Wejdę
po spróchniałych schodach
z niedowładem nóg i mgłą w oczach
wespnę się stopień po stopniu
choć to zaboli wbiję pazury w drewno
dalej dalej jeszcze trochę!
chwycę zębami ostatnią przeszkodę
już blisko jest jaśniej cieplej
czy na ostatnim piętrze chmur
znajdę swój dom ten utracony?
czy to szczyt góry z której spadnę
zabrany przez lawinę zapomnienia?
spojrzę na słońce nim mnie oślepi
zobacz to ja trwam! jestem!
serce chce bić! uszy chcą słyszeć!
wyciągam dłonie by schwytać ducha
ledwo wykrywalne neutrino nadziei
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania