wazon

Bohaterem tej historii jest Mikesz Szipudojuch. Widzę go jak idzie brzegiem morza po twardym piasku a fale obmywają mu bose stopy. To jego pierwszy dzień na wolności. Właśnie skończył odsiadywać wyrok piętnastu lat więzienia. Siedział za gwałt.

Więzienie dla gwałciciela jest podwójnie nieznośne. Nie może on uprawiać działalności, którą tak bardzo lubi, czyli gwałcić. Na Mikesza inni więźniowie mówili "Smoku", bo bez przerwy palił papierosy. Jednego za drugim. Koił nikotyną nerwy, które napięte miał jak postronki, tak bardzo chciało mu się gwałcić.

W końcu rzucił palenie, ale ksywa została. Rzucił palenie i zaczął odwiedzać więzienną siłownię. Chciał się zmęczyć, wypalić w forsownym uprawianiu sportu chuć, którą czuł przez cały czas, ciągłe dokuczliwie swędzenie w lędźwiach. Ale zrobiło się jeszcze gorzej. Od uprawiania sportu i niepalenia, jego stan zdrowia znacznie się polepszył, a przez to, jeszcze bardziej chciało mu się popełniać niecne czyny. Istna kwadratura koła.

Ale to już historia. Mikesz Szipudojuch idzie brzegiem morza, a plaża robi się coraz bardziej pusta. Fale z cichym pluskiem obmywają mu nogi. Gdzieś daleko i wysoko samolot odrzutowy rozcina białym ostrzem planszę nieba.

Idzie tak sobie i idzie plażą, wokół nie ma już żywego ducha. I wtedy zauważa leżącą tuż przy brzegu, prawie dotykaną przez języki fal kobietę z piasku. Kobieta jest pięknie wyrzeźbiona. Ma cudowną piaskową buzię i cudowne piaskowe włosy. Półkule piersi utoczone z mokrego piasku unoszą się dumnie nad ciemnobrązowym torsem. Kusząco rozkłada długie nogi. Piaskowa kobieta leży naga w pozie zachęcającej do natychmiastowego położenia się na niej. Mikesz Szipudojuch czuje narastające pożądanie, rozpina pasek, rozpina rozporek, spodnie i gacie zsuwają mu się do kolan, wierzga nogami, i opadają do kostek, a Mikesz rzuca się na piaskową kobietę i miota się na niej, dźgając rozpalonym, wyposzczonym latami więziennej abstynencji członkiem. Kobieta rozpada się w proch, a Mikesz coraz gwałtowniej pracuje lędźwiami, jego wypięty goły tyłek coraz szybciej podryguje na rozkopanym pagórku, w który zamieniła się piaskowa kobieta. Smoku atakuje! - Myśli w nim jakaś ostatnia nie porażona prądem palącej żądzy cząstka mózgu.

Nagle rozlega się okropny wrzask Mikesza, a jego twarz wykrzywia straszny grymas. Ale nie! Nie jest to krzyk orgazmu. A grymas nie jest grymasem rozkoszy. Twarz mężczyzny wykrzywia się pod wpływem bezbrzeżnego cierpienia, straszliwego bólu, który poczuł w członku.

Nasz Mikesz podczas szaleńczego gwałtu na piaskowej kobiecie, nadział sobie fiuta na odłamek szkła, który tkwił w piaskowym ciele kochanki.

Nie wiadomo, czy ktoś specjalnie zostawił tam odłamek szkła, aby ukarać gwałciciela, czy może stało się to zupełnym przypadkiem. Powiedzmy jacyś menele stłukli tu butelkę po piwie. Tak czy siak - gwałciciel został ukarany, a historia zrobiła się taka "z morałem".

Nie warto być złym! - krzyczy historia. Zła karma wraca. Zło wraca do tego, kto je czyni!

Nasz nieszczęsny gwałciciel zgłasza się na SOR. Po czterech godzinach mocno już wykrwawiony doczekuje się chirurga, który bez zbędnych pytań, każe mu się kłaść na stół zabiegowy i zszywa mu poharatanego chuja.

- Wazon? - pyta chirurg Mikesza po skończonym zabiegu.

- Co, wazon? - Mikesz nie rozumie pytania.

- Wsadził sobie go pan do wazonu i nie mógł wyjąć.

- Ja?

- Roztłukł pan wazon i wtedy skaleczył sobie fiuta.

- Co pan bredzi? Jaki wazon?

- Wszyscy tak mówią. Że nie wazon - chirurg śmieje się. - Wstydzą się, że wtykali w wazon.

- Do żadnego wazonu nie wsadzałem.

- A co pan robił?

- Byłem na plaży i...

- I co?

- Nic... nieważne. Niech panu będzie, że wazon.

- No widzi pan! - chirurg znowu się uśmiecha. - Nie ma się czego wstydzić. Teraz niech pan zostawi fujarkę w spokoju, da jej odpocząć. Musi pan powstrzymać się od stosunków seksualnych przynajmniej na trzy tygodnie, dopóki rana się nie zagoi.

- Na trzy tygodnie? - Mikesz robi oczy okrągłe jak spodki. - Tak długo?

- To konieczne.

- A mógłbym w takim razie sam...

- Co sam?

- Sam sobie...

- Nic pan sobie nie może sam! Może go pan używać tylko do sikania!

 

Zdołowany tragiczną diagnozą lekarza Mikesz wlecze się powoli przez oświetlony zimnym światłem jarzeniówek szpitalny korytarz.

A chuj piecze go jak sto chujów.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • Tjeri rok temu
    Rozbroił mnie ten tekst. Piękny od początku do końca ?.
  • skandal rok temu
    dzięki za przybycie i słowa otuchy :)
  • kigja rok temu
    Ilekroć spojrzę na wazon, tylekroć obaczę wacka xd?
    Fajne opko na leniwe popołudnie :)
  • skandal rok temu
    dzięki za wizytę i słowa otuchy :)
  • kigja rok temu
    Zygmunt III Wazon
    stłukł?
  • Wertyt rok temu
    Nic tu po moim gadaniu. Wystarczy, że się śmieję. ?
  • skandal rok temu
    dzięki za odwiedziny. chyba się podobało skoro jest uśmiech :)
  • Ha, ha! Świetne!

    W sumie dziś zamiast wazonu bardziej pasowałby... dzban!
  • skandal rok temu
    ale dzban ze mnie, że nie wpadłem na to... dzięki za przybycie i słowa otuchy :)
  • JamCi rok temu
    Błahahhahahah uśmiałam się jak dzika :-)
    Doooobre.
  • skandal rok temu
    dzięki za odwiedziny i słowa otuchy :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania