Wejdę

po spróchniałych schodach

z niedowładem nóg i mgłą w oczach

wespnę się stopień po stopniu

choć to zaboli wbiję pazury w drewno

 

dalej dalej jeszcze trochę!

chwycę zębami ostatnią przeszkodę

już blisko jest jaśniej cieplej

czy na ostatnim piętrze chmur

 

znajdę swój dom ten utracony?

czy to szczyt góry z której spadnę

zabrany przez lawinę zapomnienia?

spojrzę na słońce nim mnie oślepi

 

zobacz to ja trwam! jestem!

serce chce bić! uszy chcą słyszeć!

wyciągam dłonie by schwytać ducha

ledwo wykrywalne neutrino nadziei

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates godzinę temu
    Mam podobny, ale dłuższy wiersz o poranku seniora. Sprawdzę czy nie był już publikowany. Jeśli nie to rzucę w dział jaki? Pasuje do wesołych, ale może być tez i w dziale smutnych.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania