Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
WDECH OSTATNIEGO TCHNIENIA. ( mroczne opowiadanie mystery )
WDECH OSTATNIEGO TCHNIENIA
(mroczne opowiadanie mystery)
Z Dedykacją dla Użytkowniczki Opowi.pl o nicku: ~ Roma : Która logiką Poezji, pozwala zabłądzić labiryntem Umysłu: w Sobie.
Zmarli, uznawani są za bezpowrotnie pozbawionych drogi powrotnej, choć mało kto wierzy w obecność Zaświatów. Zapomniani łzami, wsiąkłymi wobec Cmentarnej Ziemi: postanawiają milczeć. Kto jednak... kiedykolwiek, zastanowił się:.. co właściwie mają do powiedzenia Żyjącym?..
PROLOG
Mrok rzuconej nagrobkami nocy, przeciągle zwywał niskozawodliwym jękiem, niczym cienista dłoń, szargająca goryczą wszystko wokół, usiłując przemówić. Piździło. Niczym szkwał w żagle łajby, pragnący zdobienia dna oceanu, życiem przerażonych marynarzy. Prosektoryjna furta, spawana w litej stali, pacząc się jebnięciami kolejnych powitań końca życia, wtórowała akompaniamentalnie: głuchobrzmiącymi jebnięciami skobla w ościeżnicy, odbitymi echem od matowolśniących, Kostniczych lodówek, jakby wszelcy Umarli, dobijali się do niej... zwiastując powrót, aby sądzić żywych. Tylko dlatego, wypełniając rubryki raportu sekcji zwłok, uznała, że napierniczanie w blasz ludzką dłonią, jest tym, do czego zdawało się od nieuchwytnego pamięcią momentu... zwyczajnie przywyknąć. Nie dochodziło ono jednak z wnętrza pobrzękującej nurzliwą notoryką, lodówki: oczekując skryte za metalem drzwi: niesione objęciami piździawy: głoszone szeptliwą kombinacją sędziwych wulgaryzmów... niczym sześcienna łamigłówka: układana tym, mając je przestrzennie grawerowane w każdej z kostek.
1.
Jak na wydział deliwerski Patologii Sądowej: sprawiali wrażenie wysłanników Diabła: oczekujących podpisu cyrografu na łamach zbycia w czeluści grobu. Następnie odeszli, racząc ościeżą łomotliwej istnieniem, furty Cmentarnego Prosektorium... irytacją oddechu ciemności. Czując go na dekolcie bluzki, ukryła tą świadomość w połach bieli lekarskiego fartucha, tupliwość obcasów szpilek po zmęczeniu podłogowego gresu, kierując w stronę zionącej ciemności: zastanawiając się przelotnie, czy zastygła pod lnianym całunem postać, jest tak drobna, wychudła... a może zwyczajnie: za życia... była zwyczajnym dzieckiem...
Metaliczne jebnięcie, odrzucawszy na kark niesforne kosmyki włosów, odcieniem miedziowej patyny, przesłoniło blask głębokobłękitnych oczu: niczym wrzask
męki agonii umierających, wybrzmiały prosto w twarz. Odczuła jednak wrażenie, że nie tylko... ponieważ: dochodził zewsząd, jakby uznał byciem obcisłą do kolan balową suknią, dotyk całokształtu uczuć, a zwyczajnie: stanowił przenikliwy chłód: niczym Zwłoki Bezdomnego, przymarznięte do parszywie zwilgoconego legowiska, wewnątrz zapomnianej wzrokiem, ogródkowej altany. Przekręcając w zamku gruboblaszany mosiądzem, klucz: poczuła, iż... mlecznobiałe światło jarzeniówek, po raz kolejny: zechciało napawać tępym uczuciem dreszczu, wiedzionego bólem samotności, gdy jak zwykle: wysłuchać słów... dane jest... jedynie: milczącym.
Wertując własne myśli, usiłowała własnie odnaleźć na ich łamach, pozbawioną studzonych oczekiwaniem memorialnego postumentu, Ludzkich Zwłok: obecnością takową, wyzbyłych samotności. Tylko oni potrafili wysłuchać... zachowując dla siebie, aby słowa: mogły pozostać Osobowością, stanowiąc milczenie, będące dozgonnym zrozumieniem. Ucieszyła ją myśl, że... czeka to wszystkich, bez względu, czy lekceważą nieuniknione, jak ją samą, uznając... że mogą inaczej, jednak:.. zwyczajnie wolą nie chcieć.
Lodówkę. Taką Prosektoryjnie Kostniczą: o której myślisz, mając świadomość uprzednio powyższego.
Sekwencja przeciągłości stukliwych kliknięć mechanizmu, otwartymi drzwiczkami stanowi czyściec. Myślała o tym zawsze, słowami ostatniego pożegnania. Jak obecnie: zaparta na szpilkach, wyrywając jazgotem przesuwu kwasoodpornej stali, zapewnienie spokoju, pośród wiecznego odpoczynku: chłodniczym blatem, pozwalającym zaznać dobra: będącego brakiem uczuć, zamilkłych w sercu wraz z pulsem, kierując tym życie, na odpowiedni tor ich odczuwania. Miała tego dość. Szczerze. Gdy ból poronny młodej matki, skierowała czułym gestem otuchy, ujmując w dłoń plis, kryjącego twarz niemej postaci, całunu.
Kiedy ciepło smukłej dłoni, napotkało trupiozimną siniejącą bladość oblicza pochówku, ukoiło ją... przez kość policzkową, aż po delikatności linii szczęki: utkwione śmiercią, stanowiąc wzruszające piękno. Odchylając delikatnością palców powieki, pozwoliła jej ujrzeć bezźrenicznie mętnymi tęczówkami, parszywość doczesności. Wątpiła, iż obie różnią się mijaniem ubiegłości kolejnych kalendarzy, co spowodowało, iż nie omieszkała ująć czoła zmarłej... czułym pocałunkiem, swych seksownie wilgotnych ust... przemawiających bezsłownym sensem życia, jakby cokolwiek ich obu, od siebie... nie różniło. Przeczesując między palcami, pukle spiralności kruczoczarnych włosów, uciśniętych bezwładem ciała, ujęła dłoń Zmarłej: pozwalając jej dotknąć ich... po raz ostatni...
EPILOG
Od kiedy pracował w tym Prosektorium, szybko uwierzył, że... jest zwyczajnie nawiedzonym. Tak poprostu. Słyszał pukliwość, nie mogącą zaistnieć: dochodząc z wnętrza lodówki, chłodzącej rozkład Ludzkich Zwłok... słyszał szepty, wmawiając sobie, iż to tylko odgłos szalejącego po cmentarzu wiatru... jednak: gdy z twarzy świeżo przywiezionych zwłok, samoistnie podwinął się kryjący ją całun, po czym otworzyła oczy:.. ogarnęło go przenikliwe przerażenie: kulminacyjne wyrwaniem z jego zamarłych płuc wrzasku: na widok zwłok siadających na prosektoryjnym wózku: unoszących dłoń, aby wykręconymi stężeniem pośmiertnym palcami... przeczesywać kruczoczarne włosy... i dopiero ten widok sprawił, że święcie uwierzył w Duchy: kuląc się w kącie... kołysany katatonią świadomości nieuniknionego...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania