When The Vesper Comes (Kiedy Nadchodzi Wieczór)

W mroźnych szponach aksamitu czerni kruczej,

Sny nieśmiertelne kryjące się w kryształowych komnatach,

Obcuję z tęsknotą – fontanną iskier rozżarzonych i kolorowych,

Gdy pragnienia wiją się spiralowo po wydeptanych szlakach.

 

Objęcia wyobrażeń - kaskada pereł i kryształów rozbitych w locie,

Stały się losem mym, mozaiką z lapisu i bez brzegu,

Niecierpliwość jak feniks ognia w chaosie rąk z alabastru,

Pozostań obok wokół kręgu podniebnych statków

 

Zostań w godzinie zmierzchu błyszcząc w odcieniu zwierciadeł rozległych,

Zanim świt rozproszy nas jak pył i pejzaż śniegów stopionych,

Noc zna dusz arkana – ich trajektorię w spiralach żądzy złoconej,

Gdy ukojenie splata się z wirami złudzeń i trzasków.

 

Kiedy nadchodzi noc w królestwie luster złoconych,

Wszelkie maski dnia utoną w kaskadach fontann perłowych,

Jeśli tylko jej cień otuli nas w spiralę woni ambrowych,

będziesz po mojej stronie a szkielety zatańczą w ekstazie.

Po stronie ukojenia, w pałacu cieni z marmuru i liści laurowych,

Prawda zamruga w chaosie, spiral i blasków w swobodnym rozkazie.

                                        

Dotykam twych dłoni mroźnych jak alabaster z lodu prastarego,

Szept oddechu z marzeń ulatuje jak ametyst – półszlachetny fiolet,

Świt czai się za oknem, by rozproszyć nas tysiącem szponów,

Wciągnąć w kołowrót udręk, trapiących dusze w tonie pomnika marmurowego.

Lecz harmider dnia nie zatrzyma tej chwili żarliwości mych tonów,

Błądzimy w ogrodach nocnych, pełnych fontann z kryształu i iskier,

Twoja postać z mgły – fresk w pałacu zmierzchu wirującym z lapisu,

Melodia słów spływa kaskadami przez tłum myśli i sfer.

 

Widzę twój nie-raj – ogród kryształowy, utkany z gwiazd złoconych,

Zabierz mnie do czyśćca wirującego ze szkła i chaosu jaskrawego,

Z dala od słońca tyrana bladego, co wypala wspomnienia w w kuluarach,

Oddaj schronienie w korzeniach twych gdy iskry mnożą się w spiralach.

 

Oczy me połowicznie ametystowe wirują w dzień srogi, nie zdołam ich ujarzmić,

Połóż dłonie swe na kościstych moich w geście kaskadowej zgody z alabastru,

Stań po mej stronie w godzinie rozproszenia ze srebra i szmaragdu,

Wypowiedz słowo kolejne, by w wieczności fundamentalnie oplatać i ujarzmić.

 

Prowadzeni po ogrodach nocnych wśród błysku ulic z marmuru srebrnego,

Niewinni jak dzieci w kaskadzie pierwszej furii z kryształu ziemskiego,

Rozchodzimy się ścieżkami, gdy świt rozstania tnie ostrzem z diamentu,

W chwili chaosu na progach bratnich dusz światów, ślad tonie w mgłach perłowych.

Noc spaja nas kaskadami ambrowymi, dzień nić z lapisu rozprasza,

żegnamy uniesienia w fontannach zmierzchowych z weneckiego szkła,

wrócimy do zmęczenia w prozie poranku szarego, bez blasku i barw.

 

Łamiąc prawa dnia, tyranii z marmuru mdłego a jakże bezlitosnego,

porzucam szarość realną, bez kaskad i blasków nicości,

świt tratuje stos marzeń naszych wirujących z kryształu,

Świt maczugą tłucze dusze w pył rozproszony z alabastru.

 

Czekam w samotności dowolnej, iskrą smakującą jak imbir,

licząc do wieczoru, ucieczki w nocny kalejdoskop mrożących luster i wciągających jak wir,

Gdzie ty czekasz na mój spektakl bez umiaru

W wieczności naszej chaos staje się symfonią z kryształu.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Sokrates 6 dni temu
    Bardzo się zawirowałem czytając ten tekst. Meczą powtórzenia nazw szlachetnych kamieni i innych minerałów.
    Ich użycie jest najczęściej uzasadnione i działa na wyobraźnię. Niektóre nie mają logicznego uzasadnienia np.
    "szept oddechu ... ulatuje jak ametyst" (chyba trochę za ciężki). Styl bardzo oryginalny ale trzeba się do niego przyzwyczaić. Widać zamiłowanie do blichtru, świecidełek, fontann, ale działa obrazami na wyobraźnię. Muszę jeszcze przeczytać kilka razy, aby obiektywniej ocenić.
  • Szczęśliwego Nowego Roku!😀

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania