Wszelki duch! Jesień zawitała!
No ale dobrze, dobrze, do rzeczy.
Tekst dobry, choć nie powala. Główną siłę tworzy osobowość bohaterki. I to Ci się udało.
A cały tekst to niemal klasyczna obyczajówka z nutą psychologiczną, choć ta jest za mało "obrysowana", aby pełnoprawnie nazwać ją psychologiczną.
Można dwojako rozumieć to drapanie. Pierwsze, co mi się kojarzy, to rozdrapywanie, czyli trauma z przeszłości. Ale skoro tak ładnie wykiwała wszystkich, tapetując się, coś mi mówi, że to zachowanie rozpieszczonej gówniary, na co też wskazywałoby zniesmaczenie brakiem roweru. Tak, reasumując, czuję, że to rozpieszczony bachor. Tyle tylko, że nie robi czegoś karygodnego. Bo w końcu uszkadza siebie samą, przy okazji działając na empatię męża. A może to było celem? Tu się pojawia pytanie, jak ocenić taką sytuację, nie znając pierwotnego zamiaru, a jedynie efekty i przesłanki. I co byłoby gorsze: sromotna awantura zakończona rzucaniem talerzami, czy uszkadzanie siebie samego? Zdecydowanie to pierwsze, moim zdaniem. Druga sprawa, ja wiem, skąd biorą się zachowania, że uszkadzając siebie, chce się wpłynąć na innych. To jest wymuszone, a nie wybór. I na tym zakończę dywagacje.
Aha, brakuje zaskoczenia, jeśli by się czepiać. Można było bardziej opisać marzenia i fantazje na temat roweru, a potem jego brak i byłoby zaskoczenie. Można też było opisać, jak bohaterka zastanawia się, czy nie utopić tej sierściastej zarazy, a potem by go przytuliła. To takie moje 3 grosze.
Kogo innego nie czepiałbym się o takie szczegóły, ale Ty pisać potrafisz, więc wymagania rosną ;)
Teraz, kiedy pokój jest już posprzątany, a zmywarka mruczy, robiąc swoje, trzeba powoli zaczynać gotowanie obiadu dla rodziców.
Wybacz, ale piszesz to jako narrację pierwszoosobową, a w takiej trzeba stylizować tekst na mowę potoczną, a tu ten imiesłów przysłówkowy w środku nijak nie robi mowy potocznej. I więcej takich przykładów.
Śmiali się ze sposobu, w jaki się porusza, ze słodkiego pyszczka, nawet z tego, że zrobił siku na podłogę. Mama pobiegła po papier i wytarła podłogę.
2 x podłogę na końcu zdania - śmiało można wyrzucić drugie "podłogę".
Nie odpowiada do razu,
czeski błąd
bo mój mąż, który miał być moją drugą połówka
literówka
– Zaparzę kawę, chcesz?
Zerka na mnie zbity z tropu. Odpowiada nieśmiało, że chętnie, a on mi zrobi kanapkę. Zgadzam się. Czemu nie.
A może zrobić z tego pełnoprawny dialog? Bo niby dlaczego część jest w formie wypowiedzi, a reszta nie?
Kobieta ewidentnie ma problem ze sobą, chyba tym trzeba zająć się przed ciążą. Samookaleczenie, to niepokojący znak, że coś się dzieje z psychiką. Dziwię się, że widząc coś takiego, mąż zgadza się na dziecko.
Według mnie dobry tekst. Trochę początek, tymi powtarzającymi się resztkami, odrywał od skupienia, ale to drobnostka.
Nie, kobieta nie ma problemów ze sobą. Zabrakło wcześniej rozmowy. Wygląda na to że dziecko przez lata było tematem tabu. Obie strony więc zbudowały własne światy. Czy je połączą?. Szkołę rozczarowań dali sobie okrutną. Cieszę się że wróciłaś Jesionko. :) Nie obchodzą mnie literówki, powtórzenia czy drobne błędy w Twoich opowiadaniach - pięciominutowa korekta wystarczy. Z tego co stworzyłaś można by wydać piękny tom. Mam nadzieję ze tak się stanie. Pięknie napisałaś.
Piliery:) Zrozumiałeś tekst, tak jak ja go rozumiem. Dziękuję!
Jeśli chodzi o mnie - to bardziej sentymentalna wizyta niż powrót:) Ale nie ukrywam, że miałam nadzieję Cię tu "spotkać"!
Bardzo dobrze napisane,świetnie się czyta i niestety jest to mocno prawdziwe. Kobieta nie kocha tak naprawdę faceta, tylko traktuje go jak byka rozpłodowego. Moi bardzo bliscy znajomi mają odwrotny problem. On chce, ona nie. Otarło się o rozwód, przeszli półroczną separację z tego powodu. Rozumiem żal, że nie ma dziecka, nie rozumiem stawiania wyżej czegoś, czego nie ma ponad to, co jest. Miłość dwojga ludzi to miłość dwojga ludzi. Czasem się uda mieć dziecko, czasem nie. Nie wolno karmić demonów, a dziecko którego nie ma to demon, który jest w stanie zabić miłość dwojga ludzi. Czasem myślę, że tylko na to czeka. Atmosferycznie bardzo wtulające w siebie czytelnika opowiadanie.
Parę uwag.
„papierami po odpakowywaniu prezentów”
Sugestia: po odpakowanych prezentach
„się nieunikniona. Mąż zamyka za nimi drzwi i odwraca się do mnie.
– Nie podoba ci się „
3 x się bardzo blisko siebie
„Żadne z nas nie mówi „cześć, dzień dobry”. Robert nawet na mnie nie spojrzał.”
Przeskok czasów, nie pasuje.
Jak to rozpatrywać. Uzyskała co chciała, stosując ten szantaż emocjonalny, ale czy to było z premedytacją, bo wiedziała jak sięgnąć po swoje, czy też wyszło przez przypadek? Ciekawa sprawa. Ale niezależnie od wszystkiego uzyskała jedynie odsunięcie w czasie tego, co już sama uznała za nieuchronne. Rozwód prędzej czy później nadejdzie, pieniądze za alimenty będą tylko kupieniem sobie świętego spokoju. Wymuszenie posiadania dziecka na kimś, kto go tak naprawdę nie chce prowadzi tylko do tego, ze ktoś będzie nieszczęśliwy. Wiele jest scenariuszy rozwoju dalszych wypadków, ale taki ładny happy end jawi się jako jeden z najmniej prawdopodobnych. Raczej będzie wielki dramat i trzy ofiary (choć raczej obejdzie się bez ofiar śmiertelnych)
Generalnie bardzo dobre opowiadanie.
Komentarze (13)
No ale dobrze, dobrze, do rzeczy.
Tekst dobry, choć nie powala. Główną siłę tworzy osobowość bohaterki. I to Ci się udało.
A cały tekst to niemal klasyczna obyczajówka z nutą psychologiczną, choć ta jest za mało "obrysowana", aby pełnoprawnie nazwać ją psychologiczną.
Można dwojako rozumieć to drapanie. Pierwsze, co mi się kojarzy, to rozdrapywanie, czyli trauma z przeszłości. Ale skoro tak ładnie wykiwała wszystkich, tapetując się, coś mi mówi, że to zachowanie rozpieszczonej gówniary, na co też wskazywałoby zniesmaczenie brakiem roweru. Tak, reasumując, czuję, że to rozpieszczony bachor. Tyle tylko, że nie robi czegoś karygodnego. Bo w końcu uszkadza siebie samą, przy okazji działając na empatię męża. A może to było celem? Tu się pojawia pytanie, jak ocenić taką sytuację, nie znając pierwotnego zamiaru, a jedynie efekty i przesłanki. I co byłoby gorsze: sromotna awantura zakończona rzucaniem talerzami, czy uszkadzanie siebie samego? Zdecydowanie to pierwsze, moim zdaniem. Druga sprawa, ja wiem, skąd biorą się zachowania, że uszkadzając siebie, chce się wpłynąć na innych. To jest wymuszone, a nie wybór. I na tym zakończę dywagacje.
Aha, brakuje zaskoczenia, jeśli by się czepiać. Można było bardziej opisać marzenia i fantazje na temat roweru, a potem jego brak i byłoby zaskoczenie. Można też było opisać, jak bohaterka zastanawia się, czy nie utopić tej sierściastej zarazy, a potem by go przytuliła. To takie moje 3 grosze.
Kogo innego nie czepiałbym się o takie szczegóły, ale Ty pisać potrafisz, więc wymagania rosną ;)
Teraz, kiedy pokój jest już posprzątany, a zmywarka mruczy, robiąc swoje, trzeba powoli zaczynać gotowanie obiadu dla rodziców.
Wybacz, ale piszesz to jako narrację pierwszoosobową, a w takiej trzeba stylizować tekst na mowę potoczną, a tu ten imiesłów przysłówkowy w środku nijak nie robi mowy potocznej. I więcej takich przykładów.
Śmiali się ze sposobu, w jaki się porusza, ze słodkiego pyszczka, nawet z tego, że zrobił siku na podłogę. Mama pobiegła po papier i wytarła podłogę.
2 x podłogę na końcu zdania - śmiało można wyrzucić drugie "podłogę".
Nie odpowiada do razu,
czeski błąd
bo mój mąż, który miał być moją drugą połówka
literówka
– Zaparzę kawę, chcesz?
Zerka na mnie zbity z tropu. Odpowiada nieśmiało, że chętnie, a on mi zrobi kanapkę. Zgadzam się. Czemu nie.
A może zrobić z tego pełnoprawny dialog? Bo niby dlaczego część jest w formie wypowiedzi, a reszta nie?
Pozdrawiam
Według mnie dobry tekst. Trochę początek, tymi powtarzającymi się resztkami, odrywał od skupienia, ale to drobnostka.
Pozdrawiam.
Jeśli chodzi o mnie - to bardziej sentymentalna wizyta niż powrót:) Ale nie ukrywam, że miałam nadzieję Cię tu "spotkać"!
„papierami po odpakowywaniu prezentów”
Sugestia: po odpakowanych prezentach
„się nieunikniona. Mąż zamyka za nimi drzwi i odwraca się do mnie.
– Nie podoba ci się „
3 x się bardzo blisko siebie
„Żadne z nas nie mówi „cześć, dzień dobry”. Robert nawet na mnie nie spojrzał.”
Przeskok czasów, nie pasuje.
Jak to rozpatrywać. Uzyskała co chciała, stosując ten szantaż emocjonalny, ale czy to było z premedytacją, bo wiedziała jak sięgnąć po swoje, czy też wyszło przez przypadek? Ciekawa sprawa. Ale niezależnie od wszystkiego uzyskała jedynie odsunięcie w czasie tego, co już sama uznała za nieuchronne. Rozwód prędzej czy później nadejdzie, pieniądze za alimenty będą tylko kupieniem sobie świętego spokoju. Wymuszenie posiadania dziecka na kimś, kto go tak naprawdę nie chce prowadzi tylko do tego, ze ktoś będzie nieszczęśliwy. Wiele jest scenariuszy rozwoju dalszych wypadków, ale taki ładny happy end jawi się jako jeden z najmniej prawdopodobnych. Raczej będzie wielki dramat i trzy ofiary (choć raczej obejdzie się bez ofiar śmiertelnych)
Generalnie bardzo dobre opowiadanie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania