Wiatrem kołysana
Odchodzi w ciszy, jak cień, bez pożegnań,
nie prosi o łzy, gardzi fanfarami,
znika w popłochu kusząc wspomnieniami.
Jej nieobecność dotyka boleśnie.
Nie płonie gniewem, nie szuka wyjaśnień,
zniknęły w oczach kolory radości.
Czas się oddalił, spiesznie, bez ostrzeżeń,
wiatr rozwiał cienie młodzieńczych rumieńców.
W słońca promieniach, w dolinie uniesień,
płynęła szumnie strumieniem nadziei.
Śpiewając hymny minionych poranków
odeszła w ciszy, nie patrząc za siebie.
Została pustka – bolesna i smutna,
echo imienia, co już nie powróci.
Jak liść porwany w niepamięć jesienną,
jak fala wodna, co nie zna odwrotu.
Młodości ślady – przez wiatr kołysane,
w porywach gnane ku cichym przystaniom,
z zuchwałych lotów rutyną skażone –
tak znikła młodość, jak światło w przestrzeni.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania