożono na Syberię do pięćdziesiątego drugiego roku o ile się nie mylę.
Człowiek uczy się w szkole historii, czyta książki, ogląda telewizję, słucha radia, a jak się okazuje to główno wie o czasach w jakich żyli jego niedawni przodkowie. Powodowany ciekawością zacząłem przeglądać Internet w poszukiwaniu prawdziwej, nie wypaczonej przez polityków wiedzy. Społeczny Fundusz Odbudowy Stolicy został powołany w trakcie obrad pierwszego krajowego zjazdu delegatów SFOS-u w dniu siedemnastego czerwca tysiąc dziewięćset czterdziestego ósmego roku. Fundusz był ogólnokrajowy, pieniądze były pozyskiwane z opodatkowania wszystkich pracujących. Podatek wynosił pół procenta bieżących zarobków. Dodatkowo opodatkowano niektóre produkty np. wódkę, pobierano dochody z imprez kulturalno-artystycznych i dobrowolnych zbiórek ludności (wszyscy, którzy nie mieli ochoty się dołożyć, byli do tego zmuszani na różne sposoby choćby wyrokiem sądu). Dzięki Funduszowi Warszawa wzbogaciła się o dziesiątki nowych obiektów użyteczności publicznej. Około połowa ogólnokrajowych środków finansowych i materiałowych jakimi dysponowała Polska Rzeczpospolita Ludowa, przez kilka powojennych lat była przeznaczona na odbudowę stolicy. Było to możliwe dzięki scentralizowaniu władzy w Polsce. W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym szóstym roku Społeczny Fundusz Odbudowy Kraju i Stolicy, przekształcono w Społeczny Fundusz Budowy Szkół i Internatów.
Nasza stolica od początku drugiej wojny światowej była niszczona. Tylko we wrześniu trzydziestego dziewiątego roku w gruzy zmieniono dziesięć procent miasta. Następne zniszczenia nastąpiły podczas powstanie w getcie i po jego likwidacji oraz w trakcie powstania warszawskiego. Kiedy powstanie upadło Niemcy przystąpili do planowego na wielką skale burzenia miasta. Warszawa została wyzwolona w styczniu tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego roku przez wojska radzieckie i żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Niemal natychmiast przystąpiono do szacowania strat. Ogrom zniszczeń przytłaczał. Warszawę podczas drugiej wojny światowej prawie całkowicie zniszczono. Najcenniejsze rzeczy wywieziono w głąb Niemiec w dwudziestu sześciu tysiącach trzystu dziewiętnastu wagonach, nie licząc samochodów ciężarowych i bagaży żołnierzy okupantów. Podczas bombardowań, wysadzeń, wyburzeń i podpaleń, zniszczeniu uległo sto procent mostów, dziewięćdziesiąt procent szpitali, szkół, fabryk, węzłów kolejowych, latarń, osiemdziesiąt pięć procent budynków mieszkalnych i trzydzieści procent urządzeń podziemnych. Bezmyślnie zabito, lub zjedzono zwierzęta w ogrodzie zoologicznym. Najwięcej wysiłku okupant włożył w wysadzanie bezcennych zabytków: kościołów, pałaców i pomników. Zniszczeniu uległy archiwa i biblioteki. Wszystko w myśl hasła „naród żyje tak długo, jak długo żyją jego dzieła kultury”. W zamian pozostawiono nam dwadzieścia milionów metrów sześciennych gruzu oraz przeogromne ilości min i niewybuchów.
Decyzja władz komunistycznych o odbudowie zabytków, odtworzeniu Starego Miasta, Nowego Miasta, czy zabudowy Krakowskiego Przedmieścia i Nowego Światu, była złamaniem obowiązujących doktryn konserwatorskich i pionierska w skali świata. Dzięki poświęceniu całego narodu polskiego w okresie powojennym, który na odbudowę swojej stolicy wydał około czterdziestu pięciu miliardów dolarów amerykańskich, w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym roku zrekonstruowane Stare Miasto w Warszawie wpisano na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, jako unikatowe dzieło konserwatorskie i architektoniczne.
Podczas bitwy o Anglię w drugiej wojnie światowej Churchill wypowiedział o Polakach zdanie „Nigdy w historii ludzkich konfliktów tak wielu nie zawdzięcza tak dużo tak nielicznym”. Dziś oglądając i słuchając posiedzeń Komisji o reprywatyzacji kamienic w Warszawie należałoby wypowiedzieć inne zdanie „Nigdy w całej historii Polski tak niewielu nie ukradło tak dużo tak licznym”. Gdyby komuniści nie zmusili wyniszczonego przez wojnę narodu do gigantycznego wysiłku i pozostawili Warszawę jako pomnik w gruzach, dziś mielibyśmy stolicę w Łodzi, gdzie przemysł włókienniczy dalej by istniał, a my NARÓD mielibyśmy park narodowy w miejscu Warszawy, w którym nikt by drzew nie wycinał, jak w Puszczy Białowieskiej.
Komentarze (3)
Bardzo ciekawy tekst. Poruszasz ważną kwestię rodzinnych spotkań takich jaki jest pogrzeb bliskiej osoby. Jak hieny splądrowali pokój babci. Bohater jednak odnalazł historyczne pamiątki, jakich wiele posiadamy w swoich domach. Ukazałeś krótki zarys historii powojennej i odbudowę Warszawy. Wszyscy byliśmy udziałowcem w tej odbudowie.
Pozdrawiam serdecznie.
Historia - to najbardziej zakłamana kurwa... oczywiście z wyłączeniem religii... jakby co :)
Gdzie znalazłaby swojego księcia, który by ją ocalił i wypromował?
Czy Polska dałaby radę być samorządna?
Między młotem a kowadłem.
Czy naprawdę byliśmy zjednoczonym krajem, gotowym do wyrzeczeń dla dobra ogółu?
Tylko twardą ręka nieprzyjaciela mogła wydobyć z nas pozytywne cechy.
Czy bylibyśmy teraz kim jesteśmy bez przeszłości, jaka nas spotkała?
To właśnie komuna wyjarmiła wielu już nieżyjących artystówiej
Bez niej nie byliby kim BYLI.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania