Wiatr
Wiatr huczał i szumiał, przebierając przez złotawe od słońca liście. Lipa pięła się wysoko, przyjmując różnorodność natury na gałęzie, karmiąc robactwo i zapewniając drapieżnym ptakom ochronę od oczu tych, których losy miały spotkać się z ich szponami. Kora drzewa miała więcej odcieni niż łączna ilość oczu, która mogła mieć zaszczyt ją dojrzeć. Liczne wgłębienia i wypukłości czyniły drzewo prawdziwym, realnym, jak każdy człowiek, było zdobione małymi ‘błędami’, przez niektórych wliczane do jednej kategorii z pięknem.
Niebo malowało się w barwach i kolorach wspierających się nawzajem, by stworzyć obraz, eteryczność surowej postaci, gdy słońce zachodzące już za linią tego, co znane, plamiło wszystko w złocie i przytłumionym szkarłacie. Chwilowe powiewy niosły do zmysłów fale świeżości i wolności, gdyż co innego mogło być wolnością, jak nie wiatr?
Ptaki szybujące górą, po niebie, przysiadające na drzewie i skrzeczące na siebie nawzajem, budując gniazda, w których całe ich życia, wszystkie wspomnienia miały zostać zapieczętowane i przybite jak gwóźdź w drewno udowadniały, iż by być wolnym, wystarczy jedna para skrzydeł, druga oczu i serce.
Rześkie powietrze wypełniające płuca jak woda organizm tonącego musiało być najbardziej wyzwalającym uczuciem, patrząc na zachód zdobiący twór natury w sposób, jakiego żadne słowa nie są w stanie odpowiednio ubrać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania