Wąs

Basia i Andrzej byli to dziewczyna i chłopak. Mieszkali sobie w miejscowości Płaziegady. Płaziegady to wieś, a pobliskie miasteczko to Ptak. Grasował tam taki Cygan. Cygan Franz często przeszkadzał wszystkim we wszystkim. Ten złośliwy typ nosił w sobie diabła chyba. Tak przynajmniej twierdziła babcia Stasia. Świętej pamięci babcia. Ale do rzeczy.

Pewnego letniego dnia wybrali się razem do Lublina. Wysiedli z auta na jakiejś stacji benzynowej. Gdy Andrzej poszedł zapłacić za paliwo, powiedział do sprzedawcy:

- Ładny wąsik.

- A dziękuję - odpowiedział sprzedawca rumieniąc się lekko. Baśka zauważyła to. Rzekła, już w samochodzie:

- Dlaczego to zrobiłeś?

- Co?

- Dlaczego pochwaliłeś wąsa tamtego mężczyzny?

- Bo był to wąs gęsty i zakręcał... lekko.

- Aha.

Do Lublina dotarli o godzinie dziesiątej zero trzy. Zaparkowali w Galerii Zamkowej na poziomie minus dwa. Andrzej zapalił papierosa. Szli w kierunku centrum a pot spływał. Było bardzo gorąco. Trzydzieści w cieniu. Basia miała piękną kieckę, ale zdecydowanie za krótką, jak twierdził Andrzej. Andrzej widział te spojrzenia innych Andrzejów, spojrzenia wyłupiaste, wkurzające. Klął cichutko pod nosem. Bluzgał tak dziesięć razy, aż doszli do pewnej kawiarenki. Zamówili kawy latte. Pili w ciszy. Andrzej jako pierwszy ją przerwał:

- Dlaczego jesteś taka?

- Jaka?

- Nie pływasz w sosie.

- Nie pływam w sosie boś mnie zdenerwował.

- Tym wąsem?

- Tym wąsem?

- Możesz przez chwilę być poważna?

- Jestem śmiertelnie poważna, Andrzej. - Andrzej wyjął ustami papierosa i zapalił. Nie widać go przez obłok chmur - pomyślała ona. Po trzydziestu minutach wstali, i pokonując przeładowane ludźmi uliczki, zmierzali do Bramy Krakowskiej. Nagle mignęła Andrzejowi znajoma twarz. To Franz Cygan, który akurat wyjmował portfel z torebki jednej starszej pani.

Po paru minutach:

- Andrzej, Andrzej, zostaw go! - Basia bez skutku próbowała rozdzielić dwóch samców walczących na śmierć i życie. Tłum gapiów niczym publiczność żądna krwi. Zaraz przyjechała zaprowadzająca ład policja. Nastąpiły wyjaśnienia, że torebka, że złodziej, że reakcja. Franz posłał Andrzejowi pełne nienawiści spojrzenie, kiedy policjanci zabierali go ze sobą. Adrenalina zeszła. Po wszystkim, nieco przejęci zaistniałą sytuacją, weszli do ogródka knajpianego, i zamówili dwa piwa. Baśka zabrała głos:

- Okej, wybaczam ci tego wąsa. Wiesz, trochę mi zaimponowałeś tym złapaniem go za rękę.

- Musiałem. To Franz, dobrze nam przecież znany.

- A gdyby to nie był Franz, też byś zareagował?

- No...

- Aha, czyli nie. Już mi chyba nie imponujesz.

- Aha.

Browar wypełnił ich żołądki. Nieoczekiwanie Baśka wsunęła Andrzejowi dłoń do dłoni. Właśnie opuszczali stare miasto. Milczeli, ale milczenie nie było taktyczne.

Tymczasem z Lubartowskiej wypłynął wąsacz. Piękny i cudowny wąsacz. Pachniał sianem i dymem. Sunął jak posąg, surowy, dumny, heteroseksualny. Szedł. Sandały skrzypiały delikatnie, białe skarpety odbijały światło słońca, a skąpe krótkie spodenki nasuwały skojarzenia, jednak nie tym razem moi mili. Szedł dziarsko i mocno. Andrzej zauważył go, i aż stanął. Baśka luknęła na Andrzeja, potem na wąsacza i połączyła fakty. Podparła się pod boki. Fuck, wąs, znowu ten pieprzony wąs!

Po godzinie, w wozie:

- Andrzej powiedz, czy ty jesteś gejem?

- Nie krzycz kobieto, dobrze?

- Będę krzyczeć! Jesteś czy nie jesteś?!

- Dupa!

- Nie! Odpowiadaj!

- Chcesz znać prawdę? Chcesz?

- Aleś ty bystry, Jezu Świnty. Gadaj!

- Chorobliwie podniecają mnie wąsy!

- Nie!

- Tak!

Po paru minutach:

- Jedź do domu sam. Ja wrócę pekaesem. Jeśli w ogólę.

Trzask drzwi otrzeźwił Andrzeja. Pobiegł za nią by naprawiać swe błędy. Sprzeczka trwała jeszcze godzinę czasu. Andrzej obiecał, że pójdzie na terapię i tym kupił spokój Baśki.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Bajkopisarz rok temu
    Może i są jakieś błędy, ale nie zwróciłem uwagi, bo się skupiłem na treści. Pierwszorzędna humoreska, rozbawiło mnie to bardzo w ten niedzielny poranek (no dobra, przedpołudnie). Lekkie i trafiające w mój typu humoru.
  • jagodolas rok temu
    Dziękuję, miło że rozbawiło :)
  • AlaOlaUla rok temu
    Przeczytałam wcześniej.
    Jest powód do uśmiechu :)

    Piękne!
  • jagodolas rok temu
    Cieszę się że przypadło. Dziękuję pięknie :)
  • Kocwiaczek rok temu
    Mówi się, że każdy ma jakiś fetysz... :) zabawne opowiadanie na niedzielę ;D
  • jagodolas rok temu
    Dziękuję :)
  • kigja rok temu
    hi hi hi
  • jagodolas rok temu
    :)
  • betti rok temu
    Pierwsze zdanie jest najważniejsze, a u Ciebie dramat.
  • jagodolas rok temu
    :(
  • AlaOlaUla rok temu
    Pierwsze zdanie robi robotę.
    A
    Kolejne podwójną.

    Wogle, to Twoje opowiadanie zbiegło się z moim czytaniem o wąsach.
    W zasadzie o jednym wąsaczu, Farrokh'u Bulsara.

    Dowiedziałam się, że w latach 80-tych wąs był wizytówką geya.
    Teraz jest chyba zwykłym żartem.
    ?
  • jagodolas rok temu
    Aż z ciekawości luknąłem kto to ten Bulsar a tu wyskoczyło że to Fredi. No coż niektórym pasują, a niektórym nie bardzo.
  • Tjeri rok temu
    "Basia i Andrzej byli to dziewczyna i chłopak. Mieszkali sobie w miejscowości Płaziegady. Płaziegady to wieś, a pobliskie miasteczko to Ptak. Grasował tam taki Cygan. Cygan Franz często przeszkadzał wszystkim we wszystkim. Ten złośliwy typ nosił w sobie diabła chyba. Tak przynajmniej twierdziła babcia Stasia. Świętej pamięci babcia. Ale do rzeczy."
    Wstęp rozwala :))) Później ten styl się miejscami gubi, co nie znaczy, że jest gorzej.
    Uśmiałam się. Jest tu wiele perełek, jak choćby to:
    "Tymczasem z Lubartowskiej wypłynął wąsacz. Piękny i cudowny wąsacz. Pachniał sianem i dymem. Sunął jak posąg, surowy, dumny, heteroseksualny. Szedł."
    W sumie, to pół tekstu musiałabym zacytować. Pikne. :)
  • jagodolas rok temu
    Tjeri podziękował piknie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania