Widząca dusze

Wszystko działo się w niewielkim miasteczku. To urocze miejsce sprowadzało do siebie wielu turystów, którzy chętnie je odwiedzali. Głównymi atrakcjami był park i kilka zabytków. Majka miała siedem lat i mieszkała z rodzicami w jednym z mieszkań tutejszych bloków. Rodzina posiadała niewielkie, ale przytulne mieszkanko znajdujące się w centrum miasta. Ściany były pomalowane na ciepłe kolory. Żółć i pomarańcz przeważały. Te barwy były ulubionymi kolorami Majki. Wieczorami przesiadywali w salonie i grali w różne gry które sprawiały im wielką przyjemność. Te wieczorne zabawy sprawiały, że relacje rodziny z dnia na dzień stawały się coraz lepsze. Dziewczynka miała jasne, kręcone włosy na których miała złotą opaskę i niebieskie oczy. Jej śmiech zarażał wszystkich dookoła. Ta radosna duszyczka potrafiła poprawić humor nawet największemu smutasowi. Nikt nigdy nie widział jej przygnębionej. Miała beztroskie dzieciństwo. Uwielbiała się bawić ze swoją koleżanką, Kasią, dlatego często ją do siebie zapraszała. Dziewczynki traktowały się jak siostry. Były jak tak zwane ?papużki nierozłączki?. Wszystko robiły razem; śpiewały, tańczyły, bawiły się, w szkole siedziały razem w ławce. Mama Mai widząc jak się świetnie dogadują zaproponowała rodzicom Kasi wspólny piknik w parku. Wszystko się dobrze zapowiadało. Matka dziewczynki chętnie się zgodziła. Kobiety ustaliły termin spotkania. Nie pozostało nic innego jak tylko dokładnie ustalić szczegóły. Nic jednak nie zapowiadało na tak tragiczne skutki tego wyjazdu.

Znajomi mieli wyjechać za dwa dni. W tym czasie robiono zakupy, planowano zabawy dla dziewczynek i szukano spokojnego miejsca, gdzie można by urządzić piknik. Z dala od codziennego zgiełku i pracy. Park był właśnie takim miejscem. Cisza i spokój to jego główne atrakcje, które przyciągały do niego ludzi. Maja z Kasią bardzo się cieszyły z tego pomysłu. Mogłyby się wybiegać i wybawić, aż nogi odmówią im współpracy. Dwa dni oczekiwania sprawiały dziewczynkom wielką radość. Kiedy tylko dowiedziały się o pikniku zaczęły pakować zabawki, które chciały ze sobą zabrać. Nawet nikt nie zauważył jak szybko upłynęły te dwie doby. Nadszedł dzień wyjazdu. Prawie wszystko było już gotowe. Koce i kosze z jedzeniem zostały zapakowane do bagażnika pojazdu. Pozostało tylko podjechać pod dom Kasi i zgarnąć ich rodzinę. Wszyscy mieli jechać jednym samochodem. Był duży, więc nie stanowiło problemu. Tata dziewczynki zaprowadził ją do samochodu i zapiął w foteliku. Został jeszcze jeden wolny dla jej koleżanki. Matka Mai krzątała się jeszcze po mieszkaniu. Wiedziała, że o czymś zapomniała, ale niestety nie mogła sobie przypomnieć co to jest. Dała sobie spokój z myśleniem, zapewne to nic ważnego. Wsiadła do samochodu i pojechali. Miło spędzili czas podróży. Śpiewali wesołe piosenki i opowiadali sobie kawały. Nareszcie dojechali na miejsce. Rodzice Majki wyszli z samochodu i zadzwonili do drzwi. Otworzyła im starsza pani.

- Dzień dobry. Czy zastaliśmy państwa Machowskich?

- Tak, pakują rzeczy na piknik. Wejdźcie. Są w kuchni ? Odparła drżącym głosem starsza kobieta.

- Dziękujemy.

- Śmiało, śmiało. Idźcie.

Po wejściu do kuchni zawołali:

- Cześć wszystkim!

- Cześć. Już wychodzimy. A gdzie Majeczka?

- Czeka w samochodzie. Kasia już do niej pobiegła.

- No to chodźcie. Nie ma na co czekać.

Mężczyźni wzięli pozostałe rzeczy i włożyli do bagażnika, gdzie była reszta koców, zabawek i koszy, a kobiety chwilę pogadały i zapięły Kasię w drugim foteliku. W końcu całe towarzystwo wsiadło do samochodu.

- Gotowi do drogi? - Zapytał tata Kasi.

- Gotowi! - Odpowiedziała niczym chórem reszta.

Wszyscy z uśmiechami wyjechali z podwórka. Babcia Kasi machała im na pożegnanie. Dziewczynki przykleiły się do szyb i stroiły głupie miny do przechodniów. Taka zabawa sprawiała im dużo frajdy. Śmiały się z reakcji ludzi, a że przejeżdżali przez osiedle, na ulicy było ich całkiem sporo. Wszyscy się śmiali i wesoło rozmawiali. Prawie wszyscy. Jedynie tata Mai miał niepokojący wyraz twarzy. Odniósł wrażenie, że coś się dzieje z hamulcami. Miał złe przeczucia. Po9stanowił zatrzymać się na najbliższym parkingu. Jeszcze tylko skrzyżowanie i za trzysta metrów mógł spokojnie zrobić krótki postój. Chciał zahamować, ponieważ musiał ustąpić pierwszeństwa, ale nie udało się. W jednej chwili dla całej szóstki świat zamarł. Każde z nich słyszało łopot swego serca i krzyk pozostałych, gdy z ogromną prędkością uderzało uderzało w nich drugie auto. Z dużego, pięknego samochodu pozostał jedynie wrak. Maszyna wbiła go w metalowy słup latarni. Szyby były potłuczone w drobny mak, a co kilkadziesiąt centymetrów leżały pojedyncze części karoserii. Jedno z kół, które odpadło kręciło się bez ustanku w koło. Z pojazdu unosił się gęsty dym. Huk był tak potężny, że ludzie zgromadzili się niemal z całego miasteczka. Sprawca uciekł z miejsca wypadku. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem na to, co się stało.

- Ludzie! Co się gapicie! Dzwońcie po karetkę! - Wreszcie ktoś krzyknął.

Niespełna po dwóch minutach przed domem stały dwa radiowozy, trzy karetki i jeden wóz strażacki. Natychmiast rozpoczęła się akcja ratunkowa. Straż wyciągała ciała ofiar i oddawała ich pod opiekę lekarzy. Niestety uratowano tylko małą Maję, po czym zawieziono ją na sygnale do szpitala. Miała wiele obrażeń zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych. Cała reszta zginęła na miejscu. Widok pakowania zmasakrowanych ciał do czarnych worków był okropny. Wszystkie ofiary, to jeszcze bardzo młodymi ludźmi. Całe życie było przed nimi. Czy to naprawdę musiało się tak skończyć? Najgorsze było to, że nikt nie widział tego zdarzenia. Nikt, nie mógł ułatwić policji dochodzenia. Nikt, nie mógł być świadkiem, który złożyłby zeznania. Nikt, nie mógł temu zapobiec. Policjanci próbowali zidentyfikować ciała, jednak udało się rozpoznać tylko rodzinę Kasi. Matka Mai zapomniała o zabraniu dokumentów. Niby ważna rzecz, a łatwo o niej zapomnieć. Na szczęście babcia Kasi znała państwa Szczygielskich i podała komisarzowi dokładne dane. Kiedy policja spisywała raport w szpitalu trwała walka o życie małej Majki. Szanse były małe, ale lekarze się nie poddawali. Dzielnie walczyli o jej życie i udało się. Po wielu godzinach, dzięki aparaturze i nowoczesnej medycynie udało się. Dziewczynka zaczęła samodzielnie oddychać. Pomału dochodziła do siebie. Kilka dni leżenia w szpitalnym łóżku i fachowej opieki potrafiły czynić cuda. Przez cały miesiąc wypytywała pielęgniarki i lekarzy o mamę, tatę i Kasię, ale nikt nie miał serca powiedzieć jej prawdy. Każdy jej mówił, że wyjechali na chwilę, ale zaraz wrócą. Maja czekała na nich dzień po dniu, jednak oni nie wracali. Już nie była taka pełna energii jak kiedyś. To czekanie odbierało jej radość życia. To był dla niej najgorszy okres w ostatnim czasie.

- Kiedy oni do mnie przyjadą? - pytała ciągle z rozpaczą w oczach Majka.

- Przyjadą kochanie, przyjadą. - odpowiedziała jej pielęgniarka.

Za każdym razem udzielano jej tej samej odpowiedzi, a mała stawała się coraz bardziej osowiała. Za nie cały tydzień miała być wypisana ze szpitala. Dziewczynka myślała, że to rodzice przyjadą ją zabrać z tego okropnego miejsca. Ta myśl dodawała jej trochę otuchy, ale nadal nie była taka radosna jak kiedyś. Białe ściany i duże metalowe łóżko nie były czymś, co by ją mogło uszczęśliwić. To nie był jej przytulny pokoik, do którego wieczorami przychodzili rodzice i śpiewali jej kołysanki. Rodzina miała tak dobre relacje, że Majka nie wyobrażała sobie życia bez nich. Ten tydzień był najdłuższym tygodniem jaki pamiętała, ale kiedyś musiał minąć. Rozległo się pukanie do drzwi. Rozradowana podbiegła aby je otworzyć.

- Mamusia! Mamusia ? krzyczała uradowana.

Jednak po chwili uśmiech ponownie zniknął z jej pięknej twarzyczki. To nie była ona. W drzwiach stała wysoka, elegancka kobieta. Była ubrana w piękny, beżowy płaszcz, biały szal i duży brązowawy kapelusz. Na nogach miała cieliste czółenka. Przyjechała, aby zabrać ją do domu dziecka.

- Dzień dobry Maju. Mam na imię Danuta. - powitała ją kobieta. - Gotowa do drogi?

- A dokąd ? I gdzie są rodzicie? - Zapytała dziewczynka wyglądając zza niej.

- Jak to? Nikt Ci nie powiedział?

- O czym?

- Poczekaj tu na mnie chwileczkę. Dobrze? - Poprosiła ją kobieta i szybko wyszła z sali.

Zdenerwowana poszła do gabinetu lekarskiego. Nie mogła uwierzyć w to, że przez cały miesiąc nikt z nią nie porozmawiał na ten temat. Przecież dziecku była potrzebna rozmowa w towarzystwie psychologa. Trzeba było jej delikatnie powiedzieć, że rodzice już do niej nie wrócą, że nigdy ich już nie zobaczy. Zapukała do drzwi i gwałtownie je otworzyła. Ordynator się dziwnie na nią popatrzył.

- Dzień dobry. Niech pani trochę ochłonie i usiądzie - powiedział - Co panią do mnie sprowadza?.

- Dzień dobry. Chciałam się zapytać dlaczego nikt nie oznajmił Mai, że jedynie ona przeżyła ten tragiczny wypadek?

Lekarz zdjął okulary, popatrzył na kobietę i odpowiedział.

- Nikt nie miał odwagi. Nie chcieliśmy jej zmartwić.

- Zmartwić? Ta dziewczynka czeka na rodziców od miesiąca. Trzeba było z nią porozmawiać. Najlepiej w towarzystwie psychologa. Ona jest smutna teraz. Czeka na nich a oni nie przyjadą. Ona nie ma pojęcia o ich śmierci.

- Nie wiem co mam pani powiedzieć. Wszyscy wiemy, że należało ją o tym poinformować, ale nikt nie miał odwagi.

- Sama jej o tym powiem. Poproszę o wypis małej. - zażądała kobieta.

- Wypis jest w recepcji. - odpowiedział doktor.

- Dobrze. Do widzenia. - powiedziała oschle i wyszła zanim lekarz jej odpowiedział.

- Do widzenia.

Kobieta szybkim krokiem szła do sali Mai. Nie wiedziała jeszcze jak powiadomi ją o śmierci bliskich jej osób, ale intuicja jej mówiła, że im prędzej jej powie tym lepiej. Weszła do pokoju z nie pewnym uśmiechem. Majka patrzyła z ciekawością co się teraz wydarzy. Kobieta przykucnęła, złapała za jej nieduże rączki i smutnym głosem powiedziała.

- Mejeczko, muszę Ci coś powiedzieć. Widzisz, w życiu dzieją się różne rzeczy. Zarówno te dobre jak i złe. Pamiętasz wypadek, prawda?

Dziewczynka skinęła głową, pozwalając mówić przyszłej opiekunce dalej.

- Wypadek przeżyłaś tylko ty. Twoi rodzice, rodzice Kasi i sama Kasia zginęli na miejscu. Ciebie nie Strasznie mi przykro. - Powiedziała z głębokim żalem kobieta.

- To nie prawda, nie prawda! - Krzyczała zapłakana Majka - Oni tu przyjadą. Tatuś mnie stąd zabierze i będzie tak jak dawniej. Oni żyją. Pani kłamie!

- Nie Maju. Tak bardzo mi przykro.. - Odparła pani Danusia.

Nie mogąc patrzeć jak Maja płacze i tupie nóżkami kobieta przytuliła ją. Drżące ciało dziewczynki nagle osunęło się na ziemię. Majka siedziała na zimnej posadzce i płakała. Kobieta ze swojego doświadczenia wiedziała, że wszelkie słowa będą zbędne, więc przytuliła dziewczynkę jeszcze mocniej pozwalając jej się wypłakać. Siedząc na podłodze spędziły dobre pół godziny. Mała potrzebowała czasu, żeby się uspokoić. Może gdyby powiedziano jej wcześniej i nie robiono nadziei na to, że zobaczy rodziców zareagowała by łagodniej. Dziewczynce nadal spływały po policzkach łzy, jednak wstała, wzięła swoją niedużą walizkę z niewielką zawartością i łkając wydukała jedynie dwa słowa.

- Możemy iść.

Opiekunce pękało serce kiedy na nią patrzyła. Wzięła ją za rękę i wyprowadziła z sali. Kiedy obie mijały personel, wszyscy widzieli fatalny stan dziewczynki. Dopiero teraz uświadomili sobie jak wielki błąd popełnili. Jak wielki zadali jej ból. Najpierw wmawiano jej, że w dniu wypisu odbiorą ją rodzice, a teraz dowiaduje się, że nigdy ich nie zobaczy. Nikt jeszcze nie widział jej tak smutnej. Doszły do recepcji. Dziewczynka usiadła na krzesełku. Patrzyła tylko smutno na swoje buciki. Kobieta wzięła wypis, podeszła do niej i wzięła ją za rękę, wyprowadzając z budynku. Kiedy wyszły ze szpitala czekał już na nie samochód. Wsiadły i pojechały. Podróż trwała około godziny. Dziewczynka w tym czasie nie odezwała się ani słowem, pomimo, że opiekunka próbowała jakoś do niej zagadać. Majka tylko wpatrywała się w szybę i patrzyła na miasto które opuszczali. Miejsce do którego dotarły niezbyt przypadło Majce do gustu. Placówka była bardzo ponura. Średniej wielkości budynek z małymi oknami to nie było coś co dziewczynka sobie wyobrażała. Dom był szary i popękany. Do drzwi wejściowych prowadziły szerokie, białe schody. Widać było, że budynek jest stary i prosi się o odnowienie. Ten widok sprawiał, że od razu chciało się stamtąd uciekać. Nikt by nie chciał mieszkać w czymś takim, nawet przez kilka miesięcy a nawet dni. Widząc minę majki kobieta powiedziała.

- Nie martw się to tylko tak wygląda od zewnątrz, w środku jest całkiem miło i przytulnie - Powiedziała. - Chodź ze mną.

Mała podreptała za nią po piaszczystej dróżce. Zatrzymała się przed białymi schodkami prowadzącymi do wejścia i usiadła na walizce.

- Majka, co ty robisz? Chodź, nie wygłupiaj się. - Lekko uniosła ton opiekunka.

- Ale ja nie chcę tu być. Ja chcę do domu ? krzyczała dziewczynka.

- Maju na razie to będzie twój dom. Poznasz nowe koleżanki - powiedziała życzliwie kobieta.

- Nie chcę nowego domu ani nowych koleżanek! - Upierała się Maja.

- Dobrze więc chwilę sobie tutaj posiedzimy. Jak ci się zrobi zimno może zechcesz wejść do środka. Zapowiada się chłodny wieczór. - Powiedziała kobieta i usiadła przy niej.

Majka wzruszyła tylko obojętnie ramionami. Smutnym wzrokiem wpatrywała się w ziemię. Zauważywszy patyk wzięła go i zaczęła rysować. Na ścieżce szybko pojawiło się kilka postaci otoczonych dużym sercem. Kobieta patrząc na jej poczynania zorientowała się, że mała narysowała rodziców, Kasię i siebie. Już wiedziała, że musi znaleźć jej kochającą rodzinę zastępczą. Dziewczynka potrzebuje miłości i ciepła. Zgłasza się do nich wiele takich rodzin, któraś na pewno będzie odpowiednia. Jednak problem tkwił w tym, że Majka nie chciała żadnej nowej rodziny. Robiło się już ciemno, chłodny wiatr muskał policzki dziewczynki. Poczuła, że ma gęsią skórkę i trochę nią za trzęsło. Nowa opiekunka gdy to zobaczyła powiedziała.

- Maju możemy wreszcie wejść? Nie bądź taka uparta. Wszyscy tam na Ciebie czekają ?

Dziewczynka nic nie odpowiedziała. Wstała i powoli podeszła do wejścia. Pani Danusia poszła za nią. Otworzyła drzwi pośpieszając małą aby weszła szybciej. Wchodząc Maja rozglądała się na początku swoimi ciekawskimi oczami i nieco zmieniła zdanie o tym domu. Myślała, że skoro z zewnątrz wyglądał tak okropnie to w środku będzie podobnie. Okazało się, że jest zupełnie inaczej. Było całkiem przytulnie, a dzieci bawiące się wraz z opiekunami tworzyły domową atmosferę. Kobieta oprowadzała Majkę po domu. Najpierw pokazała jej parter a potem weszły po schodach na górę gdzie były pokoje dzieci. Na oklejonych tapetą w zielono białe pasy ścianach wisiały zdjęcia szczęśliwych podopiecznych i ładne obrazki. W budynku było tak wiele korytarzy i drzwi, że można się było w nim zgubić. Na jednych z nich zobaczyła na złotej tabliczce wyryte imiona w których jedno z nich należało do niej.

- Czy to będzie mój pokój? - Zapytała wskazując palcem.

- Tak. Będziesz go dzieliła z Elizą i Zosią - odpowiedziała wesoło kobieta. Chodź, zostawimy walizkę i pójdziemy na kolację. Zapoznasz się tam z innymi dziećmi.

Majka zbiegła wesoło po schodach. Zdawało się, że chociaż na chwilę zapomniała o tragedii. Wydawało się nawet, że jej się tu spodobało. Kiedy weszła z panią Danusią do jadalni wszystkie głowy zwróciły się w ich stronę. Opiekunka przedstawiła Majkę innym dzieciom. Bardzo się ucieszyły, że będą miały nową koleżankę, szczególnie Eliza i Zosia z którymi miała mieszkać w pokoju. Usiadła pomiędzy nimi. Jadalnia była bardzo duża. Dębowy stół rozciągał się na całą długość pokoju, żeby wszystkie dzieci się zmieściły. Ściany były pomalowane na czerwony kolor. Czerwień w tym domu miała oznaczać miłość. Wszyscy tutaj traktowali się jak rodzeństwo. Nie było krzyku i kłótni, zazdrości ani nienawiści. Każdy był taki życzliwy i pomocny. Te wszystkie zdjęcia i atmosfera przypomniały Majce jak to było kiedyś w domu razem z rodzicami. Na chwilę ponownie posmutniała. Straciła apetyt. Pogrzebała tylko widelcem w jedzeniu. Grubsza pani nagle zadzwoniła dzwonkiem. Maja rozejrzała się nie wiedziała co to oznacza, ale wszyscy wstali i ustawili się w kolejce więc uczyniła to samo. Wszyscy wychodzili kolejno z sali. Najpierw szli do łazienek umyć ręce po kolacji a potem rozchodzili się do pokoi. Zośka i Eliza pokazały jej łóżko na którym będzie spała i szafę w której może powiesić swoje ubrania. Pokój bardzo podobał się dziewczynce. Był pomarańczowy tak jak jej poprzedni, a na ścianie wisiał obrazek z namalowanymi słonecznikami, ale to nadal nie był jej stary pokój pełen zabawek i miłości rodziców. Dostała duże i wygodne łóżko pełne poduszek, ale wolała swoje stare. Zabawki już nie były te same i nie sprawiały jej tyle radości co poprzednie. Dziewczynki pobawiły się i porozmawiały przez moment. Potem zmówiły pacierz, przebrały się w kolorowe piżamki i poszły spać ponieważ Maja była zmęczona po całym dniu. Dziewczynka zanim zasnęła dużo płakała. W swojej modlitwie prosiła Pana Boga aby dał jej możliwość zobaczenia jeszcze raz rodziców i Kasi. Usnęła z nadzieją wysłuchania jej prośby. Spała już dobre trzy godziny kiedy obudził ją dźwięk gwałtownie otwieranego okna. Dziewczynka zerwała się na równe nogi, poczuła chłód. Nagle przez okno wleciał duch jej matki. Blada, długowłosa blondynka w białej, zwiewnej sukni wyciągnęła do niej rękę. Wiatr rozwiewał jej lśniące włosy i suknie. Maja ze zdziwienia przetarła oczy i uśmiechnęła się szeroko.

- Mamusiu, ty żyjesz! - Wykrzyczała szczęśliwa - a ta pani mówiła że już Cię nie zobaczę.

Matka jednak nie odpowiedziała. Wleciała dalej po czym delikatnie usiadła na łóżku. Majce uśmiech zniknął z twarzy.

- Mamo dlaczego mi nie odpowiadasz? - Spytała ze smutkiem w głosie?

Jednak kobieta milczała nadal patrzyła tylko na nią tylko i uśmiechała się do niej. Musnęła ją po policzku zimną dłonią po czym rozmyła się jak mgła.

Dziewczynka rozpłakała się. Nie mogła zrozumieć jak to możliwe, że mama tu była i nagle zniknęła. Nie powiedziała jej ani słowa słowa. Majka siedziała na podłodze i płakała. Jej koleżanki z pokoju popatrzyły na siebie. Objęły ją a Eliza zapytała.

- Z kim ty rozmawiałaś?

- Jak to przecież tu była moja mama. Nie widziałyście jej? Siedziała na moim łóżku.

Eliza patrzyła z przerażaniem to na Zosię to na Maję.

- Majka przecież tutaj nikogo nie było. Okno się tylko otworzyło. Co ty opowiadasz?

- Nie prawda ona przez nie wleciała. Dlaczego jej nie widziałyście?

- Tu nikogo nie było. Majka kładź się już spać.

Maja wstała i posłusznie położyła się do łóżka. Dziewczynki porozmawiały o całej sytuacji która miała miejsce i stwierdziły, że najlepiej będzie poinformować wychowawczynię o całym tym zdarzeniu. Nie wiedziały czy to przez to, że Majka dowiedziała się o śmierci rodziców i to tylko jej wyobraźnia, czy może widziała ducha matki. Widziały zapłakaną a jednocześnie przerażoną twarz dziewczynki. Położyły się spać. Następnego dnia po śniadaniu miały porozmawiać o tym z panią Danusią. Reszta nocy upłynęła im spokojnie tak jak przed przybyciem Majki. Ranki w Czereśniowym domu, bo tak go nazywano, były zazwyczaj bardzo piękne. Przez nieduże okna wpadały pierwsze promyki słońca oświetlając kolorowy pokój i jednocześnie budząc wszystkie trzy dziewczynki. Nawet okropny wygląd budynku z zewnątrz nabierał swojego uroku. Zosia zapytała z troskliwością:

-Maja, dobrze się czujesz? W nocy dziwnie się zachowywałaś.

- Ona naprawdę tu była. Musicie mi uwierzyć.

- Chyba będzie ciężko. Chodźmy lepiej do łazienki przygotować się do śniadania. Za pół godziny musimy być gotowe do szkoły.

- Nie mówcie o tym nikomu. Proszę was.

Dziewczynki popatrzyły tylko na siebie ale nic jej nie odpowiedziały. Założyły na nogi kapcie, wzięły potrzebne im rzeczy i wyszły. Maja poszła za nimi mając nadzieję, że nikt się o tym nie dowie. W łazience było już kilka innych dziewczynek. Wiązały włosy w warkocze, myły ręce, buzię, zęby. Przebierały się w codzienne ubranie i szły do stołówki. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca otrzymali posiłek. Podczas śniadania oczywiście nie obyło się bez rozmów. Maja była duszą towarzystwa więc szybko odnalazła kilku kolegów i koleżanek z którymi chętnie będzie przebywała. Pani Basia jak zwykle zadzwoniła dzwonkiem. Zosia złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą. Zaprowadziła ją do stolika na którym leżały drugie śniadanie dla wszystkich podopiecznych. Dziewczynki wzięły kanapki i włożyły je do tornistrów. Ustawiając się w pary dziewczynka poczuła się tak, jakby stała koło niej Kasia. Dziewczynka nie mogła przestać o niej myśleć. Wspominała wszystkie zabawy i wygłupy, ale wiedziała, że to już nie wróci.

- Skoro mama przyszła to może i Kasia przyjdzie - powiedziała szeptem Maja.

- Coś mówiłaś? Nie usłyszałam - rzekła Zosia.

- Mówiłam, że ładny dziś mamy dzień ? wybrnęła jakoś dziewczynka.

- Tak, bardzo ładny. Słońce mocno grzeje i ptaki tak ładnie śpiewają.

Nagle grupa ruszyła. Pierwszą parę; Bartka i Mateuszka prowadziła za rękę pani Basia. Miała na sobie śmieszną pelerynkę. Peleryna sprawiła, że w drodze do szkoły Majka z Zosią układały scenariusze bajek dla opiekunki, w której miała być wspaniałym bohaterem ratującym małe dzieci z kłopotów. Ta rola doskonale do niej pasowała. Kilka razy już wyciągała swoich podopiecznych z najrozmaitszych problemów. Pani Basia była sympatyczną kobietą, zawsze skorą do rozmów. Każdemu służyła pomocną dłonią i za to była taka lubiana. Dochodząc do szkoły dziewczynka cieszyła się, że pozna jeszcze więcej nowych przyjaciół. Zastanawiała się czy będzie chodziła do tej samej klasy co Eliza i Zosia. Bardzo tego chciała. Przez wczorajszy dzień bardzo się do nich przywiązała. Opiekunka doprowadziła ich do budynku ogłosiła, że będzie tu czekała na wszystkich po zajęciach i wróciła do czereśniowego domu. Eliza zaprowadziła ją do szatni, w której mogła się przebrać. Boksy były zrobione z pomalowanej na czerwono z siatki. Był straszny tłok. Maja nikogo tu nie znała, a że było tu dużo starszych osób poczuła się nie swojo. Zosia gdy to zauważyła zaraz ją zaczęła rozśmieszać. Na twarzy Majki od razu pojawił się szeroki uśmiech. Kiedy zmieniły buty i zdjęły kurtki poszły pod klasę w której miały mieć język polski. Dziewczynki chwilę porozmawiały. Maja dowiedziała się, że Eliza jest w innej klasie. Zrobiło jej się trochę przykro, bo bardzo lubiła obie dziewczynki i chciała żeby były w grupie wszystkie razem, ale cieszyła się z tego, że chociaż będzie z nią Zosia. Zadzwonił dzwonek. Uczniowie szybko wchodzili do klasy i zajmowali swoje stałe miejsca. Maja usiadła w ławce obok Zosi. Wyjęła swoje książki, zeszyty i spokojnie czekała na nauczycielkę. Trochę się denerwowała ponieważ zależało jej na tym aby ją polubiła. Kiedy polonistka weszła zauważyła, że przy drzwiach stoi Kasia.

- Zosiu widzisz ją? To Kasia stoi przy drzwiach. Patrzy na nas. - Szepnęła do koleżanki.

Dziewczynka popatrzyła na nią takim samym dziwnym wzrokiem jak zeszłej nocy.

- Tam nikogo nie ma. Na pewno dobrze się czujesz?

- Nie mów mi, że jej nie widzisz. Ona tam stoi. Zobacz idzie w naszą stronę.

- Majka. Uspokój się. Tam nikogo nie ma. Rozumiesz? - Powiedziała głośniej Zosia, potrząsając Majką - rozumiesz?

W tym momencie duch Kasi rozmył się tak samo jak duch matki zeszłej nocy. Majce zaszkliły się oczy.

- No i zobacz co zrobiłaś. Przez ciebie sobie poszła.

Ostatnia wymiana zdań była dość głośna aby została usłyszana przez uczniów. W klasie rozległy się szepty. Słychać było różne przykre słowa dla Mai, typu dziwaczka. Polonistka klaśnięciem w dłonie uciszyła klasę.

- Czy wszystko w porządku? - Zapytała.

- W jak najlepszym. - odpowiedziała Zosia.

Przez kilka godzin Majka chodziła przygnębiona. Mało się odzywała i śmiała. Zosia miała wyrzuty sumienia, że tak ją potraktowała mogła to powiedzieć ciszej. Teraz koledzy z klasy dziwnie się zachowywali w stosunku do Mai. Pierwszy dzień w szkole dziewczynka wyobrażała sobie inaczej. Po tej sytuacji z koleżanką straciła chęć do zapoznania się z innymi dziećmi. Sądziła, że wyszła na niemądrą i nikt nie będzie się z nią chciał bawić dlatego oddalała się od grupy. Zosia jednak poprawiła jej nastrój i przedstawiła reszcie klasy. Wszyscy bardzo ją polubili. Zajęcia powoli dobiegały końca. Pani Basia czekała już przed budynkiem szkoły. Dzieci czekały na upragniony ostatni dzwonek. Wreszcie zadzwonił. Uczniowie wybiegli z klasy. Jedynie Maja się ociągała. Doszła ostatnia do szatni. Przebrała się i wyszła ze szkoły. Dołączyła do grupy i wszyscy wrócili do domu dziecka. Po ciężkim dniu w szkole do kolacji każdy miał czas wolny. Dzieci mogły wyjść na dwór się pobawić, poczytać książkę lub skorzystać z innych rozrywek. Kiedy Maja wyszła na podwórko Zosia opowiedziała Elizie o sytuacji w szkole. Dziewczynki doszły do wniosku, że należy powiedzieć o wszystkim pani Danusi i nie zwracać uwagi na prośbę Majki. Odnalazły wychowawczynię i poszły do jej gabinetu. Był nieduży, ale panowała w nim miła atmosfera. Ściany były żółte, po środku stało stare, brązowe biurko, na podłodze leżał pięknie ozdabiany dywan, a z sufitu zwisał kryształowy żyrandol. Odbyły z nią rozmowę o tym co działo się zeszłej nocy i w szkole. Opiekunka bardzo się tym zmartwiła. Właśnie dzisiaj przyszła rodzina która chciała zaadoptować małą, ale teraz nie była pewna czy zechcą ją do siebie zabrać. Jeżeli Maja faktycznie widzi duchy należy poinformować o tym rodziców zastępczych. Po kolacji wychowawczyni zawołała Maję do siebie. Przeprowadziły poważną rozmowę. Dziewczynce było przykro, że koleżanki wyjawiły jej tajemnicę. Maja chciała z tego wybrnąć. Nie chciała odpowiadać na pytania związane z tym tematem. Uznała, że najlepiej będzie jeżeli powie, że tak bardzo tęskni za rodzicami i Kasią, że musiała mieć jakieś sny lub zwidy. Opiekunka uwierzyła jej na słowo. Miała nadzieję, że jest tak, jak twierdzi Maja. Z wielką radością poinformowała Majkę, że znalazła dla niej rodzinę zastępczą. Nie wiedziała tylko jaki dziewczynka tłumi w sobie ból, żal i cierpienie. Chciała dla małej jak najlepiej, ale ona zrozumiała to tak, jakby kazano jej zapomnieć o biologicznych rodzicach. Posmutniała ale zgodziła się na to, aby zamieszkać u innej rodziny. Pani Danusia wykonała telefon do państwa Machoniów, że mogą ją już następnego dnia mogą zabrać ją do siebie. Bardzo ucieszyli się z tego powodu i powiedzieli, że będą jutro po południu. Opiekunka uzgodniła z Majką co powinna ze sobą zabrać i odprowadziła ją do pokoju życząc dobrej i spokojnej nocy. Dziewczynka delikatnie otworzyła drzwi. Jej koleżanki siedziały na jednym łóżku. W pewnym momencie niczym chórem powiedziały:

- Przepraszamy. Gniewasz się?

- Nie. - Odpowiedziała krótko Maja podchodząc do szafy.

Otworzyła drzwiczki i wyjmowała swoje ubranka. Zosia z Elizą znowu spojrzały na siebie. Nie wiedziały o co chodzi. Myślały, że przez nie będzie musiała gdzieś wyjechać.

- Co robisz? - Zapytała Eliza.

- Pakuję się. Pani Danusia znalazła dla mnie rodzinę zastępczą. Jutro po południu mają po mnie przyjechać. - Powiedziała z uśmiechem.

- To cudownie. - Powiedziały razem szczęśliwe.

Maja uśmiechnęła się do nich. Jednak w głębi duszy dziewczynki trochę zazdrościły Mai. W końcu były tutaj dłużej, a ona ledwie dwa dni i już jedna z rodzin zapragnęła ją zabrać do siebie.

- Rozmawiałaś z panią Danusią o tych sytuacjach w nocy i w szkole? - Zapytała Zosia.

- Tak wszystko jest w porządku. Musiałam mieć jakieś zwidy - odparła dziewczynka.

Eliza spostrzegła, że Majka nie cieszy się z tego, iż będzie miała nową rodzinę. Nawet jej się nie dziwiła. Niedawno straciła rodziców i przyjaciółkę, a teraz będzie musiała zaakceptować nowych rodziców. Zrobiło jej się trochę szkoda nowej koleżanki. Dziewczynki chętnie zaczęły pomagać pakować jej walizkę. Kiedy skończyły Majka podniosła ją podniosła. Chciała ją postawić na biurku, jednak niespodziewanie z bocznej kieszonki wypadł wisiorek w kształcie serca. Dziewczynka podniosła go i otworzyła. Po jednej stronie wisiorka było zdjęcie rodziców, a po drugiej jej. Siadła na łóżku. Po policzku spłynęła jej łza. Ból po stracie rodziców był nadal nie do opisania. Dotychczas Maja go nie okazywała. Kiedy się na nią patrzyło wydawało się, że wszystko jest w porządku, jednak w środku cierpienie rozrywało ją na strzępy. Patrząc na te fotografie Majka przycisnęła medalik do serca i gorzko płakała. Dopiero teraz pokazała to co naprawdę czuje. Jej koleżanki objęły ją i zaczęły pocieszać. Mówiły jej, że będzie dobrze, że kiedyś zobaczą się gdzieś tam na górze. Te słowa sprawiły, że Maja się trochę uspokoiła. Najważniejsze było to, że zawsze będzie o nich pamiętać i żaden człowiek ich nie zastąpi. Ona nigdy nie przestanie ich kochać. Założyła wisiorek na szyję i mocno go ścisnęła w małej piąstce. Delikatnie go pocałowała, przebrała się w piżamę, odmówiła pacierz i ułożyła się do snu jak jej towarzyszki. W nocy kolejny raz się obudziła i zobaczyła ducha matki. Tym razem nic nie mówiła aby nie obudzić Zosi i Elizy. Nie chciała żeby znowu powiedziały o tym opiekunce. Kiedy matka wyciągnęła do niej dłoń ona zrobiła to samo. Podeszła bliżej i chciała ją przytulić. Nie udało jej się. Ręce dziewczynki przeniknęły przez zwiewną suknię. Nie rozumiała dlaczego tak się dzieje. Nie wiedziała już czy mama żyje czy nie. Przychodzi i znika jak mgła, nie może się do nie nawet przytulić. Nic do niej nie mówi. Szepnęła cichutko

- Mamo, ty żyjesz?

Duch nic nie odpowiedział. Kiwnął tylko przecząco głową i zniknął. Majce ponownie zaszkliły się oczy. Położyła się z powrotem do łóżka i cichutko szlochała. Dziewczynka nie mogła już spać. Przygnębiona czekała, aż pierwsze promyki słońca obudzą wszystkie dzieci. Leżała już dłuższy czas. W końcu spojrzała na zegarek. Wskazywał na wpół do siódmej. Maja wstała, wzięła ręcznik, ubranie i poszła do łazienki. Nie mogła spać więc wykorzystała to, że nie ma kolejek. Kiedy już wychodziła akurat wchodziły pierwsze osoby. Przywitała się z nimi i wróciła do pokoju. Czekała tam na Elizę i Zosię. Następnie razem z innymi podopiecznymi czereśniowego domu poszła na stołówkę i do szkoły. Dzień minął podobnie jak poprzedni. Kiedy wróciła ze szkoły w gabinecie pani Danusi czekali już na nią rodzice zastępczy. Opiekunka poszła po nią i przyprowadziła do pokoju aby poznała swoją nową rodzinę. Dziewczynka powitała ich z uśmiechem. Chwilę spędziła rozmawiając z nowymi rodzicami. Sprawiali dobre wrażenie. Młodzi i z poczuciem humoru. Majce to się podobało. Kiedy dziewczynka oficjalnie powiedziała, że chce z nimi zamieszkać, zabrano jej rzeczy i zaniesiono do auta należącego do młodego małżeństwa. Następnie pożegnała się z opiekunkami z domu dziecka i dziećmi. Zosia bardzo polubiła Maję, więc żeby o niej nie zapomniała podarowała jej swojego ulubionego misia. Na koniec dziewczynki na pożegnanie przytuliły się i zrobiły zdjęcie na pamiątkę. Kiedy Majka wsiadła do samochodu wszyscy wyszli przed budynek i machali jej na pożegnanie.

Podróż do nowego domu minęła bardzo spokojnie. Maja nigdy nie widziała miast, przez które przejeżdżali. Wydawały się interesujące, więc zapytała, czy mogliby kiedyś do nich przyjechać i je zwiedzić. Bardzo się ucieszyła, gdy usłyszała twierdzącą odpowiedź. Widać było, jak bardzo się cieszyło z przyjazdu dziewczynki. Przyszywany tata wziął jej walizkę i zaniósł do nowego pokoju. Był cały różowy. Na suficie wisiała lampa w kształcie motyla. Pod oknem stało biurko. W kącie była ustawiona szafa a obok stało duże, białe łóżko. Cała trójka zjadła razem kolację. Przy okazji trochę lepiej się poznali. Było dużo śmiechu. Nowi rodzice zaoferowali jej aby mówiła do nich po imieniu. Dziewczynka nie miała nic przeciwko więc mówiła do nich Tomku i Klaro.

- Pewnie jesteś zmęczona. Przebierz się i połóż się spać. Jutro czeka Cię dzień pełen wrażeń. - Powiedziała szczęśliwa kobieta. - Wybierzemy się gdzieś na miasto.

Maja rzeczywiście była trochę senna. Zrobiła to, co kazała jej nowa mama. Noc upłynęła jej bardzo spokojnie. Tym razem nie widziała duchów bliskich jej osób, ale przyśnił jej się wieczór spędzony w rodzinnym, gronie. Dziewczynka spała z uśmiechem na twarzy. Sen tak bardzo jej się podobał, że nie chciała go przerywać. Jednak trochę się rozczarowała. Klara przyszła ją obudzić.

- Dzień dobry Maju - Powitała ją z uśmiechem.

- Dzień dobry - Dziewczynka odwzajemniła uśmiech.

- Popatrz kupiłam Ci wczoraj nową sukienkę. Założysz?

- Tak, dziękuję. Jest bardzo ładna.

- Cieszę się, że Ci się podoba. Załóż ją i zejdź na śniadanie. Potem pojedziemy się trochę zabawić.

- Dobrze.

Kiedy kobieta wyszła, Maja założyła nowe ubranko i przejrzała się w lusterku. Sukienka bardzo jej się podobała. Była szczęśliwa, że ją dostała. Nigdy takiej nie miała. Zeszła na dół i usiadła przy stole obok Tomka. Klara przygotowywał śniadanie.

- Może pomogę? - Zapytała Majka.

- Chcesz? To chodź zanieś na stół kanapki. Ja wezmę resztę.

Maja wzięła talerz i postawiła na środku stolika. Kiedy zjedli posprzątali po sobie i wsiedli do samochodu. Dziewczynka była bardzo ciekawa gdzie pojadą. Wypytywała o to nowych rodziców, ale żadne z nich nie chciało jej tego powiedzieć. Niespodzianka nie była by już wtedy niespodzianką. Gdy jechali samochodem śpiewali ulubioną piosenkę Mai. Śpiewając ją Majka była bardzo szczęśliwa. Przypominały jej się wtedy zabawy z biologicznymi rodzicami. Pomału dziewczynka godziła się z losem. Dotarło do niej, że prędzej czy później i tak by odeszli. Tomek nie mógł znaleźć wolnego miejsca na parkingu ale wreszcie mu się udało. Wysiedli i Maja zobaczyli, że są w dużym mieście.

- Najpierw chcesz pójść do kina czy na ogromny plac zabaw? - zapytała Klara.

- Może na plac zabaw. - Odpowiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczynka.

- A więc chodźmy to nie daleko.

Tomek z Klarą wzięli ją za rączki i szli po chodniku na plac. W pewnym momencie Majka zobaczyła znajomą twarz po drugiej stronie ulicy. Zatrzymała się i krzyczała szczęśliwa..

- Tam jest tata! Tatusiu, tatusiu poczekaj na mnie! Już do Ciebie biegnę!

W tym momencie Maja wyrwała się rodzicom zastępczym. Żadne z nich nie zdążyło jej złapać.

Dziewczynka wbiegła na ruchliwą ulicę. Rozległ się dźwięk klaksonów. Jeden z kierowców nie zdążył zahamować i potrącił Majkę. Tym razem dziewczynka nie wyszła cało. Zginęła na miejscu. Ostatnie słowa które wypowiedziała brzmiały;

- Tam jest tata.

Tomek i Klara podbiegli do martwego już ciała dziewczynki. Nie mogli zrozumieć całej sytuacji. Tam nikogo nie było. Tym bardziej nie mógł tam stać jej zmarły ojciec. Młoda para była zrozpaczona. Klęczała trzymając ją na rękach i płakali.

Śmierć dziewczynki przyniosła duży rozgłos. Kiedy pani Danusia się o tym dowiedziała zaczęła się obwiniać. Zadręczała się myślą, że kiedy dowiedziała się o duchach które widziała Maja powinna inaczej zareagować. Mogła umówić ją na wizytę z jakimś lekarzem. Może cała ta historia skoczyłaby się inaczej. Wszyscy którzy znali Majkę bardzo przeżyli tę tragedię. Jednak sama Maja była bardzo szczęśliwa. Była tam wysoko, wysoko na górze razem z rodzicami i Kasią. Rzecz o którą prosiła dziewczynka w swoich modlitwach spełniła się. Odzyskała rodziców i przyjaciółkę. Teraz jest szczęśliwsza niż kiedykolwiek.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Grz 31.07.2014
    wciągnęło mnie
  • Black Princess 10.08.2014
    Świetne i wciągające.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania