Warta.
Wyszedłem przez dom, żeby liście
mogły wejść do środka, rozszeleścić się
na zapas i umrzeć gdzieś pod regałem.
Tymczasem wieloryb.
Nawet nie, że wypłynął zza winkla
- dryfuje w powietrzu, jak dmuchawiec -
połyka chmury, które stają się archipelagiem,
zaraz przed pożarciem.
Tymczasem ja.
Otwieram usta, żeby wyrazić zdziwienie.
Nawet nie, że krzyk, że strach
- nie ćpam już żadnych kogo/czego -
więc zostają mi miesiące, lata, eony,
zamieniam się w posąg.
Tymczasem liście.
Są nadal zielone, niegotowe są jeszcze,
a tutaj wieloryb, mężczyzna i dom w powijakach,
opuszczony, żeby zrobić im miejsce.
Komentarze (8)
"Bo pan jestem proszę pana na zakręcie" 5*
https://www.youtube.com/watch?v=30o9VoIdD44&ab_channel=GuruMorfi
Znam. Lubię. Dzięki.
Bardzo mi się podoba. Nawet w momencie, w którym się zastanawiam: "błąd to czy nie" (wyszedłem PRZEZ dom).
Nie, to nie jest błąd. To tornado
Szalej. Trochę inną interpretacje nadałem - bardziej człowieczą ale też wymagającą ekspresywności i dlatego mi nie przeszkadzało (acz zastanawiało). Po Twojej odpowiedzi, wiersz stał się bardzo klarowny i już nie tylko się mi podoba. Znakomity.
piliery cieszę się pięknie, w takim razie i dziękuję za obie interpretacje - jakiekolwiek one są ☺️
To jest piękne. Mogę chyba myśleć co chcę. A zniewala mnie zakończenie
A to ja zabraniam myślenia? Dziękuję
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania