Wewnętrzne dziecko ,które nie ma obrączki
Z malowaniem i pisaniem to jest tak, że trzeba gar zupy ugotować na parę dni bądź gołąbki upiec. Wyłączasz telefon, odgradzasz się od całego świata i toniesz w ciszy niczym nieprzerywanej. Rzeczka za oknem szumi, ptaki ćwierkają, ktoś rozmawia z Betowenem i słyszysz: „Cześć skarbie, co słychać? Jaki piękny jesteś!”. Skradł serce nie tylko moje, ale wszystkich, którzy dostrzegają piękno w małej rzeczy bądź czymś żywym. Więc śmieciarze, dzieci przedszkolne, kobiety i mężczyźni obok mojego rudo-futrowego nadzorcy ulicy nie przechodzą obojętnie. Każdy ma uśmiech na twarzy.
Ja też często śmieję się z siebie i do Was, za tym zimnym ekranem, bo emocjami mi lecicie... Dwa razy tylko się łzą skończyło, więc trudno mi pojąć, skąd aforyzmy biorą się, gdy miłość przynosi dobro do naszych serc i częstuje nią za darmo w około. A więc miszmasz, artystyczny nieład – uwielbiam! Skojarzenia same lecą.
Nie bardzo młody „flow” pojmuję, jest jakiś taki wiecznie niezadowolony. Taki nieuchwytny nietakt bierze się skąd, moi drodzy? Więc nie lubię, jak mi się przeszkadza myśleć, gdy maluję czy coś sobie napiszę. Nawet głód mnie denerwuje, stąd zawsze przezorna jestem, żeby jak coś robię, to zrobić to do końca. To jest taki czas, gdy dziecko we mnie się odzywa – które raczej nie ma lat, obrączki, nakazów i ma wolną przestrzeń do działania. Mogę wszystko, ale jak tata mówił: „Lumi, możesz wszystko, pamiętaj, ale tylko z głową na karku!”.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania