Wiatr północy
Niczym wiatr przemierzać mi pisane
świata ogrom — bez celu, bez żalu.
Zimny powiew raz utęskniony,
gdy w potrzebie i gorącu człowiek osaczony.
By czuć się potrzebnym, chcianym, pragnionym, bo uczucie raz doznane
ciężko wyplenić z ogródka pełnego innych ziaren.
Lecz gdy dni słońca i beztroski miną,
a ziemia otuli się zimą,
nagle nie ja — lecz człowiek się zmienia.
Już nie czuje dzięki mnie ukojenia,
bo to ja potęguję siłę mrozu brzemienia.
Mój powiew wciąż tę samą melodię gra,
jednak oczy dostrzegą w nim teraz wszelkie zła.
W mej trosce i potrzebie pomocy
to ja dostaję zimną bryzą w odnodze.
Wtedy i ja zmienię się, gdy trzeba,
by komuś dać ciepło i ukoić cierpienia,
kosztem mojego wewnętrznego utrapienia.
Zmiany są bowiem nieuniknione,
jak pory roku odziane w kolory.
Będę się zmieniać, by pomóc tam, gdzie trzeba, w zamian mój powiew z czasem straci swe brzmienie.
Gdy znów bowiem lato nastanie,
sił mieć nie będę, by wykonać zadanie.
Chcę tylko by ktoś powtórzył moje granie, by wspomnieć mnie nawet podczas mroźnej nocy,
Bo kto niby patrzy,
skąd wieje wiatr północy…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania