Weekendowa Imaginacja
Jak Lucyfer rozkołysany od ucha do ucha
krztusząc swój nochal i minę w szklance
w cudownej pantomimie klepnięciem w plecy
cała sprawa w łańcuchu zdarzeń.
Po pijacku każdy zmienny
z ciemności żałobnych w radosny nastrój
rzut oka w pustkę by dojrzeć hierarchię wartości
znakomity dowcip dla umysłu wytrawny.
Do dna wygrzdulam napełniony szkopek
dobra brendy dla uspokojenia nerwów
zdecydowanie żeby wyjść za próg
egzekucja tuż za drzwiami budzi niepokój.
Wyszczerzam zęby i śmieję się na głos
świat płynie w morzu pogodnego fałszu
mięśnie twarzy w satanistycznych podskokach
odrzucają posłuszeństwo pokory.
To męski sposób bycia
Uczciwe wmawianie okropne pozy
taktownie obrócić temat
truskawki i lody śmietankowe (szampan chodzi po głowie)
mgiełkę łez zamienią w radosny powiew.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania